Wojciech Urbański - Od początku meczu było widać u pomocnika chęć i głód gry. Był aktywny, szukał kontaktów z przeciwnikiem, reagował agresywnym pressingiem i nie bał się wchodzić w pojedynki. W pierwszym kwadransie miał dwukrotnie szansę na zdobycie bramki. W 9. minucie po zgraniu piłki z boku boiska przez Pawła Wszołka uderzył mocno z powietrza ze skraju pola karnego, ale nieco zbyt mocno się odchylił i przestrzelił ponad bramką. Ta akcja rozpoczęła się jednak od jego dobrego przejęcia piłki na własnej połowie. Cztery minuty później wygrał zaciętą walkę z obrońcą o pozycję, odebrał górne podanie od Kamila Piątkowskiego i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Urbański jednak nie zachował zimnej głowy, mając czas próbował tę sytuację jak najszybciej wykończyć technicznym strzałem i pozwolił golkiperowi na fantastyczną interwencję. 20-latek powinien zachować się w tej sytuacji znacznie lepiej. Generalnie, starał się, choć bywały liczne momenty, w których znikał z radarów i nie brał udziału w rozegraniu. Pracował jednak sporo również bez piłki i nie można mu odmówić zaangażowania przez cały występ, który zakończył się w 75. minucie.
Kamil Piątkowski - Można jego występ nazwać dość solidnym. W swoich zadaniach defensywnych prezentował się w miarę dobrze i nie pozwalał zawodnikom Sparty na zbyt wiele. Wyglądał pozytywnie w pojedynkach z przeciwnikami, których wygrał 7 z 10. Przede wszystkim dobrze ustawiał się w polu karnym i reagował na liczne dogrania gości z boków boiska, notując łącznie aż 12 skutecznych wybić piłki. Dołożył do tego wszystkiego jeszcze 5 udanych odbiorów, 3 przechwyty, a także 3-krotnie skutecznie reagował wślizgami. W drugiej połowie niepokojąco wyglądała jego współpraca z Pawłem Wszołkiem. Z poziomu trybun w wielu sytuacjach widać było spięcia między tymi zawodnikami, nie potrafili do końca porozumieć się w kwestii asekuracji i przesuwania pozycji. Nie sugerujemy, jakoby piłkarze byli ze sobą skonfliktowani, ale w tym meczu przy wielu akcjach mieli do siebie sporo pretensji. Piątkowski, poza dobrą obroną, w 13. minucie świetnym górnym podaniem za linię obrony wykreował najlepszą okazję dla zespołu w tym spotkaniu.
Rafał Augustyniak - Podobnie jak w przypadku Kamila Piątkowskiego, z zadań defensywnych wywiązywał się nieźle. W atakach pozycyjnych graczy Sparty schodził nisko na trzeciego obrońcę i skutecznie asekurował środek pola karnego. W szybszych kontratakach gości ustawiał się na swojej nominalnej pozycji, starając się je przeciąć wcześniej, choć przez nadmierną agresję w drugiej części w wielu sytuacjach naginał przepisy gry. Łącznie zanotował 6 skutecznych odbiorów i wygrał 70% pojedynków z przeciwnikami. Mógł nieco lepiej zachować się przy akcji bramkowej gości. Przede wszystkim to Augustyniak jako jedyny złamał linię spalonego, co próbował naprawić jeszcze ofiarnym wślizgiem, ale było już za późno na zablokowanie strzału Angelo Preciado. Defensywny pomocnik rzadko podłączał się powyżej własnej połowy, w pierwszej połowie oddał 2 strzały z dystansu, choć tylko ten z 15. minuty okazał się celny, ale także zbyt lekki i na odpowiedniej wysokości do obronienia przez bramkarza. Wyglądał także bardzo topornie w kwestii rozegrania. Momentami ciężko było patrzeć na jego ruchy przy wyprowadzeniu piłki, nie potrafił zbytnio przyspieszyć ataków zespołu. Całościowo był to przeciętny, lecz nienajgorszy występ, patrząc na jego grę obronną.
Bartosz Kapustka - Kapitan Legii po raz kolejny po prostu zawiódł. Właściwie poza kilkoma udanymi powrotami i reakcjami w obronie nie możemy pochwalić go za nic więcej. Liczyliśmy, że to na jego barki spadnie w tym meczu ciężar rozegrania, jednak Kapustka ewidentnie go unikał. Nie był jednym z najbardziej aktywnych graczy stołecznej drużyny, zbyt rzadko pokazywał się do piłki, a gdy już ją otrzymywał, wielokrotnie grał na alibi, do boku lub do tyłu, zwalniając poczynania swojego zespołu. Kapustka często chował się za plecami kolegów czy rywali, zamiast podjąć odważną decyzję, zaryzykować prostopadłe podanie. Widać było, że unika gry między liniami przeciwnika i nie próbuje łamać schematów, które mogłyby otworzyć przestrzeń w ofensywie. Brakowało mu jakiejkolwiek energii, determinacji i próby podniesienia zespołu w trudniejszych fragmentach meczu.
Paweł Wszołek - Reprezentant Polski po raz pierwszy od bardzo dawna został desygnowany do gry jako skrzydłowy a nie boczny obrońca. Wydawało nam się, że gdy nie będzie ograniczony zadaniami defensywnymi, będzie mógł grać z większą swobodą i częściej szukać wolnych przestrzeni. Graczom Sparty udało się jednak skutecznie zneutralizować jego poczynania, choć Wszołek nie pomagał sobie w rywalizacji z nimi. W większości sytuacji, w których otrzymywał piłkę na prawe skrzydło, wyglądał jak sparaliżowany - nie wiedział co z nią zrobić, kombinował, robił dziwne kółka z przeciwnikiem na plecach, co zwalniało akcje i nie pozwalało osiągnąć korzyści w ofensywie. Właściwie na plus można przypisać mu jedynie zagranie z 9. minuty, w którym nie kombinował, po podaniu momentalnie odegrał futbolówkę na skraj pola karnego do niepilnowanego Wojciecha Urbańskiego i wykreował pomocnikowi szansę na oddanie groźnego strzału. Poza tym był całkowicie bezzębny, a aż 16 z jego wszystkich 36 kontaktów z piłką zakończyło się stratą. Ostatnie pół godziny spędził już na swojej nominalnej pozycji i wtedy kompletnie zniknął z gry, rzadko podłączał się do ofensywy, a w obronie także prezentował się dość chaotycznie i nerwowo. Ewidentnie przeszkadzała mu maska, którą musiał w tym meczu założyć przez uraz twarzoczaszki, a którą zdjął w drugiej połowie. 33-latek nie może tego występu zaliczyć do udanych w każdym aspekcie.
Ermal Krasniqi - Dla Kosowianina był to wyjątkowy mecz, bo przecież do Legii jest wypożyczony właśnie z praskiej Sparty. Widać było, że chce się pokazać na tle swoich kolegów z byłego zespołu, walczył, próbował odbierać piłki i starał się, lecz mało co mu wychodziło. Spokojnie można nazwać go w tym meczu jeźdźcem bez głowy. Nawet jeśli początkowo mu coś wyszło, zanotował kilka udanych dryblingów i potrafił uwolnić się spod krycia, kilka sekund później podejmował fatalne decyzje, podając wprost pod nogi przeciwnika bądź z łatwością przegrywając następny pojedynek. Tak w zasadzie wyglądała każda akcja, która przechodziła przez nogi Krasniqiego, przez co zanotował aż 15 strat. W pewnym momencie gracze Sparty, którzy znają go bardzo dobrze, zostawiali mu wręcz nazbyt dużo wolnej przestrzeni, co przy nieco lepszej decyzyjności skrzydłowy powinien wykorzystać. Najbardziej widoczne było to w 36. minucie, kiedy Krasniqi dobrze ruszył z piłką spod własnej połowy i dostał się swobodnie na pole karne, lecz mogąc zrobić wszystko - podać do lepiej ustawionego Pawła Wszołka czy Bartosza Kapustki lub oddać zdecydowanie lepszy, bardziej zaskakujący strzał - z prostego podbicia uderzył prosto w stojącego na środku bramki bramkarza. Był także zamieszany w stratę bramki - na lewej stronie defensywy, wspólnie z Rubenem Vinagre w ogóle nie zaatakowali Veljko Birmančevicia, dając mu swobodnie ruszyć w kierunku pola karnego. Został zmieniony w 60. minucie.
Steve Kapuadi - Defensorowi po raz kolejny brakowało koncentracji w kluczowych momentach. Wielokrotnie musiał asekurować rywali, którzy przeszli przez Rubena Vinagre, ale stoper także średnio sobie z nimi radził. Reagował elektrycznie, brakowało mu odważnych wyjść i agresji, które go cechują. Przede wszystkim był także nieskuteczny, w wielu pojedynkach reagował na raz i nie trafiał, przez co goście przedzierali się wyżej. Inaczej zachował się natomiast przy akcji bramkowej Sparty, bo w tym przypadku akurat zabrakło jakiejkolwiek reakcji, choć z jego perspektywy nie była ona szczególnie łatwa. Kapuadi musiał w polu karnym przykryć zarówno Veljko Birmančevicia, jak i Angelo Preciado, nie zareagował jednak odważnie, a cofał się, nie wiedząc do końca, którego zawodnika zaatakować, przez co gracze Sparty wykiwali go prostym rozegraniem i otworzyli sobie drogę do bramki. Reprezentant Demokratycznej Republiki Konga nie był już w stanie zareagować i mimo prób, nie dogonił wahadłowego gości. Jako pozytyw można zapisać mu zachowanie z 54. minuty, kiedy dobrze zdążył ustawić się w linii strzału i w ostatnim momencie zablokować ciałem uderzenie Lukasa Haraslina z groźnej pozycji. Całościowo jednak był to kolejny mało pewny mecz Kapuadiego.
Ruben Vinagre - Po prostu klasyczny mecz w wykonaniu Portugalczyka w ostatnich miesiącach, co gorsza, nawet w ofensywie nie dawał żadnych nadziei. Zdecydowanie rzadziej podłączał się wyżej, nie szukał ofensywnych rajdów z piłką, a raczej szybko oddawał ją do wyżej ustawionych partnerów z zespołu. Przez prawie cały mecz podjął tylko dwie próby dośrodkowań, z czego jedno było oddane z rzutu rożnego. W obronie był jak dziecko we mgle. Często atakował na raz, przegrywał znaczną większość pojedynków z przeciwnikami i dawał im się pokonywać jak amator. Pozostawiał im wiele wolnych przestrzeni i dawał swobodnie rozwinąć skrzydła na swojej flance, szczególnie w drugiej połowie, gdy był już znacznie zmęczony. Brakowało mu jakiejkolwiek agresji, a wręcz można było wielokrotnie odnieść wrażenie, że po prostu nie miał zaangażowania - grał, jakby nie chciał przebywać na boisku. Tak zareagował m.in. przy akcji bramkowej, gdy od niechcenia zaatakował Veljko Birmančevicia, dał mu przejść z dużą swobodą i rozpocząć atak. Zszedł z murawy w 75. minucie. Po meczu lewy obrońca stwierdził, że nie zauważa braku chęci w zespole, ale my zauważamy to w przypadku jego osoby, choć możemy zgodzić się z wypowiedzią, że brakuje mu pewności siebie.
Petar Stojanović - Początkowo wydawało się, że Słoweniec będzie w tym meczu wyglądał dobrze. Pozytywnie współpracował z Pawłem Wszołkiem na prawej stronie, zabierał się z piłką i rozprowadził m.in. akcję z 9. minuty, po której strzał z dystansu oddał Wojciech Urbański. Z czasem jednak całkowicie zniknął z gry. Skupił się tylko na defensywie, rzadko przechodził poza własną połowę. W niej także nie był szczególnie pewny, dawał się pokonywać, przepychać i wyprzedzać z łatwością. Ostatecznie przegrał wszystkie z 4 pojedynków, które podjął z przeciwnikami. Przypomniał o sobie jeszcze w końcówce pierwszej połowy, gdy oddał płaski strzał z dystansu na dalszy słupek, lecz bramkarz spokojnie sobie z nim poradził. Został zmieniony w 60. minucie po mało intensywnym występie.
Antonio Čolak - Nie można Chorwatowi odmówić aktywności. Schodził nisko poza pole karne przeciwników, czasem nawet na własną połowę i starał się wspomóc zespół w rozegraniu akcji. Początkowo dobrze radził sobie z przeciwnikami na plecach, dawał radę obracać się i rozrzucać piłki po bokach. Z czasem jednak tracił skuteczność. Przeciwnicy rozczytali jego grę i potrafili go całkowicie zneutralizować. Dodatkowo jedno z jego niskich zejść skończyło się w najgorszy możliwy sposób. Colak lekko odepchnięty przez rywala na własnej połowie prawie wyszedł z piłką za linię boczną i próbując utrzymać ją przy grze, zagrał zbyt lekko i podał futbolówkę wprost pod nogi przeciwnika, co rozpoczęło akcję bramkową gości. Już lepszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby dać wyjść piłce poza boisko. Dodatkowo przy tej próbie rozpędzony Colak źle postawił nogę i nabawił się urazu mięśniowego, który wykluczył go z dalszej gry. Przez tę sytuację opuścił boisko w 43. minucie.
Kacper Tobiasz - Golkiper nie miał w tym meczu zbyt wielu okazji do interwencji, ale zagrał bardzo słabo pod każdym możliwym aspektem. Reagował bardzo nerwowo przy licznych dośrodkowaniach gości. W sytuacjach, w których wydawało się, że swobodnie może łapać futbolówkę, decydował się na piąstkowanie i oddawał ją przeciwnikom. Przede wszystkim jednak wyglądał fatalnie z piłką przy nodze. Partnerzy z drużyny wielokrotnie oddawali mu piłkę, gdy nie mieli pomysłu do rozegrania, a Tobiasz decydował się w takich sytuacjach na dalekie wybicia, które praktycznie za każdym razem padały łupem gości bądź lądowały daleko za linią boczną. Łącznie tylko 29% z jego 28 prób dalekich zagrań było udane. Nie chcemy oceniać, czy przy straconej bramce golkiper Legii mógł zachować się lepiej - Tobiasz zrobił krok do przodu, próbował zareagować, ale strzał gracza Sparty był bardzo mocny i celny. Całościowo jednak bramkarz "Wojskowych" nie pomógł drużynie.
Zmiennicy
Arkadiusz Reca - Wszedł na boisko w 75. minucie. Nie zmienił nic jeśli chodzi o ofensywny aspekt drużyny, posłał na pole karne 2 niecelne dośrodkowania, jednak wprowadził trochę więcej spokoju w obronie. Po jego wejściu goście mieli mniej swobody na prawej flance i nie byli już aż tak groźni. Cieszy, że lewy obrońca wrócił do gry po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej urazem.
Noah Weisshaupt - Podobnie jak Arkadiusz Reca, wszedł na murawę w 75. minucie, wracając do gry po kontuzji. Pokazywał się na lewym skrzydle, ale nie potrafił nic zrobić poza prostym rozegraniem. Było widać, że Niemiec nie próbował zbytnio ryzykować i że brakuje mu ogrania. Przez dużo krótszy czas gry zanotował jednak więcej kontaktów z piłką niż choćby Kacper Urbański czy Mileta Rajović. Oby skrzydłowemu już w pełni dopisywało zdrowie i mógł w końcu pokazać swoje możliwości.
Mileta Rajović - Zamienił pod koniec pierwszej połowy kontuzjowanego Antonio Colaka. W zasadzie po jego wejściu ofensywna gra "Wojskowych" stała się bezbarwna, powolna i bez żadnego pomysłu. W przeciwieństwie do Colaka, Rajović kompletnie nie pomagał zespołowi w rozegraniu ataków, kurczowo trzymał się przy polu karnym przeciwników, co jednak nie oznaczało, że był w nim aktywny. Po raz kolejny zobaczyliśmy biernego, unikającego gry Rajovicia, który po swoim wejściu osłabił drużynę.
Kacper Urbański - Pomocnik także wrócił do gry po kontuzji odniesionej w meczu z Bruk-Bet Termalicą. Pojawił się na boisku w 60. minucie gry i całkowicie nas zawiódł. Liczyliśmy, że przejmie kontrolę nad grą, będzie aktywny i weźmie na siebie ciężar rozegrania i przyspieszania akcji. Urbański był jednak schowany, nie pokazywał się do akcji i po prostu unikał gry. Łącznie zanotował zaledwie 12 kontaktów z piłką - najmniej z całego zespołu. W jego ruchach brakowało pewności i odwagi, które zwykle cechują jego występy. Nie próbował dryblingów, nie podejmował ryzyka i po prostu grał na alibi. Nie pokazał dynamiki i świeżości, której oczekiwaliśmy od tak utalentowanego zawodnika wchodzącego z ławki w ważnym meczu.
Wahan Biczachczjan - Ormianin wszedł na boisko w 60. minucie. Od początku do końca widać było, że zamiast dla i z drużyną, gra całkowicie pod siebie. Za każdym razem zabierał się z piłką i decydował na indywidualne rajdy, wchodził między obrońców, ale był w tym po prostu fatalny. Praktycznie każda jego akcja kończyła się prostą stratą, wygrał tylko 2 ze wszystkich 8 pojedynków z przeciwnikami. Skrzydłowy nie podjął ani jednej próby dryblingu, po prostu biegł przed siebie, na urwanie głowy, co nie mogło skończyć się dobrze. Nawet przy rzucie wolnym w końcówce meczu z bocznej strefy zamiast na próbę dośrodkowania i zagrożenia rywalom, zdecydował się na bezpośredni strzał, który z tak ostrego kąta nie mógł zaskoczyć rywali i ostatecznie wylądował na górnej siatce. To był po prostu bezmyślny występ w wykonaniu Biczachczjana.
