Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Lechią

Legia Warszawa ugrzęzła w marazmie i nie może odbić się od dna. Tym razem stołeczna drużyna zremisowała na własnym stadionie ze znajdującą się w strefie spadkowej Lechią Gdańsk 2-2. Patrząc przez pryzmat całego meczu, legioniści mogą być względnie zadowoleni ze zdobytego punktu, bo to goście kreowali więcej klarownych okazji i zdecydowanie bardziej zasłużyli na zwycięstwo. Zapraszamy na tradycyjne plusy i minusy, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Inakiego Astiza za ten mecz.

REKLAMA

Bartosz Kapustka  - Był jedynym promykiem nadziei na dobry wynik. Można mieć do niego sporo pretensji w kontekście rozgrywania piłki i zwalniania niektórych akcji, lecz trzeba się już przyzwyczaić, że Kapustka nie będzie wirtuozem i kreatorem akcji stołecznej drużyny. Nie można mu odmówić jednak wielkiej waleczności i zaangażowania na całej długości boiska. Był dobrym łącznikiem defensywy z ofensywą, angażując się w oba te aspekty gry Legii. W ataku błysnął szczególnie w 53. minucie. Kapitan "Wojskowych" wykorzystał wolną przestrzeń przed polem karnym i świetnym, plasowanym strzałem tuż przy prawym słupku pokonał bramkarza, doprowadzając do wyrównania, zdobywając swoją pierwszą ligową bramkę w tym sezonie. Uderzenia z dystansu spróbował także w doliczonym czasie drugiej połowy, lecz spudłował nad bramką. Chwilę później dobrze znalazł się na prawej stronie pola karnego i, chyba nieco przypadkowo, przedłużył dośrodkowanie Wahana Biczachczjana, notując asystę przy trafieniu Wojciecha Urbańskiego. Bez jego dotknięcia piłka nie miałaby szans dotrzeć do młodego pomocnika. Jeśli chodzi o obronę, to często schodził nisko pod własne pole karne, starał się asekurować ataki gości i pracował w odbiorze piłki. Łącznie wykazał się aż 9 skutecznymi przechwytami, wygrywając również 7 z 10 pojedynków z rywalami. Szczególnie zapamiętać można jego powrót i ofiarną interwencję wślizgiem z 62. minuty, kiedy powstrzymał jednego z zawodników Lechii przed wyjściem do sytuacji sam na sam z Kacprem Tobiaszem. Kapustka jako jedyny gracz stołecznej drużyny może swój występ zaliczyć do udanych. 


 


Steve Kapuadi - Przede wszystkim trzeba zauważyć, jak ciężkie zadanie miał w tym meczu Kapuadi. Krył lewą stronę defensywy, która była niezwykle oblężona i narażona na zagrożenie przez poczynania defensywne Patryka Kuna. Reprezentant Demokratycznej Republiki Konga wielokrotnie musiał asekurować nie tylko swoją pozycję, ale również przestrzeń bocznego defensora i nie można powiedzieć, by nie poradził sobie z tym zadaniem. Oczywiście, zdarzały mu się proste błędy i momenty dekoncentracji, lecz z większości sytuacji wychodził skutecznie. Szczególnie w pojedynkach z Tomasem Bobckiem wypadał pozytywnie, a napastnik sprawiał największe zagrożenie, gdy był kryty przez innych defensywnych zawodników stołecznej drużyny. Stoper mógł zachować się lepiej przy drugim trafieniu gości - widząc Kamila Piątkowskiego, który miał dwóch zawodników do krycia, stał bezczynnie w polu karnym, za późno przesunął swoją pozycję i mimo wślizgu, nie był w stanie zablokować już strzału Aleksandara Ćirkovicia. Defensor brał czynny udział w rozegraniu, a jego długie podanie na prawe skrzydło przyspieszyło akcję i pozwoliło drużynie zdobyć wyrównującego gola w samej końcówce meczu. Był to nieco lepszy występ Kapuadiego niż w ostatnich meczach.


Kacper Tobiasz - Przez znaczną część meczu golkiper Legii trzymał koncentrację, dobrze reagował na akcje rozgrywane przez Lechię, wykazał się ważnymi interwencjami i reagował na przedpolu. W 40. minucie uratował zespół przed stratą gola. Golkiper pewnie wyszedł z linii bramkowej na 5. metr i intuicyjnie, lewą ręką wybronił strzał Tomasa Bobcka w sytuacji sam na sam. To była naprawdę fantastyczna interwencja bramkarza. Chwilę później niestety musiał wyciągać piłkę z siatki, nie mając najmniejszych szans przy świetnym strzale Iwana Żelizko. Zdecydowanie lepiej mógł się zachować przy drugim trafieniu gości. Tobiaszowi zabrakło pewności, nie był przekonany, gdzie uderzy zawodnik Lechii i miał problemy z odpowiednim ustawieniem. Zawahał się i ostatecznie podjął złą decyzję w ustawieniu na linii, przez co, mimo rzutu, nie był już w stanie skutecznie wybronić strzału Aleksandara Ćirkovicia. Ten błąd przekreślił jego dość udany występ.


Kamil Piątkowski  - Defensor miał w tym meczu sporo dobrych momentów, ale także wiele chwil dekoncentracji. Przez to uczestniczył przy obu straconych przez drużynę golach. W 27. minucie po podaniu z prawej strony dał się wyprzedzić w polu karnym Tomaszowi Neugebauerowi, jednak podwójną interwencją zdołał zablokować strzał pomocnika i ostatecznie wybić piłkę. Rywalizację w "szesnastce" przegrał także w 40. minucie, kiedy nie zdołał doskoczyć pierwszy do piłki przed Matejem Rodinem, a obrońca Lechii dograł na sytuację sam na sam dla Tomasa Bobcka. Chwilę później Piątkowski przy dalekim wyrzucie z autu dał się pokonać słowackiemu napastnikowi, który urwał mu się spod krycia i dograł piłkę głową przed pole karne do Iwana Żelizko, notując asystę. Defensor Legii powinien zachować się w tym momencie zdecydowanie lepiej, lecz był całkowicie zdekoncentrowany i zagubiony. Podobnie było przy drugiej akcji bramkowej Lechii. Choć Piątkowski rzeczywiście nie miał łatwego zadania, bo miał obok siebie dwóch zawodników gości, to jednak nie zrobił nic, by przerwać tę akcję. Zamiast zaatakować agresywniej Bobcka, krył na radar, próbował jedynie zablokować jego podanie, co było złudne i nie miało prawa powodzenia. Poza prostymi błędami w defensywnie, obrońca Legii nie był dokładny również w rozegraniu - grał niedokładnie, przez co utracił posiadanie aż 16 razy.


Damian Szymański  - Pierwsza połowa w wykonaniu defensywnego pomocnika była jeszcze całkiem niezła. Dość dobrze asekurował środek pola przy szybkich atakach gości, zablokował kilka strzałów i to w tej części wykonał większość ze swoich wszystkich 5 odbiorów. Po przerwie grał już zdecydowanie gorzej i brakowało mu koncentracji. Zostawiał mnóstwo wolnej przestrzeni w środku pola i przede wszystkim brakowało jego pomocy i zejść do niskiej defensywny. Szymański przy wielu akcjach Lechii był kompletnie zagubiony, nie potrafił się skutecznie ustawiać i dawał gościom wiele swobody. Szczególnie uwidoczniło się to w 80. minucie, kiedy defensywny pomocnik się na pole karne, lecz krył powietrze, zostawiając na skraju "szesnastki" całkowicie niepilnowanego Tomasa Bobcka i tylko niecelny strzał napastnika uratował drużynę przed stratą bramki. Mimo wszystko był to poważny błąd Szymańskiego. Pomocnik był w tym meczu bardzo niedokładny, brakowało jego pewności i agresji w doskokach, przez co wygrał zaledwie 2 z 11 pojedynków  z przeciwnikami i utracił posiadanie aż 17 razy. Został zmieniony w 85. minucie.


Paweł Wszołek  - Prawy obrońca całkowicie przeszedł obok tego meczu. Od samego  początku nie było widać po nim zaangażowania, do którego przyzwyczaił w większości meczów. Znacznie rzadziej podłączał się wyżej, praktycznie w ogóle nie pokazywał się pod polem karnym przeciwników. Brakowało mu intensywności, obiegów za plecy rywali i prób dograń na pole karne. Nie był także szczególnie zaangażowany w budowanie akcji, a szczególnie w pierwszej połowie popełniał w rozegraniu bardzo dużo błędów, które napędzały kontrataki gości. Miał mniejsze problemy w obronie niż Patryk Kun, lecz także nie radził sobie szczególnie dobrze - dawał się wyprzedzać, przegrywał pojedynki i pozostawiał dużo wolnej przestrzeni. W 63. minucie przegrał walkę o dośrodkowaną z rzutu rożnego piłkę z Maksymem Diaczukiem i pozwolił obrońcy na oddanie bardzo groźnego strzału z 5. metra, na szczęście nad bramką. Mógł się także znacznie lepiej zachować przy drugim straconym golu. Wszołek gonił  w środku pola wyprowadzającego piłkę Bohdana Wjunnyka, ale długo pozwalał mu na sprint, nie naciskał szczególnie Ukraińca i dawał mu dużo swobody, co poskutkowało podaniem na lewą flankę, gdzie zabrakło prawego obrońcy Legii. Wszołek, choćby faulem, mógł przerwać tę akcję znacznie wcześniej. Widać było po nim duże zmęczenie i mniejszą chęć do gry.


Patryk Kun  - Dla lewego obrońcy był to pierwszy występ od prawie czterech miesięcy i  rozegranego 3 sierpnia spotkania z Arką Gdynia. Wystawienie Kuna w wyjściowym składzie było więc bardzo zaskakujące i budziło wiele obiekcji. Obawy niestety się sprawdziły, szczególnie w kontekście defensywy. Znaczna większość groźnych akcji Lechii przechodziła właśnie przez jego stronę. Kun ustawiał się wysoko, starał się pressować rywali, jednak robił to nieporadnie, był kompletnie zagubiony i pozostawiał mnóstwo wolnej przestrzeni za swoimi plecami, co goście skrzętnie wykorzystywali. Był także bardzo słaby w pojedynkach szybkościowych i fizycznych z rywalami, którzy wyprzedzali oraz przepychali go jak chcieli. Nieco lepiej wyglądał w ofensywie. Szczególnie na plus można zapisać mu dobry, wysoki doskok z 53. minuty, dzięki któremu odzyskał piłkę na połowie rywala, co doprowadziło następnie do strzału i gola Bartosza Kapustki. Pozytywnie wyglądały także jego dośrodkowania  - starał się posyłać płaskie piłki na pole karne, które były na dobrej wysokości, ale jego partnerom nie udało się z nich skorzystać. Nie można mu odmówić zaangażowania, jednak widać było jego brak ogrania i zgrania. Zszedł z boiska w 85. minucie. 


Kacper Chodyna  - Trener Inaki Astiz na konferencji pomeczowej stwierdził, że skrzydłowy otrzymał miejsce w pierwszej jedenastce, gdyż w ostatnich dwóch tygodniach dobrze prezentował się na treningach. Jeśli wyglądało to tak samo, jak w meczu z Lechią, to zaczynamy coraz bardziej martwić się o jakość jednostek treningowych stołecznej drużyny. Chodyna był kompletnie poza grą, nie dał żadnych sygnałów, że w jego formie cokolwiek się zmieniło. Popełniał dodatkowo fatalne błędy - przy 46 kontaktach z piłką utracił jej posiadanie aż 19 razy. Jedno z jego nieudanych zagrań, a dokładnie podanie wprost pod nogi przeciwnika w akcji ofensywnej, spowodowało napędzenie drugiej akcji bramkowej gości. Nie dość, że nie dawał żadnych atutów, nie pokazał ani krzty zaangażowania, to jeszcze prostymi stratami wspomagał przeciwników. Hiszpański szkoleniowiec jest kolejnym trenerem, który z jakichś powodów nabiera się na umiejętności Chodyny, który po prostu nie zasługuje na grę. Opuścił murawę w 85. minucie.


Ermal Krasniqi  - Kosowianin w ostatnich tygodniach zaczął się rozkręcać i wyrastać na lidera warszawskiej ofensywy, ale w sobotnim meczu zagrał po prostu fatalnie. Był jednym z najaktywniejszych zawodników, jednak nic z tego nie wynikało. Wielokrotnie zabierał się z piłką, podejmował indywidualne rajdy, lecz nie było w tym żadnego pomysłu. Skrzydłowy biegł przed siebie jak jeździec bez głowy, co kończyło się licznymi stratami, których zaliczył najwięcej z całej drużyny - aż 32. Nie miał najmniejszych szans w pojedynkach z rywalami, wygrywając zaledwie 4 z aż 23 podjętych starć, co jest po prostu fatalną statystyką. Mimo przestawienia po przerwie z lewej na prawą stronę ofensywny, w jego grze i efektywności nie zmieniło się kompletnie nic, a skrzydłowy nadal zawodził i nie zapewniał w ofensywie żadnej przewagi. Zaskakujące jest to, że Krasniqi nie został zmieniony i rozegrał całe spotkanie, na co zupełnie nie zasłużył.


Mileta Rajović  - Trzeba jedno Duńczykowi oddać - był bardziej zaangażowany grę niż w ostatnich kilku swoich występach, lecz to tylko pokazuje, w jak fatalnej formie obecnie się znajduje. Więcej pracował dla drużyny, wchodził w pojedynki z rywalami i starał się walczyć o piłkę, jednak wychodziło mu to z dość niską skutecznością. Jak zwykle jednak zawodził w najważniejszym aspekcie - w polu karnym był niewidoczny. W zasadzie piłkę w "szesnastce" dotknął chyba tylko raz, w 72. minucie dopadł do odbitej futbolówki przez obrońcę i momentalnie uderzył w komfortowej sytuacji, ale spudłował obok bramki. Duńczyk skupił się w tym meczu także na strzałach z dystansu, których oddał łącznie dwa. Można go pochwalić za uderzenie z 21. minuty - po podaniu obrócił się z piłką w okolicach 25. metra i uderzył ile sił na lewy słupek, jednak świetną interwencją popisał się bramkarz Lechii. Podobne uderzenie z drugiej połowy należy już przemilczeć. Choć było go w grze minimalnie więcej, nadal nie dał większych argumentów, by na niego stawiać, a dodatkowo przedłużył swoją serię bez gola, która trwa już ponad 600 minut.


Claude Goncalves  - Portugalczyk był w tym meczu po prostu nijaki. Momentami można było właściwie zapomnieć, że w ogóle na boisku jest. Był skryty, nie angażował się w budowanie akcji, jakby nie chciał na siebie wziąć odpowiedzialności i ciężaru rozegrania piłki. Po przespanej pierwszej połowie przypomniał o sobie w 53. minucie, wystawiając piłkę do Bartosza Kapustki przed polem karnym i notując swoją pierwszą "liczbę" w tym sezonie. To jednak było jedno z nielicznych otwierających podań w wykonaniu Portugalczyka, który poza dużą liczbą strat zanotował tylko 64-procentową celność podań i zaledwie 59-procentową skuteczność zagrań na połowie rywala. Został zmieniony w 75. minucie. 


Zmiennicy

Wojciech Urbański  - Wszedł na murawę w 75. minucie. Przez długi czas nie potrafił odnaleźć się na boisku. Przegrywał starcia z rywalami w środku pola, nie potrafił się zbytnio utrzymać przy piłce i przebić z nią wyżej. Z minuty na minutę jednak rozkręcał się i dawał coraz więcej korzyści i przewagi w środkowej strefie murawy. Jego zaangażowanie przyniosło korzyści w doliczonym czasie gry. Urbański, jak rasowy napastnik, świetnie znalazł swoje miejsce w polu karnym, w walce o górną piłkę przepchnął obrońcę i wolejem uderzył na bramkę, zapewniając drużynie jeden punkt, który w końcowym rozrachunku może okazać się bardzo ważny. Należy pochwalić pomocnika za to zachowanie, którym po raz kolejny pokazał, że nawet wchodząc z ławki, zapewnia więcej korzyści niż niektórzy, więcej grający zawodnicy. Być może ta sytuacja i zachowanie w polu karnym pokaże, że przy formie obu napastników Legii, warto byłoby sprawdzić go na tej pozycji.


Rafał AugustyniakWahan Biczachczjan, Ruben Vinagre - Pojawili się na boisku w 85. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.


REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (24)

+dodaj komentarz
🙂 😊 😃 😁 😂 🤣 😇 😉 😜 😎 😍 🤩 😤 🤨 😐 🤔 🧐 🥳 😟 ☹️ 😢 😭 😡 🤬 🤯 👍 👎 💪 👏 🤝 🖐 🙏 🎉 👀 🤡 💩 ☠️ ❤️ 🤍 💚 🖤 🔥 💥 🚀 🔴 ⚪️ 🟢 ⚫️ ⭐️ ⚽️ 🏀 🏉 🏐 🥇 🥈 🥉 🏅 🏆 🍺 🍻 🕯

Bronek 49 - 25.11.2025 / 17:20, *.vectranet.pl

Wszołek to w kadrze to poty wylewa a w meczach Legii to się opierdziela ,trzeba się zastanowić czy mu kontrakt przedłużać

odpowiedz
Miki - 25.11.2025 / 19:56, *.jmdi.pl

@Bronek 49: Może w kadrze trener dzieli się z nim informacją, co właściwie ma grać.

odpowiedz
Egon - 26.11.2025 / 10:13, *.waw.pl

@Miki:

Dodatkowo w kadrze są piłkarze w formie, a w Legii wielkiej formy do przerwy zimowej raczej już się nie da odnaleźć.
Wszołek i tak dobrze wypada na tle tego, co obecnie gramy.
To jest jeden z naszych najlepszych transferów ostatnich lat.

odpowiedz
PanTrener - 24.11.2025 / 21:25, *.centertel.pl

dodajcie że bardzo duzym plusem bedzie to że w przyszłym roku koszulki i karnety na BetClic 1 lige bedą tańsze

odpowiedz
Adam - 24.11.2025 / 20:07, *.play.pl

Nie dajcie się nabrać. To są zwykłe pokraki, które odbiły się od zachodnich lig, albo byli tam tylko rezerwowymi. Nigdy nie byli piłkarzami. Raz prosto kopnęli piłkę i jakiś geniusz pokroju Probierza powołał ich do kadry. Gość, który testował miliony parodystów. Piątkowski kiedy pojawia się na boisku, to jest zamieszany w każdą straconą bramkę Legii. Ostatnie transfery Legii to sprawa dla prokuratury. Wygląda to na pranie przez Ferdka brudnych pieniędzy.

odpowiedz
Ibor - 24.11.2025 / 17:23, *.centertel.pl

Żart miesiąca - Kapustka najlepszym na plus . Takiego grania na alibi to dawno nie widziałem jak zagranie do przodu to : za mocno za słabo nie celnie . Większość podań do tył .
W dziale punkty po meczu lekkie pochwały w stronę Kuna tu jak zwykle minus .

odpowiedz
Rk - 24.11.2025 / 17:04, *.centertel.pl

Obserwowałem Kapustkę w tym meczu. Był tragiczny. Miał często piłkę, bo Lechia zostawiała hektary przestrzeni. Kapustka podawał do tyłu, próby do przodu były beż jakości z masą strat. Ok strzelił gola, potem przedłużył dosrodkowanie przypadkowo przy bramce Urbańskiego. Raz wzlizgiem przerwał kontrę. Jak dla mnie to były jedyne 3 pozytywne jego zagrania w tym meczu.

odpowiedz
ws - 24.11.2025 / 11:37, *.play.pl

Wychodzi nieprzygotowanie fizyczne do sezonu niektórych zawodników. Najlepiej prezentują się ci co przepracowali całe przygotowania jak Kun. Kapustka itd. Co do Tobiasza to wybronił dwie sytuacje w pierwszej połowie, Gra obronna od początku to kryminał chociaż Iordanescu wprowadził pewne reguły to ostatnio raczej zawodzi. Chyba wychodzi przygotowanie fizyczne zawodników. Astiz ani nikt inny cudów teraz nie zrobi. Trzeba dojechać do końca z minimalną dalszą stratą i zacząć budowę drużyny w zimie na sezon 2026/2027 uwzględniając możliwości finansowe klubu bez gry w Europie czyli sprzedaż Kapuadiego i Kacpra Urbańskiego i nieprzedłużanie kontraktów z kilkoma innymi zawodnikami.

odpowiedz
GambitL - 24.11.2025 / 07:59, *.com.pl

No niestety walka o utrzymanie się zaczęła 😟
Kurcze na papierze źle to nie wygląda więc rzeczywiście coś jest nie tak z treningiem z ustawieniem, praca indywidualna z zawodnikami

ps. fejo furiat (nie lubię takiego typu ludzi) ale znal się na pracy z zawodnikiem, Jordanesku przyjemny trener osobowo ale bez pomysłu na grę. I tak Hu%%J i tak Hu(%%J

odpowiedz
ops2 - 23.11.2025 / 23:07, *.centertel.pl

Nowa miotła przyjdzie to i Kapustka chciał się pokazać. Warszawą się podoba mieszkanko i życie całkiem spoko , a wyniki drużyny sprawa drugorzędna ….

odpowiedz
Darek - 23.11.2025 / 21:43, *.tpnet.pl

O takich piłkarzach jak Tobiasz, Chodyna, Rajovic, Krasniqi czy Vinagre to już przed meczem można napisać artykuł,że zawalili mecz. Piątkowski też zagra dobry mecz raz na pięć, sześć meczów.
Co do Tobiasza to jedną akcję wyżej opisaną wybronił ale przy drugim golu ewidentnie zawalił. Autor napisał,że nie wiedział gdzie uderzy piłkarz Lechii. Dziwne, żeby mu miał mówić gdzie będzie strzelał. Na usprawiedliwienie Tobiasza to strzelca drugiego gola nikt nie krył.

Ogólnie trzeba zwrócić uwagę na to co wyprawia zarząd. Już Jacek Zieliński przyszedł tu za późno. Za późno przyszedł Żewłakow . Za późno sprowadzono Szkurina. Za późno przyszedł Iordanescu. I teraz już ponad trzy tygodnie czekamy na trenera. Do tego sprzedano każdego na kogo tylko była oferta. Odeszło 13 piłkarzy,przyszło 10 . I tak co sezon. Słowo klucz stabilność. Nie ma czegoś takiego.U nas sprzeda się każdego.

odpowiedz
Mz80 - 23.11.2025 / 21:26, *.centertel.pl

Nie mamy bramkarza napastnika lewego obrońcy środkowego pomocnika z czym do ludzi

odpowiedz
Adam - 24.11.2025 / 20:09, *.play.pl

@Mz80: ta drużyna, to skład drewna i papy, trener jest parodystą, a klub to mem 😜

odpowiedz
Mietek - 23.11.2025 / 21:04, *.193.185

Papszun jednak nie dla Legii…

odpowiedz
ja - 23.11.2025 / 17:24, *.44.7

Moim zdaniem Kun na plus. Walczył, dużo biegał, mógł mieć nawet asystę. Wolę Kuna niż Vinagre, który ma same straty. Zastanawiam się jeszcze jakby to było gdyby Kun zagrał na obronie, a Vinagre w pomocy...

odpowiedz
Egon - 23.11.2025 / 23:38, *.waw.pl

@ja:

Też jestem za tym, żeby Kun trochę pograł, bo z Vinagre został cień samego siebie.

odpowiedz
Rumcajs - 23.11.2025 / 15:56, *.246.25

Wiedziałem, że Tobiasz nie dostanie minusa. :)

Co zrobił dobrego? Raz się dobrze ustawił i obronił strzał. Nie zrobił tego na refleks, bo rękę wystawił w ciemno. To była akcja bramkowa, więc wielki plus dla niego, bo ustawił się bardzo mądrze.

Poza tym grał źle. Gra nogami - katastrofa. Kontrola pola karnego - katastrofa (ratowały go słupki, poprzeczki, raz Piątkowski wyjął piłkę, która wpadłaby do bramki). Skuteczność w kluczowym momencie - katastrofa (warunki były trudne, ale bramkarz ma prawo puścić takiego gola kilka razy w sezonie, a nie raz na kilka meczów).

Krasniki moim zdaniem za surowo. Jeśli ktoś brał na siebie grę to on. Nie liderzy, ale on. Ze swobodą atakował połowę rywala, gdyby miał lepszych partnerów na pewno coś by z tego było.

Podobnie Kun - zaliczył asystę. To była setka Rajovicia, tylko głowę dostawić. Kun bronił średnio, ale miał najtrudniejsze zadanie. Kilka razy dał się ograć, ale nie przekreślajmy jego pozytywnego wkładu w ten mecz. Zaliczył asystę, której nie ma w statystykach, bo Rajović nie potrafi grać głową.

Na minus zasługują obaj środkowi obrońcy, choć Piątkowski wybronił jednego gola. Minus należy się za statyczność w obronie i rozegraniu. To oni rozpoczynają akcje i jeżeli nie robią tego przyspieszając grę to nie ma opcji, by pozycyjnie zaskoczyć rywala. Klepią piłkę bez sensu i za wolno, są pierwszym ogniwem, które niszczy akcje Legii. Dopiero w dalszej kolejności Chodyny i Rajovicie kaleczą ten sport.

Chodyna największy minus. Za strach. Za stałe fragmenty. Za wybory. Za straty. Za błędy. Za wszystko.

odpowiedz
Maximus - 23.11.2025 / 15:43, *.79.221

Za co wy chwalicie Tobiasza druga bramka jego żenada

odpowiedz
singspiel - 23.11.2025 / 18:18, *.atman.pl

@Maximus: a gdzie wtedy był prawy obrońca?😍

odpowiedz
Rozbawiony - 23.11.2025 / 21:01, *.net.pl

@singspiel: dokładnie! Z powodu braku prawego obrońcy, Tobiasz musiał "pilnować" całej bramki. Ktoś kto grał w piłkę to rozumie i nie będzie winił Tobiasza.

odpowiedz
DanieLo - 23.11.2025 / 22:09, *.comcast.net

@Rozbawiony: grałem w piłka i uważam że To Jasz jest słaby i jednak zawalił mecz. Jedyna obrona to szczęście-oczy zamknięte.

odpowiedz
L - 23.11.2025 / 15:38, *.play.pl

Aha, Rajovic wlasciwie nie tracil pilek, utrzymywal przy akcji, dobrze rozprowadzal, stworzyl najlepsza sytuacje tym pieknym strzalem i dostal minusa bo nie strzelil gola. Bobcek tez nie strzelil ale pokazujesz go jako wzor, mimo, ze zrobil w meczu to samo co Rajovic. Tobiasz puscil szmate i bez minusa. A do tego te klasyczne wybicia na strate.

Wybitnie obiektywny jestes...

odpowiedz
Egon - 23.11.2025 / 23:36, *.waw.pl

@L:

Tylko, że Bobcek jest na pierwszym miejscu tabeli strzelców Ekstraklasy, więc nie ma co porównywać z tym naszym słoniem.

Nie byłoby problemu, gdyby Rajovic kosztował 300 tysięcy euro, bo na tyle wyglada jego gra ale ten facet kosztował nas 3 bańki euro, a do tego siedzi tu na grubym kontrakcie.

odpowiedz
Adam - 24.11.2025 / 20:13, *.play.pl

@Egon: Mileta nie jest piłkarzem. To pokrak wolny, jak wóz z węglem i ślepy, jak koń, który go ciągnie. To chodzące nieszczęście 😜

odpowiedz
REKLAMA
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2025 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.