Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Błąd Marczyka?

poniedziałek, 15 marca 2004 09:42
Fumenźródło: Przegląd Sportowyna podstawie: Przegląd Sportowy

Podczas piątkowego meczu Legii z Odrą doszło do niecodziennego zdarzenia w 77 minucie gry. Tuż przed polem karnym Roman
Madej sfaulował Marka Saganowskiego, który pędził na bramkę rywali. Sędzia Zbigniew Marczyk odgwizdał przewinienie i sięgnął ręką do kieszonki, aby pokazać czerwoną kartkę. W tym momencie Aleksandar Vuković szybko wykonał rzut wolny, podał do Jacka Magiery, a pomocnik
Legii strzelił bramkę. Sędzia bez wahania wskazał na środek boiska i dopiero potem pokazał czerwoną kartkę Madejowi. Czy ta akcja została prawidłowo rozegrana? "Sędzia zastosował nadinterpretację przepisów" – mówi członek Polskiego Kolegium Sędziów, Wit Żelazko. Przepisy mówią jasno: jeśli faul kwalifikował się na czerwoną kartkę, gra nie może być wznowiona, dopóki zawodnik ukarany nie opuści boiska. Takie samo zdanie ma Wiesław Karolak, również członek PKS i przewodniczący Centralnej Komisji Szkolenia: "W oparciu o przepisy sędzia postąpił nieprawidłowo. Jeśli sędzia przerywa grę gwizdkiem w celu wykluczenia zawodnika, może ją wznowić tylko po zejściu tego piłkarza z murawy. Jest na to dwie minuty czasu."

Sytuacja z 77 minuty wywołała wątpliwości również u prowadzącego
spotkanie sędziego Marczyka: "Całą drogę powrotną do domu analizowałem moją decyzję. Twierdzę, że była ona prawidłowa. Sytuacja na boisku jednak mnie zaskoczyła, bo przytrafiło mi się coś takiego po raz pierwszy." Żelazko jednak argumentuje: "Wyobraźmy sobie, że kiedy Vuković wznawia grę, Madej jeszcze raz fauluje rywala na czerwoną kartkę. Albo – przechwytuje piłkę, biegnie przez całe boisko i strzela bramkę dla Odry. Przecież nie powinno go być w
tym momencie na boisku! Decyzję sędziego Marczyka można by usprawiedliwiać duchem gry tylko wtedy, gdyby przewinienie nie
kwalifikowało się na kartkę."
"Przecież jeszcze nie pokazałem
kartki, więc zawodnik był w grze" – tłumaczy Marczyk. "Gdyby
Madej przejął piłkę i ruszył na bramkę Legii, pewnie przerwałbym
grę i pokazał mu kartkę." Wątpliwości co do momentu ukarania zawodnika rozwiewa Karolak: "Tu nie chodzi o fizyczne pokazanie kartki. Sędzia podjął decyzję w momencie, kiedy odgwizdał faul! Odłożenie decyzji o pokazaniu kartki dotyczy tylko sytuacji, jeśli jest to kartka żółta, i do tego pierwsza dla danego zawodnika. Arbiter ma wtedy prawo pokazać kartkę w czasie najbliższej przerwy w grze, przy czerwonej kartce musi usunąć zawodnika natychmiast."
"Rozmawiałem z wieloma ludźmi z naszego środowiska i nawet najstarsi nie pamiętają podobnej sytuacji" – zauważa Żelazko.

Najbardziej spokojnie do całej sprawy podeszli piłkarze obydwu
drużyn. "Nie mieliśmy w szatni żadnych wątpliwości, że bramka padła prawidłowo" – mówi strzelec gola, Jacek Magiera. "Jeśli przepisy mówią co innego, to może należałoby je zmienić? Dla mnie była to ewidentna korzyść i to wykorzystaliśmy. Wyszła nasza inteligencja
i myślenie na boisku, na takie wykonywanie stałych fragmentów
uczula nas trener Kubicki. Liczyłem, że Vuković tak rozegra rzut wolny, nie na darmo biegłem sześćdziesiąt metrów pod
pole karne rywali." Obrońca Odry Wojciech Górski obwiniał wyłącznie siebie i kolegów z drużyny: "Zaspaliśmy." Można trochę usprawiedliwić Romana Madeja, ponieważ sędzia zagwizdał i wyciągnął kartkę z kieszeni. Roman czekał na kartkę, legioniści wykonali szybko rzut wolny i padła bramka. Przepisy mówią, że pokazanie kartki można odłożyć, ale w tym momencie Roman już czekał, aż sędzia wyciągnie kartonik. Bramka była jednak na pewno prawidłowa.

Podaj ten news dalej: