Legia zainaugurowała sezon Ekstraklasy wyjazdowym meczem z Koroną Kielce. Edward Iordanescu wprowadził aż siedem zmian w wyjściowym składzie względem tego, który rozpoczął starcie z Banikiem w ubiegły czwartek. Jednym z zawodników desygnowanych do gry od pierwszej minuty był Jean-Pierre Nsame. Warto podkreślić, że był to jego pierwszy występ w podstawowej jedenastce od 20 września 2024 roku.
Nawet biorąc pod uwagę jego wypożyczenie w rundzie wiosennej, fakt pozostaje faktem – po niemal roku Kameruńczyk dopiero po raz drugi dostał szansę od trenera Legii, by zaprezentować się w pełnym wymiarze czasowym. Sprawdźmy zatem, jaki był rezultat tego eksperymentu przeprowadzonego przez rumuńskiego szkoleniowca.
Na pierwszy pokaz umiejętności Nsame nie trzeba było długo czekać. Już w 9. minucie, po koronkowej akcji Legionistów i fenomenalnym dograniu Migouela Alfareli, Kameruńczyk idealnie złożył się do strzału głową, a Xavier Dziekoński mógł jedynie wyjąć piłkę z siatki. Dużo mówiło się w kuluarach o tym, jak groźny potrafi być były napastnik Young Boys Berno w polu karnym. W ostatnich spotkaniach dobitnie to potwierdza. Warto zwrócić uwagę na to, jak Nsame świetnie wykorzystał przestrzeń między stoperami Korony, a sposób jego złożenia się do uderzenia głową to majstersztyk.

Na początku 13. minuty Nsame wykonał ruch do piłki, cofnął się w okolice środka boiska i zgrał ją do Marco Burcha, otwierając tym samym przestrzeń dla zawodników wbiegających ze skrzydeł. To zagranie, jak i kolejne, były zaskoczeniem – tego typu zachowań nieczęsto się po nim spodziewaliśmy. Tymczasem w Kielcach były one powtarzalne, co skutecznie podważa tezę, że Jean Pierre Nsame poza polem karnym nie wnosi nic do gry drużyny.
W 27. minucie widzieliśmy go w bocznym sektorze boiska... na własnej połowie. Już sama jego obecność w tym rejonie mogła zaskoczyć, a Nsame dołożył do tego skuteczny odbiór piłki, który zapoczątkował kontratak Legii. Trzeba przyznać, że taka przemiana kameruńskiego napastnika zaskakuje i rodzi pytanie: czy Legia już dawno nie powinna była sięgnąć po jego atuty, zwłaszcza w kontekście ubiegłorocznych problemów ze skutecznością na pozycji numer „9”?
W 50. minucie Nsame uderzał lewą nogą ze skraju pola karnego i zmusił Xaviera Dziekońskiego do interwencji po tym kąśliwym uderzeniu. Warto dodać, że sam sobie tę sytuację wypracował, przeprowadzając kilkudziesięciometrowy rajd z piłką przy nodze.
W 57. minucie Nsame znów zaimponował – przechwycił piłkę w środkowej strefie boiska, ruszył z nią w kierunku bramki Dziekońskiego i został sfaulowany. Jego aktywność poza polem karnym w tym spotkaniu naprawdę mogła się podobać.
Obudziliśmy się w rzeczywistości, w której Jean Pierre Nsame realnie włączył się do rywalizacji o miano pierwszego napastnika Legii Warszawa. Po dołączeniu do zespołu Milety Rajovicia, Legia dysponuje dziś trzema klasowymi snajperami, którzy na przestrzeni swojej kariery wielokrotnie udowadniali, że potrafią zdobywać bramki. Edward Iordanescu stanie przed "przyjemnym bólem głowy" w kontekście tego, jak rozegrać tę rywalizację w ofensywie.
Trzeba jednak uczciwie przyznać – to właśnie Nsame w ostatnich dwóch spotkaniach zapracował na to, by w rewanżu z Banikiem znaleźć się w wyjściowym składzie. Cieszy tak wysoka forma Kameruńczyka i... niektórych z nas może skłonić do uderzenia się w pierś za zbyt szybkie skreślenie tego zawodnika. Czy jedną z takich osób powinien być Portugalczyk, do niedawna zasiadający na ławce trenerskiej Legii?
Statystyki Nsame w meczu z Koroną
Minuty: 63
Bramki: 1
Asysty: -
Strzały/celne: 4/2
Liczba podań / celne: 15/10
Podania kluczowe: -
Dośrodkowania / celne:
Dryblingi / udane: - 2/2
Odbiory: 2
Dystans: 6.86
Sprinty: 11
Żółte kartki: -
Czerwone kartki: -
