Legia Warszawa po raz kolejny rozczarowała, remisując w Lublinie z Motorem 1-1. Choć warszawianie mieli w tym spotkaniu wiele momentów przewagi i stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, ponownie zawiodła ich skuteczność. W efekcie seria meczów bez zwycięstwa wydłużyła się do ośmiu. Poniżej przedstawiamy nasze oceny dla zawodników trenera Iñakiego Astiza.
Henrique Arreiol - Po miesiącach wprowadzania do zespołu i rekonwalescencji Portugalczyk w końcu otrzymał szansę debiutu, choć mało kto spodziewał się, że od razu zostanie rzucony na głęboką wodę jako zawodnik wyjściowej jedenastki. Trzeba jednak przyznać, że eksperyment wypalił, a pomocnik dał pierwsze sygnały, że może być realnym wzmocnieniem. Od początku było widać ogromną chęć gry, pokazania się, a nawet wzięcia na siebie roli lidera. Pracował na całej długości boiska – zarówno w ofensywie, jak i defensywie było go bardzo dużo. Gdy drużyna była przy piłce, często pokazywał się do gry, był chętny do rozgrywania, zabierania się z piłką, wykorzystywania przestrzeni, i robił to naprawdę dobrze. Wykazał się 91-procentową celnością podań i aż 88-procentową skutecznością zagrań na połowie przeciwnika. Bez piłki grał agresywnie, naciskał rywali, wracał nisko na własną połowę i starał się jak najszybciej odzyskać posiadanie, choć momentami przekraczał przepisy. Wchodził odważnie w pojedynki z rywalami, znalazł się w nich aż 20-krotnie, kończąc połowę z sukcesem. Zanotował 5 odbiorów i 3 przechwyty. Oddał także 4 strzały z dystansu; najgroźniejszy z nich, w 19. minucie, swoją mocą zaskoczył bramkarza. Koledzy obdarzyli go również zaufaniem przy stałych fragmentach – i słusznie, bo dośrodkowanie Arreiola z 25. minuty z rzutu rożnego było kluczowe przy zdobyciu jedynego gola. W 82 minuty gry pokazał swobodę, pomysłowość, zaangażowanie i przede wszystkim potencjał, o którym wspominano przy jego transferze do Legii.
Rafał Augustyniak - Wraz z Henrique Arreiolem odegrał dużą rolę w przejęciu inicjatywy w środku pola. Był bardziej defensywnym punktem tego przedsięwzięcia, lecz aktywnie włączał się także w budowanie akcji i przechodzenie do ofensywy. W zadaniach obronnych był praktycznie bezbłędny, stanowił zaporę nie do przejścia. Dobrze odczytywał zamiary rywali zarówno w atakach pozycyjnych, jak i kontratakach, które często przerywał dobrą asekuracją i skutecznym ustawieniem. Wykazywał się dobrymi, agresywnymi doskokami, dzięki którym zanotował łącznie 7 udanych odbiorów. Do tego dołożył 6 wybić z własnego pola karnego, głównie przy stałych fragmentach. W rozegraniu zanotował 92-procentową celność podań, niemal 90% na połowie rywala, co ułatwiało przyspieszanie akcji. Oddał 4 strzały z dystansu – ich jakość pozostawiła jednak sporo do życzenia. W 25. minucie zachował się świetnie przy dośrodkowaniu z rożnego, zamykając piłkę zgraną przez Rajovicia i zdobywając swoją pierwszą bramkę w sezonie. Całościowo – bardzo pewny, solidny występ. Zszedł z boiska w 82. minucie.
Ermal Krasniqi - Jego występ trudno ocenić jednoznacznie. Był bardzo podobny do tego sprzed kilku dni przeciwko Sparcie Praga. Skrzydłowego było dużo – urywał się spod krycia, pokazywał do podań, potrafił przesunąć akcję do przodu. Wchodził w liczne pojedynki, podejmował próby dryblingu i szukał indywidualnych rozwiązań. Problemem była jednak skuteczność i decyzyjność, które po raz kolejny pozostawiały wiele do życzenia. Z 21 starć z rywalami wygrał 12, 6 z 10 prób dryblingu było skutecznych. Zbyt często tracił piłkę, a jego podania były przeciętnej jakości. Nie wykreował kolegom klarownych okazji. Świetnie zachował się w 57. minucie, kiedy na dalszym słupku powalczył o górne zagranie Petara Stojanovicia, wygrał rywalizację z obrońcą i zgrał piłkę do Milety Rajovicia, który zmarnował świetną szansę. Plus za pracę w defensywie – 7 odbiorów i duże zaangażowanie. Gdy poprawi wybory i podejmowanie decyzji, może być oceniany znacznie lepiej. Został zmieniony w 76. minucie.
Steve Kapuadi - W porównaniu z ostatnimi tygodniami, widać było poprawę. Zaczął jednak słabo: od momentu dekoncentracji, który zakończył się rzutem karnym. Kapuadi mógł znacznie lepiej zareagować przy wysokim podaniu - próbował odprowadzać piłkę, czekając na wybiegającego z bramki Kacpra Tobiasza, jednak widząc uciekającego skrzydłowego powinien jak najszybciej oddalić zagrożenie, lecz on nie zareagował. Szybko się jednak otrząsnął i do końca meczu grał pewnie. Wielokrotnie dobrze reagował we własnym polu karnym, notując 6 skutecznych wybić. Wykazywał się dobrą asekuracją przy licznych prostopadłych podaniach, doskakiwał do rywali i górował nad nimi swoimi warunkami fizycznymi. To właśnie było jego głównym atutem w tym meczu, który skrupulatnie wykorzystywał. Szkoda pierwszego kwadransa, który mógł zaważyć na wyniku.
Mileta Rajović - Zdecydowanie bardziej aktywny niż w poprzednich meczach. Częściej podłączał się do gry, schodził do rozegrania poza pole karne (także do boku), wychodził do podań, szukał pojedynków. To właśnie dzięki jego dobrej pracy w 25. minucie dobrze pokazał się na bliższym słupku i przedłużył dośrodkowanie z rzutu rożnego Henrique Arreiola, notując asystę i dając zespołowi pierwszą "liczbę" od ponad dwóch miesięcy. Niestety, poza tym był dramatycznie nieskuteczny. Przegrywał większość pojedynków, źle odgrywał piłkę, tracił ją przy co trzecim kontakcie. Do tego zmarnował dwie stuprocentowe sytuacje: w 57. minucie, kiedy po zgraniu głową przez Ermala Krasniqiego mógł oddać strzał z powietrza w okolicach 8. metra, jednak fatalnie przestrzelił, a w doliczonym czasie gry Rajović dobrze uwolnił się w polu karnym, podniósł rękę do góry i otrzymał idealne dośrodkowanie od Jakuba Żewłakowa, złożył się do strzału głową i mógł zrobić wszystko, lecz z najbliższej odległości trafił prosto w bramkarza. Późniejsze kopnięcie w chorągiewkę tylko pokazało frustrację zawodnika. To był jego 12. kolejny mecz bez gola.
Kamil Piątkowski - Podobnie jak jego partner z obrony, zaspał przy akcji, która zakończyła się rzutem karnym. Wydaje się, jednak że popełnił zdecydowanie bardziej kosztowny błąd niż Steve Kapuadi. Mimo że był odwrócony przodem do przeciwnika, obrócił się do niego tyłem, nie potrafił opanować przestrzeni i totalnie się zagubił. To wykorzystał Fabio Ronaldo, który wyskoczył zza jego pleców, a niezorientowany defensor Legii nie potrafił już zareagować. Po tym zdarzeniu nie był już skoncentrowany — popełniał błędy, dawał się ogrywać, przegrywał pojedynki. Oczywiście, miał także dobre interwencje i kilka udanych powrotów za rywalem, ale to jego stroną szło większe zagrożenie.
Paweł Wszołek - Wszołek ponownie został ustawiony nie jako prawy obrońca, lecz na pozycji skrzydłowego. Trudno odmówić mu zaangażowania – często był pod grą, szukał podań i próbował nadawać akcjom tempo. W kilku sytuacjach inicjował ruch do przodu, oferując zespołowi opcję na skrzydle. Podobnie jak Ermal Krasniqi, był jednak wyjątkowo nieskuteczny i brakowało mu jakiejkolwiek kreatywności w finalizacji akcji. Zbyt rzadko decydował się na pojedynki, a kiedy już to robił, efektywność była niska. Dało się zauważyć u niego brak odwagi - Wszołek grał zachowawczo, momentami wręcz na alibi. Zamiast ryzykować i próbować przełamać defensywę rywala, często wybierał najbezpieczniejsze rozwiązania, odgrywając piłkę do najbliższego partnera. Nie tworzył przewag, nie dawał impulsu do przyspieszenia gry, a jego działania nie wnosiły żadnej widocznej jakości. Przy 46 kontaktach z piłką Wszołek miał aż 15 strat, co podkreśla jego przeciętny występ. Do tego wygrał jedynie 5 z 11 pojedynków, co świadczy o tym, że w starciach fizycznych i szybkościowych również nie potrafił narzucić swojej przewagi.
Petar Stojanović - Słoweniec drugi mecz z rzędu wystąpił na pozycji prawego obrońcy, choć w przeciwieństwie do meczu ze Spartą Praga, zagrał nieco bardziej ofensywnie. Jego poczynania, liczne zejścia do środkowej strefy boiska i indywidualne rajdy nie przynosiły jednak korzyści, a w większości kończyły się prostą stratą bądź najczęściej nieudanym podaniem. Stojanović miał problemy przy wyprowadzeniu piłki, często oddawał ją prosto pod nogi przeciwników, co generowało kontrataki gospodarzy. Z ofensywnych wypadów można pochwalić go w zasadzie jedynie za akcję z 57. minuty, gdy skutecznie pociągnął środkiem pola i dośrodkował na dalszy słupek do Ermala Krasniqiego, kreując jedną z najlepszych okazji w tym meczu. Stojanović także był bliski zdobycia gola, lecz... do własnej bramki. W 33. minucie podjął próbę blokady jednego z dośrodkowań, lecz ułożył głowę tak, że skierował piłkę w kierunku bramki strzeżonej przez Kacpra Tobiasza i tylko muśnięcie piłki palcami przez golkipera sprawiło, że futbolówka trafiła w słupek i nie dokręciła się do siatki. W defensywie Słoweniec także miał widoczne problemy, w wielu sytuacjach nie radził sobie z rozpędzonymi rywalami i przegrywał wiele pojedynków. Jeden z nich zakończył się faulem i podyktowaniem rzutu karnego. Przez to, że Stojanović wyskoczył w powietrze, brakowało go także przy kryciu szarżującego Fabio Ronaldo. To był kolejny słaby mecz w jego wykonaniu. Został zmieniony w 82. minucie.
Arkadiusz Reca - To był bardzo anonimowy i mało wyrazisty występ lewego obrońcy, który przez większość spotkania sprawiał wrażenie zupełnie odłączonego od gry. Nie podłączał się do ofensywy jego wyjścia do przodu były sporadyczne, schematyczne i pozbawione dynamiki. Rzadko kiedy można było dostrzec go w okolicach pola karnego przeciwnika, co mocno ograniczało możliwości drużyny w ataku pozycyjnym. Gdy już pojawiał się w sektorach ofensywnych lub próbował włączyć się w rozegranie, popełniał zaskakująco dużo prostych błędów technicznych. Jego zagrania często były niedokładne lub zbyt wolne, przez co łatwo padały łupem rywali. Łącznie zanotował aż 17 strat, a jego celność podań na połowie przeciwnika wyniosła zaledwie nieco ponad 60%, co mówi samo za siebie. W ofensywie nie stanowił żadnej wartości dodanej, a w obronie także nie prezentował się pewnie, często spóźniając interwencje czy źle ustawiając się względem rywala. Reca na pewno nie może zaliczyć tego powrotu do wyjściowego składu do udanych.
Wojciech Urbański - W ostatnim czasie forma młodego pomocnika wrastała, lecz ten występ tego nie potwierdził. Urbański był w tym spotkaniu schowany za plecami innych partnerów ze środka pola, przyglądał się grze z boku i nie brał aktywnego udziału w rozegraniu. Przez godzinny występ wykonał tylko 6 celnych podań, z czego zaledwie 2 na połowie rywali, co jest fatalną statystyką. Pracował nieco więcej bez piłki, naciskał na rywali i starał się odebrać futbolówkę, ale w pojedynkach z przeciwnikami także nie emanował pewnością. Wygrał tylko 2 z 7 starć, dawał się łatwo przepychać i nie potrafił uzyskać realnej korzyści, a na 20 kontaktów z piłką stracił ją aż 8 razy. Na tle innych graczy stołecznej drużyny wypadł bardzo słabo.
Kacper Tobiasz - Już na samym starcie meczu popełnił fatalny, kosztowny błąd. W 8. minucie zawahał się przy wyjściu z bramki - ewidentnie widać, że początkowo chciał pozostać bliżej bramki, lecz gdy zobaczył pędzącego Fabio Ronaldo, ruszył do piłki. Niestety, golkiper był wolniejszy od skrzydłowego i przez to spóźniony do piłki i zamiast złapać ją, rzucił się prosto w nogi skrzydłowego i sprokurował rzut karny. Strzału Karola Czubaka z 11. metrów nie wyczuł, rzucił się w drugą stronę, choć chyba i tak nie miałby szans na udaną interwencję. Poza tym znów miał problemy z grą na przedpolu i przy dalekich wybiciach, które nie zapewniały drużynie nic i często kończyły się oddaniem piłki przeciwnikowi. Na pochwałę zasługuje tylko jego interwencja z 33. minuty, gdy do końca czekał z rzutem po niefortunnej interwencji Petara Stojanovicia i końcówką palców zdołał zbić piłkę na słupek.
Zmiennicy
Kacper Urbański - Pojawił się na boisku w 61. minucie i stosunkowo szybko zaznaczył swoją obecność. Był dość aktywny, regularnie pokazywał się do gry i próbował dodać drużynie odrobiny świeżości w środku pola. Starał się wspomóc rozegranie, oferując krótkie, szybkie podania oraz ruch bez piłki, który miał na celu przyspieszanie ataków. Kilka razy spróbował wejść z piłką między linie lub posłać bardziej ryzykowne podanie, by przełamać schematyczność ofensywy. Ostatecznie nie miał jednak realnego wpływu na przebieg meczu. W 82. minucie zdecydował się na odważny strzał z dystansu, który zaskoczył brakarza, lecz niestety trafił tylko w słupek.
Jakub Żewłakow - Wszedł na murawę w 76. minucie. Od początku wykazywał dużą aktywność na lewej stronie, schodził również do środka boiska, pokazywał się do podań i szukał szybkiej gry na jeden kontakt. Początkowo popełniał trochę błędów i miał jedną groźną stratę, ale z czasem wyglądał coraz lepiej. W doliczonym czasie gry dobrze wbiegł w pole karne, przełożył piłkę na prawą nogę i świetnym dośrodkowaniem odnalazł niepilnowanego Miletę Rajovicia, który niestety okradł młodego skrzydłowego z asysty. Dał jednak kolejny znak, że warto na niego stawiać.
Bartosz Kapustka, Damian Szymański, Ruben Vinagre - Pojawili się na boisku w 82. minucie. Grali zbyt krótko, by w pełni ocenić ich grę. Trzeba jednak wspomnieć o bardzo przeciętnej zmianie, jaką dał drugi z wymienionych zawodników, tracąc piłkę przy praktycznie każdym swoim kontakcie.
