W niedzielny wieczór Legia Warszawa zremisowała z Lechem Poznań 0-0. Choć pierwsza połowa w wykonaniu legionistów jeszcze napawała optymizmem, tak po przerwie "Wojskowi" zagrali poniżej oczekiwań i nie potrafili zagrozić bramce rywala.
Na pozytywne wyróżnienie zasługuje w zasadzie tylko defensywa warszawskiego zespołu, która zachowała siódme czyste konto w trwającym sezonie. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Edwarda Iordanescu za ten mecz.
Kacper Urbański - Jedyny ofensywny zawodnik stołecznego zespołu, którego można po tym meczu pochwalić. Od samego startu było widać jego chęć do gry, zaangażowanie i odwagę w wielu aspektach. Przede wszystkim nie bał się zabrać z piłką, próbować indywidualnie wykreować okazje. Co więcej, był w tym niezwykle skuteczny, graczom Lecha bardzo ciężko było go powstrzymać, gdy się rozpędził. Widać było jego jakość z futbolówką przy nodze, wielokrotnie wychodził zwycięsko z sytuacji, które wydawały się beznadziejne. Był zdecydowanie największym, a być może jedynym zagrożeniem Legii w tym spotkaniu. Jego odwaga uwidaczniała się również poprzez decyzyjność i liczne próby strzałów z dystansu. Pierwsza przyszła już w 2. minucie, gdy uderzył ile sił z okolic 25. metra na dalszy słupek. Piłka leciała pod poprzeczkę, ale świetną interwencją popisał się Bartosz Mrozek. Z trochę bliższej odległości i nisko nad ziemią uderzył w 56. minucie. Lewoskrzydłowy ponownie skierował piłkę na dalszy słupek, jednak nieco zbyt blisko środka bramki i ponownie skutecznością mógł popisać się golkiper Lecha. Na jeszcze jedną próbę strzału zdecydował się cztery minuty później, jednak został zablokowany przez Antonio Milicia. Wykreował także jedną z nielicznych sytuacji bramkowych dla partnerów - w 17. minucie świetnie dośrodkował z lewej strony boiska na głowę Steve'a Kapuadiego, lecz defensor tylko musnął piłkę i dodatkowo został zblokowany. Poza aktywnością z piłką przy nodze, pracował również dużo w nacisku na rywala oraz wspomagał lewą stronę defensywy, co przyczyniło się do kilku ważnych odbiorów i pozwoliło na wyprowadzenie kontrataków. To był naprawdę dobry mecz w wykonaniu 21-latka, który ewidentnie rozkręca się ze spotkania na spotkanie. Szkoda, że został zmieniony w 77. minucie.
Rafał Augustyniak - Dla defensywnego pomocnika był to pierwszy ekstraklasowy występ w wyjściowym składzie w tym sezonie. Podtrzymał dobrą formę z ostatniego spotkania z Szachtarem Donieck, choć na pewno nie strzelecką, bo mimo kilku prób uderzeń z dystansu, był bardzo nieskuteczny. W aspektach defensywnych i zabezpieczeniu był jednak po raz kolejny bardzo pewnym punktem. Stanowił dobrą zaporę zarówno w środku pola, jak i we własnym polu karnym, do którego bardzo często schodził na trzeciego obrońcę. Był twardy w pojedynkach, dobrze czytał grę i walczył do samego końca. Szczególnie w pamięć zapadło kilka pojedynków z pierwszej połowy z Mikaelem Ishakiem, w których Augustyniak do końca trzymał się blisko napastnika gości i nie pozwolił mu na oddanie celnego strzału. Choć w drugą część wszedł z fatalną stratą w środku pola, szybko się otrząsnął i wrócił do pewnej, twardej postawy, która zdecydowanie pomogła zespołowi w zachowaniu czystego konta do samego końca. Opuścił boisko w 77. minucie z lekkimi dolegliwościami zdrowotnymi.
Steve Kapuadi - Stoper po kilku gorszych meczach w końcu zagrał na poziomie, do którego przyzwyczaił szczególnie w zeszłym sezonie. Przez znaczną część meczu zajmował się indywidualnym kryciem Mikaela Ishaka i praktycznie całkowicie udało mu się wyłączyć napastnika Lecha z tego meczu, pozwalając mu na oddanie tylko jednego celnego strzału. Cały czas trzymał się blisko szwedzkiego atakującego, nie opuszczał go na krok, momentami wychodząc za nim daleko poza własne pole karne. Był w tym wszystkim nieustępliwy, agresywny, ale przede wszystkim skupiony, dobrze odczytywał zamiary atakującego i pewnie interweniował. Świetnie wyglądają również statystyki, które zgromadził w trakcie tego meczu - 3 zablokowane strzały, 6 skutecznych odbiorów piłki i aż 7 wybić. Szczególnie ważną interwencją popisał się w 44. minucie, kiedy ofiarnie zablokował strzał z pola karnego Taofeeka Ismaheela. W 17. minucie błysnął także w ofensywie - pozostał w polu karnym przeciwnika po nieudanym dośrodkowaniu z rzutu rożnego, wyszedł na wolną pozycję i odebrał centrę Kacpra Urbańskiego, jednak nie dosięgnął w pełni do piłki, tylko muskając ją czubkiem głowy i kierując po głowie przeciwnika obok bramki. Całościowo był to bardzo dobry występ, taki, jaki chcemy oglądać zawsze w wykonaniu Kapuadiego.
Radovan Pankov - Serb zastąpił pauzującego za czerwoną kartkę Kamila Piątkowskiego i wraz ze Stevem Kapuadim stworzył solidny duet środkowych obrońców. W przeciwieństwie do reprezentanta Demokratycznej Republiki Konga, Pankov nie miał przydzielonego indywidualnego krycia któregoś z zawodników Lecha, jednak bardzo dobrze czytał grę, przewidywał zagrania rywali i skutecznie zabezpieczał przestrzeń przed własnym polem karnym oraz w samej "szesnastce". Jego ustawienie i spokój pozwalały Legii unikać nerwowych sytuacji w defensywie. Kilkukrotnie przerwał groźne akcje poznaniaków dzięki dobremu timingowi i pewnym interwencjom, ostatecznie notując 7 skutecznych odbiorów i przechwytów, a także 4 wybicia piłki z pola karnego. Jego obecność na boisku wprowadzała stabilność i porządek w tyłach. Był także najbardziej aktywnym w rozegraniu z defensywnych zawodników Legii, zabierał się z piłką i środkiem pola starał się przyspieszać akcje zespołu. Na pochwałę zasługuje także jego pomeczowe zachowanie i wypowiedź, w której był szczery i nie owijał w bawełnę, a to na pewno nie spodoba się kilku jego partnerom z drużyny. Przede wszystkim jednak obronił się na boisku i po raz kolejny pokazał, że być może warto pomyśleć o rozpoczęciu negocjacji o przedłużeniu jego kontraktu.
Kacper Tobiasz - To był pewny mecz golkipera, w którym trzykrotnie swoimi obronami uratował zespół przed stratą gola. Pierwszą taką interwencją popisał się w 37. minucie, kiedy wybronił bardzo mocny strzał Taofeeka Ismaheela ze skraju pola karnego i choć odbił piłkę przed siebie, to nie można mieć do niego o to większych pretensji z powodu siły i kierunku tego uderzenia. W 53. minucie wykazał się dobrym refleksem przy wstrzeleniu piłki z lewej strony pola karnego przez Luisa Palmę - piłka odbiła się w tej sytuacji od interweniującego wślizgiem Pawła Wszołka i zmieniła kierunek, jednak Tobiasz nie dał się zaskoczyć, odbijając i na raty łapiąc futbolówkę. Jego ostatnia ze wspomnianych obron miała miejsce w 70. minucie. Po dośrodkowaniu Joela Pereiry z prawej strony w światło bramki główkował Mikael Ishak. Choć piłka nie była uderzona bardzo mocno, leciała tuż pod poprzeczkę, ale brakarz Legii ponownie czujnie odbił ją ponad poprzeczkę. Oprócz tego Tobiasz nie miał zbyt wielu okazji do wykazania się na przedpolu, a większość z jego nielicznych wyjść do piłki była udana i przerywała zagrożenie.
Paweł Wszołek - To był zwyczajnie przeciętny występ prawego obrońcy, szczególnie jeśli chodzi o zadania ofensywne. Przede wszystkim jego pociągnięcia na skrzydło nie były tak liczne i dynamiczne, jak m.in. w spotkaniu z Szchtarem Donieck, w którym wyróżnił się w tym elemencie. Nawet gdy Wszołek pokazywał się wyżej i otrzymywał podania, zdecydowanie brakowało mu precyzji, a ostatecznie żadne z jego czterech dośrodkowań nie znalazło któregoś z partnerów. W 35. minucie po dalekim wyrzucie z autu pokazał się na lewej stronie pola karnego i otrzymał piłkę zgraną głową przez Miletę Rajovicia, a po przyjęciu kontrującym strzałem po ziemi trafił w słupek, jednak nawet przy ewentualnym trafieniu gol nie mógłby zostać zaliczony, bo Wszołek nie utrzymał linii spalonego. Lepiej wyglądał w aspektach defensywnych. Dobrze radził sobie w pojedynkach ze skrzydłowymi Lecha, szczególnie z Luisem Palmą, choć np. w 37. minucie zabrakło jego asekuracji, gdy Honduranin swobodnie oddawał strzał w słupek. Poza tym jednak jego stroną gościom nie udało się sprawić większego zagrożenia. W tak ważnym meczu po Wszołku spodziewaliśmy się jednak nieco więcej zaangażowania w fazie ataku.
Bartosz Kapustka - Występ kapitana warszawskiego zespołu trzeba podzielić na dwie połowy. W pierwszej mogliśmy zobaczyć zaangażowane, waleczne oblicze pomocnika Legii. Kapustka był wybiegany, zaangażowany zarówno w odbiór piłki, jak i jej rozegranie. Próbował zabierać się z piłką, przyspieszać ataki, przy czym notował mało strat, a gdy już to momentalnie wracał za przeciwnikiem i starał jak najszybciej wrócić do posiadania. Jego udane rajdy powodowały również, że często był faulowany przez graczy Lecha w środkowej strefie boiska. Łącznie pozwoliło mu to wygrać 8 z 12 pojedynków z rywalami i wykonać aż 7 udanych odbiorów. Większość z tych statystyk miała jednak miejsce przed przerwą. Po zmianie stron powróciło oblicze Kapustki, którym od wielu tygodni irytuje kibiców Legii. Grał zdecydowanie mniej odważnie, bardziej ospale i bez pomysłu. Przestał podejmować ryzyko, wybierał zdecydowanie prostsze rozwiązania, a mimo to stracił także skuteczność i dokładność. Jak sam dobrze zdiagnozował w pomeczowej wypowiedzi - stał się zdecydowanie bardziej nerwowy. Spadek jego dyspozycji spowodował, że Legia w drugiej części praktycznie przegrała środek pola i w zasadzie oddała inicjatywę poznańskiemu zespołowi. Pierwsza część w jego wykonaniu mogła się podobać, ale od startu drugiej połowy nadzieje na efektywnego Kapustkę prysły.
Juergen Elitim - Kolumbijczyk zawiódł w tym meczu. Po udanym występie i przejęciu środka pola w czwartkowym meczu liczyliśmy, że przeciwko "Kolejorzowi" również pokaże większe zaangażowanie, a swoją motoryką zrobi różnicę. Niestety, od pierwszych minut było widać, że nie wszedł w ten mecz dobrze i nie potrafi się w nim odnaleźć. Był bardziej schowany i nie wziął na siebie inicjatywy w rozegraniu piłki jak zazwyczaj. Brakowało mu dynamiki, pewności siebie i charakterystycznej dla niego swobody w operowaniu piłką. Był także mało efektywny w pojedynkach z rywalami, które w większości przegrywał, a to, wraz z wieloma niedokładnymi podaniami, powodowało jego liczne straty, które zamiast napędzić zespół, mogły jedynie dać większą nadzieję przeciwnikom. Generalnie, popełniał sporo błędów technicznych, a jednym z nich przy wybiciu nabił się w rękę w okolicach własnego pola karnego. Dużo do życzenia pozostawiały również wykonywane przez niego stałe fragmenty gry, głównie rzuty rożne, które kompletnie nie zagrażały defensywie Lecha, a w większości były przecinane już przez pierwszego zawodnika. Trudno było odnaleźć w jego grze energię i determinację widoczną kilka dni wcześniej. Został zmieniony w 68. minucie.
Ruben Vinagre - Wystawienie Portugalczyka na dynamicznych skrzydłowych poznańskiej drużyny już na starcie budziło spore obawy i potwierdziło się to podczas meczu. Choć początkowo jego poczynania defensywne wyglądały nieźle, z biegiem czasu rywalom coraz łatwiej udawało się go pokonywać. Szczególnie w ostatnim kwadransie pierwszej połowy miał ogromne problemy z Taofeekiem Ismaheelem, któremu bez większego nacisku pozwolił na dojście do dwóch bardzo groźnych sytuacji strzeleckich. W tych, jak i wielu innych sytuacjach Vinagre grał zbyt zachowawczo, bał się zaatakować przeciwnika, zaryzykować i był ustawiony zdecydowanie za daleko od zawodnika, a jedynie cofając się, pozwalał rywalom na przyspieszenie i pozostawiał ich w dużej swobodzie. Poza tym zarówno w defensywie, jak i ofensywie całkowicie przegrywał szybkościowo. W ataku także brakowało mu pewności siebie i pomysłu. Choć wchodził w liczne pojedynki, to rzadko wychodził z nich zwycięsko, co przełożyło się na aż 15 strat piłki przy 45 kontaktach z nią. Brakowało mu odwagi w dryblingu, a jego dośrodkowania były niedokładne i przewidywalne. Opuścił murawę w 68. minucie.
Mileta Rajović - Po raz kolejny nie potrafił wykorzystać swoich jedynych atutów, co sprawiło, że był bezproduktywny i można było odnieść wrażenie, że zespół gra jednego mniej. Wygrał zaledwie 5 z 14 pojedynków z rywalami, z czego tylko 2 z 8 jeśli chodzi o pojedynki powietrzne. Nie potrafił przepchnąć rywala, wygrać rywalizacji fizycznej i zapewnić zespołowi przewagę na połowie rywala. W zasadzie skutecznie przy piłce udało mu się utrzymać tylko raz - w 56. minucie, kiedy dobrze przyjął piłkę, obrócił się z Alexem Douglasem na plecach i uruchomił podaniem Kacpra Urbańskiego, wyprowadzając go na dobrą pozycję do strzału. Poza tą sytuacją większość piłek zagrywanych w kierunku napastnika kończyło się prostą stratą, bo nawet jeśli udawało mu się opanować podanie, to następnie oddawał piłkę pod nogi przeciwników. Miał także ogromne problemy ze zwykłym przyjęciem, przy którym w większości piłka odbijała mu się od nóg jak we flipperze. W polu karnym wyglądał, jakby przed meczem dał mu ktoś założenia, by skakał, tylko ten ktoś zapomniał mu wspomnieć, że ma skakać do piłki i szukać jej w "szesnastce". Rajović nie czytał gry, nie potrafił odnaleźć się pod bramką rywala i skutecznie ustawić do podania. Nawet gdy już był w dobrym miejscu, to przy dobrych dośrodkowaniach wyskakiwał ospale, jakby miał do siebie przywiązane kamienie i nie doskakiwał do dogranych futbolówek. W całym meczu napastnik oddał tylko jeden, zdecydowanie niecelny strzał i nie potrafił zagrozić bramce Lecha.
Wahan Biczachczjan - Dla skrzydłowego był to pierwszy występ w wyjściowym składzie od wrześniowego spotkania z Jagiellonią Białystok. Nie może zaliczyć go jednak do zbytnio udanych. Choć pokazywał się do podań na prawej flance i szukał gry, to był bezproduktywny i w ogóle nie potrafił zaskoczyć defensywy poznańskiego zespołu. Brakowało mu konkretów, a jego dryblingi i próby indywidualnych rajdów były z łatwością przewidywane przez obrońców. Wiele do życzenia pozostawiły także jego dośrodkowania, zarówno te z gry, jak i stałych fragmentów gry, z których kompletnie nie potrafił zagrozić rywalowi i wyprowadzić partnerów do pozycji strzeleckich. Oprócz tego, że nie był w stanie wykreować żadnych sytuacji bramkowych, sam zmarnował wyśmienitą szansę zespołu na prowadzenie. W 31. minucie został pozostawiony bez krycia na prawej stronie pola karnego, gdzie odebrał dośrodkowanie, Ormianin zdecydował się na strzał z pierwszej piłki i choć uderzył wewnętrzną częścią stopy, przestrzelił bardzo daleko obok celu, posyłając piłkę wysoko w trybuny. To była jedna z najlepszych okazji Legii w tym spotkaniu, którą Biczachczjan zmarnował w fatalny sposób. Zszedł z murawy w 58. minucie. W ostatnich meczach Biczachczjan nie otrzymywał zbyt wielu szans i w tym spotkaniu nie udowodnił, by na nie zasługiwał.
Zmiennicy
Claude Goncalves - Portugalczyk w 68. minucie powrócił do dłuższej gry po urazie odniesionym w sierpniowym spotkaniu z GKS-em Katowice. Było widać, że boi się jeszcze wziąć na siebie większą odpowiedzialność i gra bardzo zachowawczo. Były momenty, w których próbował przejąć ciężar rozegrania, ale wybierał raczej najprostsze rozegrania i w fazach przejściowych nie potrafił przyspieszyć ataków zespołu. Wyglądał jednak solidnie w asekuracji i obronie własnej połowy, a wybieganiem naciskał na rozgrywających piłkę rywali. Goncalves pokazał w tym występie, że będzie jeszcze potrzebować trochę czasu, by dojść do optymalnej dyspozycji.
Arkadiusz Reca - Pojawił się na boisku w 68. minucie. W defensywie zdecydowanie ustabilizował i wzmocnił zespół na lewej flance. Dobrze czytał grę, ustawiał się i przerywał ataki lechitów. W ofensywie kilka razy próbował zabrać się z piłką i dośrodkować na pole karne gości, ale bezskutecznie. To było po prostu stabilne wejście.
Damian Szymański - Wszedł na murawę w 77. minucie i zamienił Rafała Augustyniaka. Jego wejście w zasadzie nie obniżyło jakości na tej pozycji. Był czujny w środku pola i asekurował stoperów niskimi zejściami na własne pole karne. Był też aktywny w rozegraniu piłki, odkąd wszedł, rozpoczynał większość ataków stołecznej drużyny. W 89. minucie posłał dobre dośrodkowanie na pole karne z głębi pola, ale Noah Weisshaupt nie wykorzystał dobrej okazji. To była zmiana raczej spowodowana urazem Augustyniaka niż kwestiami taktycznymi.
Noah Weisshaupt - Wszedł na boisko w 77. minucie. Pokazywał się na lewej stronie, ale grał zbyt pasywnie. Gdy dostawał piłkę, rzadko decydował się na indywidualne rozegrania, a raczej momentalnie odgrywał piłkę, najczęściej do tyłu. Takie rozwiązania nie pozwalały zbytnio przyspieszyć akcji tą flanką. W 89. minucie powalczył o dośrodkowaną na pole karne piłkę przez Damiana Szymańskiego, wyprzedził obrońcę w ostatniej chwili, ale naciskany, uderzył pod piłkę i nie był w stanie zagrozić bramce rywala. Choć Fredi Bobić obiecywał, że Niemiec z czasem zacznie się rozkręcać, to skrzydłowy dostaje coraz mniej szans, a nawet takimi krótkimi wejściami nie daje impulsu, który pozwalałby w te słowa wierzyć.
Petar Stojanović - Wszedł na boisko już w 58. minucie. Choć przebywał na murawie przez ponad pół godziny, nie miał żadnego wpływu na grę. Momentami można było zapomnieć, że Słoweniec w ogóle gra. Mimo że wszedł na pozycję prawego skrzydłowego, to nie pokazywał się do ataku, a znacznie częściej wymieniał pozycjami z Pawłem Wszołkiem i próbował asekurować kontry Lecha. Choć w pojedynczych sytuacjach dobrze ustawiał się przy odbiorze, brakowało mu zdecydowania, by pociągnąć akcję do przodu lub spróbować zaskoczyć rywali indywidualnym zagraniem. Dodatkowo już w doliczonym czasie gry zaliczył żółtą kartkę za niepotrzebne zagranie wślizgiem w środku pola, które wyeliminowało go z następnego meczu ligowego przeciwko Widzewowi Łódź. Jeśli jednak Stojanović miałby w Łodzi przejść obok meczu tak, jak w niedzielnym występie, to może dobrze, że nie będzie dostępny na to spotkanie.
