- Czujemy niedosyt, szczególnie gdy patrzymy na tę sytuację Milety Rajovicia z ostatnich minut. Motor oddał dziś tylko jeden celny strzał i to z rzutu karnego. Potrzebowaliśmy takiego obrotu spraw, by się odbić. Bramka w doliczonym czasie gry na pewno dałaby nam wiele. Szkoda tej sytuacji - powiedział po remisie z Motorem Lublin skrzydłowy Legii Warszawa, Paweł Wszołek.
- Ciężko jest mi cokolwiek więcej powiedzieć. Wiemy, jaka jest nasza sytuacja. Musimy dalej ciężko pracować i nie poddawać się, bo to nie jest łatwy moment. Zdajemy sobie sprawę, że stać nas na lepszą grę. Musimy więcej od siebie wymagać, bo to jest kluczowe. I przede wszystkim zacząć wygrywać.
- To jest 6 meczów, odkąd naszym trenerem jest Inaki Astiz. Myślę, że pod jego wodzą byliśmy gorszym zespołem tylko w spotkaniu z Lechią Gdańsk. Licząc pozostałe mecze, darowaliśmy wiele prezentów rywalom, jak np. w meczu z Widzewem Łódź. Kto zna się na piłce, wie, że brakowało nam w tamtym spotkaniu wbicia bramki. Podobnie było w spotkaniu z NK Celje, gdzie powinniśmy wcześniej "zamknąć" mecz. Nie chcę szukać usprawiedliwień, ale w tej chwili nasza drużyna ma takiego pecha, że wystarczy jedna sytuacja dla przeciwnika i remisujemy albo przegrywamy.
- Nie przystoi takiej drużynie jak Legia Warszawa, by mieć serię 8 meczów bez zwycięstwa. Ważne, byśmy zaczęli strzelać bramki jako pierwsi, bo mamy swoje sytuacje. Na tym etapie w zeszłym sezonie, według moich analiz, mieliśmy strzelone 28 bramek - teraz mamy tylko 18. Dziesięć bramek strzelonych więcej daje nam jakieś 7-10 punktów więcej i takie są fakty. Przed tym meczem również mieliśmy straconych 17 bramek, w zeszłym sezonie po 15 kolejkach było ich 20. Fakty są takie, że jak nie będziesz strzelać bramek, to nie będziesz wygrywać meczów.
- Nie piję oczywiście do żadnego zawodnika indywidualnie. Razem atakujemy i razem bronimy. Każdy musi jednak spojrzeć w lustro i być gotowy na taką sytuację, jaką mieliśmy dziś w doliczonym czasie gry, by ją zamienić na bramkę. Przeciwnicy nie oddadzą nam punktów i mając taką sytuację jako napastnik czy skrzydłowy, musisz ją wykorzystać. Mentalność jest kluczowa - jak ktoś potrzebuje nad sobą pracować, to niech pracuje.
- Oczywiście, nie jest łatwo być piłkarzem Legii Warszawa. To ogromna presja. Nasz zawód jest jednak najpiękniejszym zawodem świata. Gramy w piłkę przy świetnej atmosferze, przed fantastycznymi kibicami. Kurde, jesteśmy im coś winni. Jest mi wstyd wychodzić na ulicę po zremisowanym meczu. Sam od siebie mogę wymagać więcej, grać lepiej, ale uważam, że charakteru i walki nie może nikomu brakować. Każdy na swojej pozycji musi robić to, co powinien na sto procent. Sytuacje mamy i jak nie będziemy ich wykorzystywać, to nie będziemy wygrywać.
- Bardzo szanuję trenera Marka Papszuna. Mieliśmy ze sobą kontakt jeszcze jak byłem piłkarzem Queens Park Rangers. Na razie jednak to są tylko spekulacje. Chciałbym przede wszystkim podziękować w tym momencie trenerom Astizowi i Grzegorzowi Mokremu za to, co robią. Naszym analitykom również. Nasza kadra trenerska jest krucha, ale wkłada w swoją pracę całe serce. Siedzą od rana do nocy i jest mi przykro, że nie potrafimy im się odwdzięczyć choćby jednym zwycięstwem. Oni na to zasługują. Mam nadzieję, że ten moment przyjdzie.
- Mogliśmy być w lepszej sytuacji, ale jest ona bardzo zła. Mamy jeszcze 4 mecze, by udowodnić coś sobie, pokazać, że mamy jaja, bo to jest kluczowe. Będąc zawodnikiem Legii, nie możesz pozwolić, by były choćby dwa mecze z rzędu bez zwycięstwa, a fakty są inne. Mam nadzieję, że najlepsze czasy przyjdą. W tych ostatnich meczach będziemy chcieli ugrać jak najwięcej, bo ta drużyna ma potencjał.
