Po raz drugi w tym roku na wyjazd do Lublina przyszło nam jechać w poniedziałek. Po raz drugi (na trzy spotkania) zagraliśmy w Lublinie dokładnie 1 grudnia. Po raz pierwszy pojechaliśmy na ten bliski dla nas wyjazd transportem kołowym, nie zaś pociągiem specjalnym.
Niestety sektor gości w Lublinie został przed obecnym sezonem zmniejszony, bowiem miejscowi działacze uznali, że wobec sporego zainteresowania meczami ze strony lokalnej publiczności, przeznaczą część miejsc z trybuny za bramką dla swoich fanów. Wcześniej w klatce dostępnych było 1200 miejsc, obecnie zaledwie 785.
Na ten dość bliski wyjazd zebraliśmy się ok. 5 godzin przed pierwszym gwizdkiem i w stronę Lublina jechaliśmy długą kolumną samochodów. Dojazd na miejsce był bardzo sprawny, a kiedy nasze fury wypełniły cały parking przy samej klatce, kolejne kierowano na parking tuż obok. Wpuszczanie na trybuny przebiegało szybko i sprawnie - chyba obecnie w Lublinie i Płocku przy wejściu do klatki ochrona zachowuje się normalnie i wpuszcza bez zbędnych ceregieli. Gospodarze sporo przed meczem wyprzedali wszystkie wejściówki i mecz z Legią obejrzało 15,2 tys. kibiców. W tym nasza, 785-osobowa grupa. W sektorze gości wywiesiliśmy 8 flag: Legia To My, Otwock, Radomscy Chuligani, Mińsk Maz., Dęblin, Wesoła, Biała Podlaska, Garwolin.
Motorowcy po raz pierwszy na meczu z Legią nie zaprezentowali oprawy. Machali na swojej trybunie siedmioma flagami na kijach i i prowadzi całkiem przyzwoity doping. Z obu stron nie brakowało tego dnia, tak jak i na wiosnę, wzajemnych uprzejmości. Te rozpoczęliśmy jeszcze przed meczem, kiedy z głośników poleciał kawałek "Freed From Desire". Niemal natychmiast cały sektor gości ryknął "Motor z Lublina to jest kawał skur...na". Nasz doping tego dnia rozpoczęliśmy od kilku okrzyków "Zawsze i wszędzie..." pod adresem policji, na której wniosek właśnie po wyjazdowym meczu z Motorem, zakaz wyjazdowy przybito "Staruchowi". Za stanie na płocie, do czego miał specjalny identyfikator wydany przez lubelski klub.

Naszym dopingiem kierował w poniedziałkowy wieczór "Szczęściarz". I trzeba przyznać, że w końcu pokazaliśmy naprawdę wysoką formę wokalną. Właściwie przez cały mecz nie schodziliśmy poniżej odpowiedniego poziomu, a w samej końcówce było naprawdę bardzo konkretnie. Szkoda jedynie, że do naszego poziomu nie dostosowali się piłkarze... Przedmeczowa wymiana uprzejmości oraz bluzgi na policję sprawiły, że zupełnie przypadkiem, po raz pierwszy od dawna, na wyjście piłkarzy nie odśpiewaliśmy "Mistrzem Polski jest Legia". Pieśń ta pojawiła się natomiast na rozpoczęcie drugiej połowy.
W sektorze gości przez całe spotkanie powiewała flaga z podobizną naszej Legendy, Ś.P. Lucjana Brychczego. Bowiem kolejnego dnia przypadała pierwsza rocznica śmierci "Kiciego". Odnośnie wspomnianej wcześniej wymiany uprzejmości z gospodarzami, to jedną z pierwszych naszych pieśni tego dnia było "Do boju Legio marsz, zwycięstwo czeka nas, aejao, Motor k...!". Później niosło się z naszej strony także "Motor k... aejaejao", na co Motorowcy odpowiedzieli tym samym tylko pod naszym adresem. Trzeba przyznać, że pod względem okazjonalnej twórczości, w Lublinie stara bieda. Później niosło się z naszej strony jeszcze "Pier... cię lubelski psie".
Mecz rozpoczął się dla nas niekorzystnie, do czego niestety zdążyliśmy już przywyknąć. Sam moment podyktowania rzutu karnego, i strata bramki, nawet na moment nie wyrwały nas ze śpiewu "Hitu z Wiednia". Ta sama pieśń jeszcze lepiej wychodziła nam po przerwie, kiedy śpiewaliśmy ją przez dobrych kilkanaście minut, ze ściszaniem. Kiedy nasi piłkarze jeszcze w I połowie doprowadzili do wyrównania, ryknęliśmy "Hej Legio jazda z k...".

W 80. minucie "Szczęściarz" zarzucił hasło "Cała Legia bez koszulek" i zdecydowana większość z nas, nie zważając na temperaturę bliską zera, wyskoczyło z kurtek i już do końca meczu prowadziło doping z gołymi klatami. "Gdybym jeszcze raz..." - wychodziło nam naprawdę doskonale. Do końca wierzyliśmy, że może w końcu, po tylu kolejnych meczach bez wygranej, nasze gwiazdy zdołają sprawić miłą niespodziankę... I kiedy w doliczonym czasie sprowadzony za 3 miliony euro napastnik (?), nieatakowany przez nikogo, z pięciu metrów posłał piłkę prosto w bramkarza, mogliśmy tylko złapać się za głowy. Podobnie jak później, czytając wypowiedzi ludzi ze sztabu, z hiszpańskim trenerem na czele, który był zadowolony z "jakości gry".
My z pewnością zadowoleni nie byliśmy, tylko kolejny raz wkur...i. Po meczu piłkarze, którzy podeszli pod nasz sektor usłyszeli jedynie "Walczyć, trenować, Warszawa musi panować" i mogli wracać do szatni. Po drugiej stronie stadion młyn RKS-u skandował w stronę swoich grajków - "Dzięki za walkę". Po meczu znów zaczęli uaktywniać się lubelskie pikniki z okolicy naszego sektora, więc usłyszeli: "Ku... je..., w Warszawie o szóstej zmiana", a także o tym, jak to od najmłodszych lat mieli bardzo bliskie relacje cielesne z bratem i ojcem.
W ostatnich minutach spotkania Motor wywiesił w młynie dwa transparenty skierowane do skur... Ziobry, który swego czasu sprawił, że świadkowie koronni zaczęli wyrastać w naszym kraju jak grzyby po deszczu i ratować swe dupska wymyślonymi zeznaniami obciążającymi kogo popadnie. Aktualnie schorowany polityk ukrywa się na Węgrzech. "Zamykanie ludzi było twym celem. Teraz w hierarchii zostałeś cw..m" oraz "Tak kończy minister niesprawiedliwości. Ch... ci w d... od nieproszonych gości!" - płótna z takimi hasłami zostały wywieszone w młynie Motoru.
Niespełna godzinę po końcowym gwizdku, mogliśmy opuścić stadion, a następnie dość sprawnie ruszyć w drogę do Warszawy. Wyjazd zakończyliśmy przed godziną 1 w nocy. Przed nami wyjazdowy mecz z Piastem Gliwice, który czeka nas w najbliższą sobotę.
Frekwencja: 15 200
Kibiców gości: 785
Flagi gości: 8
Autor: Bodziach
Motor Lublin 1-1 Legia Warszawa - Woytek / 66 zdjęć
