Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Zobacz szczegóły.    Rozumiem, ZAMKNIJ
HokejKoszykówka
Warszawa - Sobota, 14 kwietnia 2018, godz. 20:30
Ekstraklasa - 31. kolejka
Herb Legia Warszawa Legia Warszawa
    0 (0)
    Herb Zagłębie Lubin Zagłębie Lubin
    • 64' Starzyński
    1 (0)

    Sędzia: Tomasz Musiał
    Widzów: 13081
    Pełen raport

    Najwyższa pora zwolnić tego amatora

    Sobotnie spotkanie z Zagłębiem obejrzała bardzo skromna grupa kibiców - najmniejsza od kiedy wprowadzono podział ligi na dwie ósemki. Mniejsza frekwencja była odwrotnie proporcjonalna do głośności dopingu - ten stał na bardzo wysokim poziomie. W drugiej połowie, widząc jak nasze gwiazdy kopią się po czołach, fanatycy nie wytrzymali i wygarnęli Jozakowi oraz piłkarzom, co leżało im na wątrobie.
    Konkretnie, bez żadnego kalkulowania i taryfy ulgowej. Parę godzin później Chorwat pożegnał się z posadą trenera naszego klubu.

    Skąd tak słaba frekwencja i słaba sprzedaż karnetów na rundę finałową (7,5 tys. abonamentów)? Tłumaczenie kiepskimi wynikami, gorszymi rywalami, czy może jeszcze godzinami meczów? Wydaje się, że to wszystko jakieś tanie wymówki, a prawdziwi fanatycy, na stadion przychodzą bez względu na wyżej wymienione powody. Jest jednak jeden czynnik, który na pewno miał wpływ na zaistniałą sytuację. Ceny biletów, które zostały ogłoszone zanim poznaliśmy rywali w decydującej fazie sezonu, zupełnie odstają od rzeczywistości! 55 zł na mecz z Zagłębiem na Żyletę? Serio?

    Przy wejściu na stadion prowadzona była zbiórka na oprawy kolejnych meczów. Przed nami jeszcze dobrych kilka spotkań ligowych, w tym ciekawe wyjazdy, jak również - wszyscy w to wierzymy - finał Pucharu Polski na Narodowym. Pod nieobecność Jurasa i Stasiaka, spikerem na sobotnim meczu był Maciej Siwek i niestety debiut wypadł dość słabo. Już przy wyczytywaniu składów nie ogarnął nazwisk i dwukrotnie anonsował Pazdana, zawieszając się na kilkanaście sekund. Chyba ta pomyłka sprawiła, że w dalszej części meczu odzywał się tylko kiedy było to konieczne.



    Nasz doping od samego początku stał na wysokim poziomie. Widać było, że zdecydowana większość angażuje się w doping. Nie wszyscy, ale i tak znacznie większy procent niż zazwyczaj. Przed meczem znaliśmy wyniki ze stadionów bezpośrednich rywali Legii w walce o mistrzostwo Polski - zarówno Lech, jak i Jagiellonia przegrały u siebie. Wystarczyło pokonać Zagłębie, by wyjść na prowadzenie w ligowej tabeli. Niby proste, ale kiedy ostatni raz Legia wykorzystała potknięcia rywali?

    Po kontrowersyjnych sytuacjach, w tym nieuznanej przez sędziego bramce Vesovicia, oberwało się arbitrowi oraz PZPN-owi. Trzeba przyznać, że spora część osób nie widziała uniesionej chorągiewki liniowego i przez kilkanaście sekund znajdowała się w stanie błogiej radości. Niestety szybko trzeba było zejść na ziemię. Kilka razy próbowaliśmy rozruszać pozostałe trybuny śpiewami na dwie strony. Tego dnia na Żylecie zawisł sporych rozmiarów transparent odnoszący się do ogólnopolskiej akcji - "Ostatni gwizdek! Nic o nas bez nas. www.ostatnigwizdek.pl", ale jak na pozostałych stadionach doping prowadzony był od pierwszej minuty.



    Kibice gości na ten wyjazd wybrali się w bardzo słabej liczbie, tym bardziej biorąc pod uwagę sobotni termin. Lubinianie do Warszawy przyjechali dwoma autokarami w 109 osób, z których sześciu zakazowiczów pozostało pod bramami. W sektorze gości wywiesili jedną flagę - "Na wyprawie" oraz transparent z pozdrowieniami do więzienia. Podobno prowadzili doping przez całe spotkanie, ale tego na Żylecie słyszeć nie mogliśmy - wobec wysokiej formy, jaką prezentowaliśmy tego wieczora.

    Niestety inaczej było z naszymi gwiazdami, które po przerwie straciły pierwszą bramkę i były na najlepszej drodze do zaprzepaszczenia wspaniałej szansy. "Warszawska Legio, zawsze o zwycięstwo walcz" - śpiewała Żyleta. Na boisku nie zmieniało się nic. W końcu frustracja osiągnęła poziom maksimum i fani skandowali pod adresem grajków "Legia grać, k... mać!", a chwilę później także pieśni pod adresem Chorwata, któremu nie wiedzieć na jakiej podstawie zaufano kilka miesięcy temu bardziej niż Jackowi Magierze. "Chyba już najwyższa pora, zwolnić tego amatora" - skandowali kibice, którzy kolejny raz pokazali co sądzą o Jozaku. Na tym jednak nie skończyło się. "Chu...wo gracie, bo wy trenera nie macie" oraz "Chcemy trenera, a nie Jozaka frajera" - niosło się z trybun.

    Następnie jednak do ostatniego gwizdka jechaliśmy z głośnym dopingiem, licząc że jednak uda się wywalczyć choćby remis, który pozwoliłby nam wyprzedzić Jagiellonię. Wyjątkowo sporo osób opuszczało stadion przed końcowym gwizdkiem. Bez względu na styl gry oraz wyniki, nie pochwalamy takiego zachowania - lepiej wspierać do końca, a po końcowym gwizdku dać wyraz swojego niezadowolenia. I tak też uczyniła Żyleta tym razem, skandując kolejny raz trzy wymienione wcześniej hasła pod adresem Jozaka. A jako, że nasze grajki nie są bez winy, i oni usłyszeli swoje - "Legia grać, k... mać" oraz "Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie".

    Wkur...ni opuszczaliśmy stadion. Dało się słyszeć czarne scenariusze. Później okazało się, że Chorwat nie rozumiał nic z tego, co skandowali kibice Legii. Kolejny raz rzekomo, umknęły mu hasła pod jego adresem. Kilkadziesiąt minut później został oficjalnie zwolniony ze swojego stanowiska - w sumie można zadać (właścicielom) tylko pytanie, po co zatrudniali takiego amatora i debiutanta w miejsce Jacka Magiery...

    Tymczasem już w środę przy Łazienkowskiej czeka nas rewanżowe spotkanie 1/2 finału Pucharu Polski z Górnikiem. Zabrzanie do Warszawy przyjadą pociągiem specjalnym w dobrej liczbie. Wydaje się, że trudno będzie osiągnąć na tym meczu frekwencję na poziomie tej, jaką fani KSG osiągnęli na pierwszym meczu obu drużyn.

    Frekwencja: 13 081
    Kibiców gości: 109
    Flagi gości: 1

    Autor: Bodziach