Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Bruk-Betem

Kompromitująca seria Legii Warszawa trwa w najlepsze. Po błędzie w samej końcówce meczu "Wojskowi" przegrali z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza 1-2. Legionistom zabrakło w tym meczu odpowiedniego zaangażowania, mimo dominacji nie potrafili wykreować groźnych sytuacji i nie pokazali charakteru. Dla stołecznej drużyny był to już 6. mecz z rzędu bez zwycięstwa na krajowym podwórku i pierwsza porażka z zespołem z Niecieczy na własnym stadionie w historii. Zapraszamy na noty, jakie przyznaliśmy piłkarzom Legii za ten mecz.

REKLAMA

Kacper Tobiasz  - Tylko w bramkarzu Legii znaleźliśmy większą ilość pozytywów po tym meczu. Robił bardzo dużo, by utrzymać czyste konto, jednak reszta partnerów z defensywny zbytnio mu w tym nie pomagała. Łącznie wykonał 4 skuteczne obrony, a niektóre w naprawdę ciężkich sytuacjach. Fenomenalną robinsonadą popisał się w 22. minucie, kiedy wyciągnął się jak struna i wybił do boku świetny strzał z dystansu Arkadiusza Kasperkiewicza. Przy golu zdobytym przez Bruk-Bet minutę później i kontrującym strzale głową Krzysztofa Kubicy nie miał już szans na obronę. Następnym razem gracze z Niecieczy próbowali zaskoczyć go już w drugiej połowie. W 53. minucie wybronił mocne uderzenie z dystansu Rafała Kurzawy, ale bierność obrońców i brak przejęcia piłki doprowadziły pomocnika do ponowienia próby i uderzenia w poprzeczkę - do samej interwencji Tobiasza nie można mieć jednak zarzutów. Nieco lepiej golkiper Legii mógł zachować się w 55. minucie, kiedy zbyt późno ruszył do prostopadłego podania na pole karne i nie zdążył wyłapać piłki przed atakującym Termaliki, który nabił go i tylko ofiarna interwencja Kamila Piątkowskiego uratowała Legię przed stratą bramki. Ostatnią interwencję zanotował w doliczonym czasie drugiej połowy. Tobiasz bardzo dobrze ustawił się w sytuacji sam na sam z Jesusem Jimenezem i zrobił wszystko co mógł, by wybronić uderzenie Hiszpana, co mu się udało. Nie można na niego zwalić winy, że kiedy próbował ratować zespół w tak ciężkiej sytuacji, piłka odbiła się od niego pod nogi innego zawodnika Termaliki, który był niepilnowany. Bramkarz naprawdę się starał i gdyby nie jego niektóre interwencje, zespół przegrałby ten mecz znacznie wcześniej niż w ostatniej akcji meczu.


 


Ermal Krasniqi - Jednego czego nie można odmówić Kosowianinowi w tym meczu, to na pewno zaangażowania. Był aktywny od pierwszych minut, pokazywał się do podań i starał dyrygować ofensywą Legii. W pierwszej połowie jednak bardzo mało mu wychodziło. Notorycznie tracił piłkę, w prosty sposób przegrywał pojedynki z rywalami i marnował starania swoje oraz reszty zespołu. Niejeden z zawodników w takiej sytuacji przestałby się angażować, odpuściłby i nie pokazywałby do dalszej gry. Krasniqi jednak starał się odzyskać efektywność, na drugą połowę wyszedł z jeszcze bardziej walecznym nastawieniem i ostatecznie udało mu się poskładać grę. Nadal zdarzało mu się popełniać błędy czy niecelnie podawać, ale już znacznie mniej. Dawał natomiast dobre efekty, nutkę kreatywności, która przyspieszała ataki zespołu i potrafiła zaskoczyć rywali. Wielokrotnie próbował samodzielnie wykończyć akcję strzałami z dystansu, choć w większości był blokowany, ale w 73. minucie dobrze ustawił się na skraju pola karnego, zebrał wybitą przez obrońców piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, po dobrym przyjęciu uderzył przy drugim kontakcie i ze sporą pomocą jednego z defensorów, który odbił piłkę rykoszetem, zdobył swoją drugą bramkę w barwach Legii. Gdyby reszta zawodników stołecznej drużyny zagrała z taką aktywnością i zawziętością, końcowy wynik mógłby być zupełnie inny.


Kacper Urbański - Jak zwykle wykazywał się sporą aktywnością. Nie bał się brać na siebie ciężaru gry, pokazywał się do podań i często zabierał odważnie z futbolówką w środku pola, jednak był w tym meczu mało efektywny. Wykazywał się połowiczną skutecznością z piłką przy nodze - w jednych sytuacjach z prostotą ogrywał zawodników Termaliki, by chwilę później ci przeczytali go jak otwartą księgę. Wielokrotnie starał się obsługiwać swoich partnerów z zespołu wysokimi i prostopadłymi podaniami za linię obrony, lecz nie wychodziło mu to zbyt dobrze i ostatecznie nie wykreował zbyt wielu okazji. Jak w większości poprzednich meczów, próbował indywidualnych wykończeń akcji i strzałów z dystansu, jednak obie takie jego próby zostały zablokowane. W 52. minucie dobrze podłączył się na pole karne, wbiegł na bliższy słupek i z 5. metra próbował głową wykończyć dośrodkowanie Pawła Wszołka, lecz minimalnie chybił obok słupka. Niestety nabawił się w tym spotkaniu urazu, który eliminuje go z gry na około 3 tygodnie. Zszedł z murawy w 89. minucie.


Wojciech Urbański - Młodzieżowiec w końcu otrzymał swoją szansę w wyjściowym składzie na krajowym podwórku. Od początku było jednak widać, że jest ustawiony nie na swojej pozycji, a gra na lewym skrzydle niekoniecznie mu odpowiada. Przez to w pierwszych minutach praktycznie nie istniał, kompletnie nie umiał się odnaleźć i włączyć do gry zespołu. Nominalny pomocnik jednak bardzo dobrze zareagował na swoje problemy i z biegiem czasu znacznie częściej szukał swojego miejsca w środkowej strefie boiska. Jego liczne zmiany pozycji i zejścia do środka dawały znacznie więcej efektów, a Urbański stawał się dobrą opcją do rozegrania i przyspieszania ataków. W przeciwieństwie do gry na boku, w środku nie bał się z miejsca zabrać z piłką i wchodzić w pojedynki z rywalami. W 32. minucie dobrze pokazał się do podania, obrócił z futbolówką w okolicach 25. metra i oddał mocny, celny strzał na bramkę, zmuszając golkipera do iście siatkarskiej interwencji, która uratowała jego zespół przed stratą gola. To na pewno był jeden z najgroźniejszych strzałów Legii w tym meczu. Nieco zgasł w drugiej połowie i znów był dużo mniej widoczny. Generalnie, swoją zmianą podejścia i pozycji pokazał mądrość boiskową i potrafił wrócić do meczu. Został zmieniony w 65. minucie.


Kamil Piątkowski - Były reprezentant Polski był najstabilniejszym z czwórki defensorów w tym spotkaniu. Piątkowski przy większości kontrataków gości dobrze ustawiał się w polu karnym i przewidywał zagrania graczy Termaliki, choć zdarzały mu się również momenty dekoncentracji, odpuszczenia krycia i wpadania w chaos, jak m.in. przy drugim trafieniu niecieczan, choć wielokrotnie były one spowodowane tym, że próbował naprawiać błędy reszty partnerów zespołu. W 54. minucie ofiarną interwencją uratował drużynę przed stratą gola - piłkę odbitą od Kacpra Tobiasza w polu karnym zgarnął Kamil Zapolnik, jednak defensor Legii dobrze ustawił się przed nim i zablokował strzał lecący do pustej bramki, w przeciwieństwie do spotkania z Zagłębiem Lubin plecami, a nie ręką. Dobrze wyglądał przy próbach dośrodkowań i górnych zagrań gości, które w większości przerywał, notując 5 skutecznych wybić. Dwukrotnie miał szansę na wpisanie się na listę strzelców. W 11. minucie znalazł w polu karnym miejsce między dwoma defensorami Termaliki, otrzymał podanie od Juergena Elitima i uderzył po ziemi z pierwszej piłki, ale tylko minimalnie obok bramki, natomiast w 39. minucie uderzył głową po dośrodkowaniu Kolumbijczyka, jednak lekko i wprost do rąk bramkarza. Był także aktywny w rozegraniu piłki, notując aż 112 kontaktów z piłką (najwięcej z całej drużyny) i celność podań na poziomie 97% przy 93 próbach.


Damian Szymański - Mało było defensywnego pomocnika w grze zespołu. W spotkaniu z Termaliką zdecydowanie skupił się na działaniach obronnych, pozostawał raczej bliżej własnej połowy i dość rzadko podłączał się bliżej bramki przeciwników. Wywiązywał się z nich jednak dość dobrze. Zachowywał czujność przy licznych kontratakach gości, starał się nie zostawiać wiele miejsca w środku pola i przerywać te szybkie ataki. Łącznie udało mu się zanotować aż 7 udanych odbiorów i 3 przechwyty, dokładając również 75-procentową skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami. Parokrotnie próbował przerzucić ciężar gry z własnej połowy górnymi podaniami w okolice lub za linię obrony Termaliki, jednak nie wychodziło mu to w tym meczu i w większości przypadków kończyło niepotrzebną stratą. Do momentu, kiedy był na boisku, środek pola w kontekście defensywnym trzymał się jednak dość dobrze. Zszedł z murawy w 57. minucie.


Steve Kapuadi  - Przez znaczną część pierwszej połowy nie można było mieć do zachowania defensora większych uwag i pretensji. Skutecznie asekurował kontry gości, dobrze ustawiał się w polu karnym i przerywał ich ataki. Na drugą połowę stoper wyszedł jednak kompletnie odmieniony, niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu. Zaczął popełniać głupie błędy, wdarło się w jego poczynania mnóstwo nieporządku, przez który przestał czytać grę, odpuszczał krycie i zostawiał rywalom zbyt wiele przestrzeni. W 53. minucie mimo dobrego ustawienia przy Rafale Kurzawie, odbiegł od pomocnika, pozostawiając go niepilnowanego i pozwolił mu oddać groźny strzał na bramkę. Jeszcze bardziej chaotycznie zachował się dwie minuty później. Widział wybiegającego za jego plecy Macieja Ambrosiewicza, a jednak zawahał się i zamiast spokojnie przeciąć prostopadłe podanie w jego kierunku, pozwolił piłce przejść na pole karne i dojść do niej pomocnikowi, który znalazł się w sytuacji sam na sam. Kompletnym nieporozumieniem było jego zachowanie z doliczonego czasu drugiej połowy. Mając kilku innych wolnych partnerów, zdecydował się na podanie wzdłuż boiska do Rafała Augustyniaka. Sam pomysł nie byłby jeszcze najgorszy, gdyby nie wykonanie i zagranie za plecy defensywnego pomocnika, wprost do wybiegającego rywala, co napędziło kontrę Termaliki. Jeszcze gorsza była reakcja Kapuadiego po powrocie na pole karne - reprezentant Demokratycznej Republiki Konga podwoił krycie jednego z zawodników, pozostawiając lewą część "szesnastki" całkowicie wolną. Tam znajdowali się dwaj gracze Termaliki, w tym Jesus Jimenez, którym chwilę później otrzymał podanie i znalazł się w sytuacji sam na sam. W ostatnich tygodniach Kapuadi jest zawodnikiem niezwykle elektrycznym, jednym wielkim kłębkiem chaosu, który popełnia dziecinne błędy rzutujące na wyniki zespołu.


Ruben Vinagre  - Klasyczny występ w wykonaniu Portugalczyka. Nie można odmówić mu zaangażowania, szarpania z piłką do przodu. Co więcej, z lewej strony był w zasadzie jedynym zagrożeniem warszawskiego zespołu. Dobrze zabierał się z futbolówką, pokonywał rywali i wygrywał z nimi pojedynki, lecz... jak zwykle kompletnie nic z tego nie wynikało. Efektowności w jego poczynaniach było dużo, ale efektywności za grosz. Z 14 jego prób dośrodkowań tylko 5 było celne, z czego tak naprawdę jedno pozwoliło zespołowi na zagrożenie bramce - w 13. minucie zacentrował na głowę Antonio Colaka, który w dobrej sytuacji uderzył wprost w bramkarza. Inne próby górnych zagrań Portugalczyka pozostawiały wiele do życzenia, szczególnie te ze stałych fragmentów gry. W 90. minucie Vinagre oddał mocny strzał z lewej strony, którym zmusił bramkarza do interwencji.  W defensywie, jak w większości meczów, Portugalczyk miał ogromne problemy i popełniał błędy w kryciu. Szczególnie bolesny był ten z 23. minuty, kiedy przy dośrodkowaniu z lewej strony przykrył na radar Krzysztofa Kubicę, bez większego zaangażowania, wyskoku, pozwolił pomocnikowi na swobodne dojście do piłki i oddanie strzału głową, który "otworzył" wynik meczu. Zabrakło go także przy drugiej akcji bramkowej gości, ustawiony nieco wyżej, nie zdążył wrócić się na pole karne po stracie Steve'a Kapuadiego i pozostawił mnóstwo wolnej przestrzeni na swojej flance, lecz można zrzucić to na karb zmęczenia. 


Juergen Elitim  - Pierwsze minuty były obiecujące w wykonaniu Kolumbijczyka. Był bardzo aktywny, pokazywał się do gry na całej szerokości boiska w ofensywie i starał rozmontować defensywę gości. Schodził często z piłką do boku i starał się dogrywać na pole karne, dzięki czemu m.in. wywalczył dobrą pozycję do strzału dla Kamila Piątkowskiego. Z minuty na minutę gra Elitima wyglądała jednak coraz gorzej. Zaczął popełniać proste błędy, stracił swoją celność podań i przegrywał większość starć z przeciwnikami, napędzając ich kontrataki. Łącznie stracił posiadanie piłki aż 20 razy, co jak na Kolumbijczyka jest zatrważającą statystyką. Ten bardzo słaby występ okupił także poważnym urazem, który wyklucza go z gry na kilka miesięcy. Z tego powodu opuścił boisko w 57. minucie. 


Paweł Wszołek  - Występ prawego obrońcy można ocenić w zasadzie identycznie, jak jego partnera z drugiej flanki defensywy. Wielokrotnie podłączał się do ataków, pokazywał pod polem karnym gości, lecz nie potrafił dać od siebie żadnych konkretów. Zanotował tylko 2 celne dośrodkowania przez cały mecz i również tylko jedno było groźniejsze, gdy na początku drugiej połowy w kierunku bramki niecelnie uderzał Kacper Urbański. Wszołek w swoich podłączeniach nie miał większego pomysłu, a jego obiegi, nawet jeśli otrzymywał celne podanie, nie dawały żadnego zagrożenia. Miał także widoczne problemy w defensywie. Wielokrotnie gubił krycie, pozostawiał masę wolnej przestrzeni na swojej flance i przegrywał znaczną większość pojedynków z przeciwnikami. Zaangażowanie było, ale nie potrafił przełożyć go na konkrety. 


Antonio Čolak  - Po dość udanym meczu z NK Celje, Chorwat otrzymał kolejną szansę na występ w pierwszym składzie. W Słowenii można było pochwalić go za zaangażowanie, walkę o każdą piłkę, wysoki i agresywny nacisk na przeciwnika, co dawało zespołowi wiele korzyści. Tym razem jednak Čolak był znacznie mniej widoczny i zdecydowanie bardziej bierny. Rzadziej uczestniczył w pojedynkach fizycznych, a jego wpływ na grę zespołu w rozegraniu był ograniczony. Częściej ustawiał się wysoko, operując głównie w polu karnym, lecz nie przekładało się to na realne zagrożenie pod bramką rywali. W większości sytuacji nie potrafił znaleźć sobie wolnej przestrzeni ani uwolnić się spod opieki obrońców. Gdy już udało mu się to zrobić, brakowało mu skuteczności oraz zdecydowania. Najlepszą – i właściwie jedyną – dogodną okazję miał w 13. minucie, kiedy po świetnym dośrodkowaniu Rubena Vinagre znalazł się niepilnowany w polu karnym. Mógł spokojnie oddać strzał głową, ale uderzył fatalnie, zbyt lekko i wprost w golkipera gości. Napastnikowi zabrakło w tym meczu jakiejkolwiek energii i zaangażowania, którymi by się wyróżnił, ale także skuteczności i jakości w ofensywie. 


Zmiennicy

Artur Jędrzejczyk - Pojawił się na murawie w 89. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego grę.


Rafał Augustyniak  - Wszedł na boisko w 57. minucie. Podobnie jak Damian Szymański, raczej operował w środku pola i na własnej połowie, nie podłączając się do ofensywy. Starał się rozrzucać piłkę po bokach, ale nie przyspieszało to zbytnio poczynań "Wojskowych". Przede wszystkim jednak ocenimy jego zachowanie przy drugiej straconej bramce. Augustyniak, będący na boisku tylko nieco ponad pół godziny, wracał na własną połowę bez większego zaangażowania, jakby miał na plecach wór z kamieniami, który obciąża go i powstrzymuje od sprintu. Szczególnie w końcowej fazie tego biegu wyglądał, jakby nie miał już sił. Ostatecznie, choć zbyt późno, zdążył wrócić na pole karne, ale będąc najbliżej dobijającego Andrzeja Trubehy, przykrył powietrze, pozostawiając pomocnika kompletnie niepilnowanego. To zachowanie Augustyniaka było karygodne.


Bartosz Kapustka  - Pojawił się na murawie w 57. minucie. W zasadzie nie wniósł do gry zespołu zbyt wiele. Starał się rozgrywać piłkę głównie na prawej stronie, podłączał się także wyżej na tej flance, ale nie dawał konkretów, których byśmy od niego oczekiwali. Zamiast napędzać ataki, próbować przyspieszyć grę i jakoś przechytrzyć nisko ustawionych defensorów Termaliki, grał przewidywalnie, wszerz boiska, bez żadnego elementu zaskoczenia. Brakowało mu dokładności i dynamiki w decyzjach, przez co zespół nie zyskał żadnego realnego impulsu.


Mileta Rajović  - Wszedł na boisko w 65. minucie. Po tym występie jesteśmy już praktycznie pewni - Duńczyk ma straszliwą fobię. Choć jest piłkarzem... panicznie boi się piłki. Objawia się to licznymi błędami w zwykłym przyjęciu czy prowadzeniu futbolówki. Gdy tylko piłka dotyka jego nogi, Rajović reaguje jak poparzony, nie wie, jak sobie poradzić w tej sytuacji. Przez prawie pół godziny meczu z Termaliką zanotował 5 kontaktów z piłką, z czego 3 skończyły się stratą. Można pochwalić go jedynie za mocny strzał z dystansu z 83. minuty, którym zmusił bramkarza do interwencji, choć i w tej sytuacji napastnik mógł zachować się lepiej, bo gdyby podniósł głowę do góry, zauważyłby, że wokół siebie ma przynajmniej dwóch lepiej ustawionych partnerów. Rajović w takiej formie naprawdę nie powinien podnosić się z ławki rezerwowych.


Jakub Żewłakow  - Skrzydłowy w końcu otrzymał więcej czasu na pokazanie swoich umiejętności. Niestety, był bierny. Rzadko można było zobaczyć go przy piłce, raczej był schowany za rywalami i bał się zaryzykować. Gdy już  dochodził do podań, jego poczynania często kończyły się stratami, których zanotował 8 przy 19 kontaktach z piłką. W doliczonym czasie drugiej połowy otrzymał piłkę na pole karne i oddał strzał, ale został zablokowany. Żewłakow niezbyt dobrze wypadł w większym wymiarze czasowym.


REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2025 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.