Piłkarze Legii Warszawa wrócili do treningów i pod wodzą Marka Papszuna rozpoczęli przygotowania do drugiej części sezonu 2025/26. Wśród nich znajduje się 10 graczy, którzy trafili do stołecznego zespołu w letnim oknie transferowym. To dobry moment, by po raz pierwszy podsumować, jakie wrażenie wywarli ci zawodnicy i zastanowić się, jakie są ich rokowania na rundę wiosenną. Można powiedzieć jedno - nadzieje były znacznie większe.
Petar Stojanović (boczny obrońca)
Pierwszym letnim transferem warszawskiego zespołu był Petar Stojanović. Słoweniec przybył do Warszawy pod koniec czerwca i jako jedyny z letnich nabytków został ogłoszony jeszcze przed pierwszym meczem sezonu. Jego zakontraktowanie było nieco zaskakujące, gdyż nazwisko Stojanovicia nie wyciekło do mediów aż do ostatecznego dopięcia umowy. Sprowadzenie doświadczonego zawodnika, etatowego, wówczas 66-krotnego reprezentanta swojego kraju, było dość dobrze odebrane przez kibiców i miało był bardzo solidnym zabezpieczeniem pozycji prawego obrońcy, zresztą nie tylko w tym sezonie, a przez następne trzy lata. Jak pokazał czas, tak się jednak nie stało. Choć początkowo Stojanović zaliczał solidne impulsy, wchodząc z ławki rezerwowych, nie potrafił przekuć ich w dobrą formę, gdy przychodziło do gry w pierwszym składzie. Nie pomógł mu w tym na pewno brak stabilności. Słoweniec był rzucany po różnych pozycjach - przez prawe skrzydło, lewą stronę ofensywy, momentami środek pola, aż po nominalną pozycję prawego defensora. Gdziekolwiek Stojanović był ustawiony, zazwyczaj zawodził, a z 25 jego występów na palcach jednej ręki można wyliczyć te choćby solidne.
Stojanović przychodził do Legii nie tylko z doświadczeniem reprezentacyjnym, ale również klubowym. Słoweniec jest przecież zawodnikiem z prawie 200 występami dla Dinama Zagrzeb, ponad 60 meczami na poziomie Serie A i dokładnie 15 rozegranymi spotkaniami w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów, której logo ma zresztą wytatuowane na swoim przedramieniu. Tatuaż na ciele jest jednak jedynym elementem, który pozostał mu z tamtych czasów, a z oczekiwanego mentora i lidera nie ostał się choćby przyzwoity zmiennik dla Pawła Wszołka. Być może trenerowi Markowi Papszunowi uda się wydobyć ze Słoweńca dyspozycję zbliżoną do wcześniej wymienionych osiągnięć. Nadchodząca zmiana formacji także może być dla Stojanovicia zbawienna. Prawdopodobne przestawienie go na pozycję wahadłowego może pozwolić mu nieco mniej skupić się na zadaniach defensywnych, z którymi w wielu meczach miał problemy. Zadanie może być jednak ciężkie, bo wydaje się, że Wszołek będzie jednym z "żołnierzy Papszuna", a Stojanović z dużym prawdopodobieństwem będzie musiał pogodzić się z rolą zmiennika. Najbliższe półrocze da nam odpowiedź, czy aby na pewno jest sens trzymać go w Warszawie właśnie z takim znaczeniem w zespole.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - FC Empoli (Włochy) / brak kwoty odstępnego
Długość kontraktu - 31.05.2028
Mecze (Minuty) - 25 (1171 minut)
Bramki - 1
Asysty - 1
Żółte kartki (czerwone kartki) - 6 (brak)
Liczba przyznanych - 3
Liczba przyznanych - 10
Ogólna ocena: 1,5/6

Mileta Rajović (napastnik)
Jako drugi do Legii trafił napastnik, Mileta Rajović. To był rekord transferowy w Ekstraklasie w tamtym czasie - biorąc pod uwagę wszystkie klauzule i bonusy, wyniósł aż 3 miliony euro. Kwota nie tylko zwalała z nóg jak na realia naszej ligi, ale także zdecydowanie podwyższała oczekiwania wobec duńskiego atakującego. A przecież wszelkie statystyki dotychczasowej kariery Rajovicia zwiastowały, że to mógł być nie najlepszy wybór. Duńczyk nie potrafił przebić się ani w angielskim Watfordzie, ani duńskim Brøndby IF, do którego był wypożyczony. Do tego dochodziły również głosy z mediów z obu tych krajów, które nasilały wątpliwości. Kibice warszawskiego zespołu powiedzieli więc sprawdzam. Rajović wolno wchodził do zespołu, ale w końcu, w połowie sierpnia, zdołał przebić się do wyjściowej jedenastki. Wydawało się, że Duńczyk łapie formę i będzie zdobywać bramki często, a nawet seryjnie. Nic bardziej mylnego. Pod koniec września Rajović trafił do siatki po raz ostatni, aż do połowy grudnia, w międzyczasie marnując wiele wyśmienitych okazji na przełamanie. Brak skutecznego wykończenia był sednem problemu, ale nie jednym jego elementem, a postawa Rajovicia w minionym półroczu zwiastuje jeden z największych flopów transferowym ostatnich lat.
Naprawdę ciężko jest ocenić jednoznacznie postawę Rajovicia w jego pierwszych miesiącach w klubie. Powiedzieć, że była ona rozczarowująca, to za mało - była po prostu nieakceptowalna. Tak, jak jednak pisaliśmy, być może po prostu oczekiwania wykreowane przez kwotę odstępnego były odrealnione od piłkarskiej rzeczywistości, jaką prezentuje duński napastnik. Z drugiej strony ciężko ogląda się zawodnika, który ma być ekspertem od zdobywania bramek, a pudłuje w sytuacjach, w których nawet junior zachowałby zimną krew. Przykro patrzy się na jego występy oraz prezentowaną formę, ale też jest po ludzku przykro, gdy widzi się zacięcie napastnika i jak zła dyspozycja siedzi mu w głowie. Trudno jednak dziwić się frustracji kibiców i ludzi, którym zależy na dobru Legii. Ewidentnie aklimatyzacja Rajovicia w Warszawie nie przeszła po jego myśli, nie pomogły w tym na pewno narodziny dziecka tuż przed ogłoszeniem jego przyjścia do warszawskiego zespołu. Pozostaje mieć nadzieję, że "efekt nowej miotły" wpłynie na niego pozytywnie. A przecież trener Papszun lubi i chętnie korzysta z napastników o charakterystyce piłkarskiej Rajovicia, więc może wyciągnągnie z niego wszystko, co najlepsze, a Rajović będzie mógł udowodnić, że był warty każdej złotówki, którą za niego wydano.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - Watford FC (Anglia) / 3 miliony euro
Długość kontraktu - 31.05.2029
Mecze (Minuty) - 28 (1741 minut)
Bramki - 7
Asysty - 1
Żółte kartki (Czerwone kartki) - 1 (brak)
Liczba przyznanych - 4
Liczba przyznanych - 19
Ogólna ocena: 1/6

Arkadiusz Reca (boczny obrońca)
Skoro Legii udało się zabezpieczyć prawą stronę defensywy, należało także pomyśleć o realnym uzupełnieniu na drugiej flance. W połowie lipca zawodnikiem stołecznego zespołu został Arkadiusz Reca. 30-letni były reprezentant Polski powrócił do kraju po wojażach we Włoszech, lecz głównie nie boiskowych a z własnym zdrowiem. Mimo wszystko Reca zebrał za granicą odpowiednie doświadczenie, zaliczył ponad 100 meczów we włoskiej ekstraklasie i był postrzegany jako odpowiednie zabezpieczenie dla Rubena Vinagre. Największą obawą były jednak wspomniane wcześniej problemy zdrowotne, które podsyciło jeszcze odrzucenie go przez Lecha Poznań tuż po zrobieniu testów medycznych. W Legii jednak zaryzykowano i podpisano z Recą 3-letni kontrakt. Przez całą rundę jesienną lewy obrońca zmagał się z problemami zdrowotnymi, opuszczał wiele meczów, a w pozostałych 16 spotkaniach, w których wystąpił, zdecydowanie częściej rozczarowywał niż prezentował oczekiwaną jakość.
Pierwsze półrocze Recy w Legii w zasadzie można określić podobnie, jak w przypadku Petara Stojanovicia. Liczyliśmy na doświadczonego, jakościowego zawodnika, a otrzymaliśmy jego tańszą podróbkę z nielicznymi przebłyskami i deficytami zaangażowania. Sprawy zdrowotne także nie ułatwiają sytuacji i nie pozwalają mu ustabilizować pozycji w klubie. Reca ma predyspozycje, by przy obecnej formie jego konkurentów na pozycję lewego obrońcy, stać się podstawowym zawodnikiem stołecznego zespołu, przynajmniej w obecnym sezonie. Jeśli jednak nie poprawi swojej dyspozycji, może być mu o to ciężko. Sytuacja zdrowotna także może być problemem nie do przeskoczenia. Na Recę pozytywnie może wpłynąć ewentualna zmiana formacji i przesunięcie go nieco wyżej, gdzie będzie mógł bardziej uwidocznić swoje atuty ofensywne i szybkościowe.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - Spezia Calcio (Włochy) / brak kwoty odstępnego
Długość kontraktu - 31.05.2028
Mecze (Minuty) - 16 (994 minuty)
Bramki - brak
Asysty - brak
Żółte kartki (Czerwone kartki) - 2 (brak)
Liczba przyznanych - 3
Liczba przyznanych - 8
Ogólna ocena: 1,5/6

Damian Szymański (pomocnik)
Chyba w przypadku żadnego transferu w letnim oknie Legia nie była tal zdeterminowana jak w przypadku ściągnięcia Damiana Szymańskiego. Negocjacje z AEK Ateny ciągnęły się tygodniami, wydawały się nie kończyć, a w pewnym momencie mogły skończyć się fiaskiem. Ostatecznie, w połowie sierpnia udało się dopiąć ten transfer i sprowadzić do warszawskiego klubu wyczekiwanego, jakościowego następcę Bartosz Slisza, i to za darmo. Defensywny pomocnik początkowo rzeczywiście udowadniał, że będzie jakościowym wzmocnieniem. Szczególnie udany w jego wykonaniu był wrzesień, w którym wraz z Kamilem Piątkowskim został naszym plusem miesiąca. Od tamtego momentu, wraz z całym zespołem, były reprezentant Polski zaliczył niezwykły zjazd formy. Występował w kratkę, a w pewnym momencie przegrał rywalizację z Rafałem Augustyniakiem o miejsce w wyjściowym składzie. Zresztą zasłużenie, bo były reprezentant Polski prezentował się od "Augusta" gorzej w wielu aspektach, przede wszystkim asekuracji własnego pola karnego. Szymański na pewno nie może uznać pierwszej rundy w barwach warszawskiego zespołu do udanych.
Perspektywy wobec tego zawodnika wydają się jednak nieco bardziej pozytywne, niż w przypadku większości innych letnich nabytków. Szymański miał sporo dobrych momentów w Legii i dopóki zespół był poukładany, również jego forma nie miała większych wahań. Wraz ze spadkiem dyspozycji całej drużyny, także jego pewność siebie zdecydowanie zmalała i przestał prezentować atuty. Przecież sufit Szymańskiego jest ustawiony znacznie wyżej, powrót do reprezentacji Polski miał być realny, a prawie 200 występów w greckim klubie udowadnia, że potrafi pełnić rolę lidera. Wydaje się, że taki poziom może także reprezentować w warszawskim klubie pod wodzą trenera Marka Papszuna, być bardzo ważnym elementem środkowej tercji boiska - kimś takim, jak Oskar Repka dla Rakowa Częstochowa. Oby defensywnemu pomocnikowi udało się dobić wiosną do tego poziomu.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - AEK Ateny (Grecja) / brak kwoty odstępnego
Długość kontraktu - 31.05.2029
Mecze (Minuty) - 17 (1146 minut)
Bramki - 1
Asysty - brak
Żółte kartki (Czerwone kartki) - 6 (brak)
Liczba przyznanych - 6
Liczba przyznanych - 4
Ogólna ocena: 2/6

Henrique Arreiol (pomocnik)
Dzień po Damianie Szymańskim do Warszawy zawitał Henrique Arreiol - pomocnik nieznany szerszej publiczności. Legii udało się skorzystać z okazji i za bardzo niską kwotę wyłuskać talent ze Sportingu Lizbona, z którym Arreiolowi kończył się kontrakt. Choć nie wiadomo było, jakie można mieć wobec niego oczekiwania, głosy zmartwionych jego odejściem z klubu portugalskich kibiców mogły zwiastować, że do Legii trafia nieoszlifowany diament. Na pierwsze występy pomocnika w warszawskim zespole trzeba było jednak poczekać. Początkowo tylko trenował z pierwszą drużyną, a gdy już wydawało się, że dostanie szansę debiutu, doznał kontuzji eliminującej go z gry na prawie dwa miesiące. Gdy wrócił do zdrowia, zadebiutował w spotkaniu z Motorem Lublin i nie zawiódł - był najlepszym zawodnikiem na placu gry - przebojowym, z pomysłem i wizją gry. Choć w następnych dwóch występach nieco spuścił z tonu, dał wyraźny sygnał, że warto na niego stawiać i to już w tym sezonie. Na ten moment oceniamy go połowicznie, bo nie miał jeszcze wielu okazji na pokazanie swoich umiejętności, lecz jeśli trener Marek Papszun mu zaufa i postawi na niego, może stać się zaskakującym, najlepszym letnim transferem. Arreiol jest melodią przyszłości, może odgrywać duża rolę i być pociechą dla klubu, także finansową.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - Sporting CP (Portugalia) / 500 tysięcy euro
Długość kontraktu - 31.05.2029
Mecze (Minuty) - 3 (238 minut)
Bramki - brak
Asysty - brak
Żółte kartki (Czerwone kartki) - brak
Liczba przyznanych - 1
Liczba przyznanych - 2
Ogólna ocena: 3/6

Ermal Krasniqi (skrzydłowy)
Drugim wzmocnieniem ofensywy miał być Ermal Krasniqi. Kosowianin, który może występować jako skrzydłowy na obu flankach, przegrał rywalizację na swojej pozycji w Sparcie Praga, która szukała możliwości pozbycia się go z klubu. Takową wykorzystała Legia pod zdecydowaną namową ówczesnego szkoleniowca - Edwarda Iordanescu. To właśnie rumuński trener był głównym pomysłodawcą sprowadzenia Kosowianina, którego znał z jego wcześniejszych występów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Rumunii. Do umiejętności i stylu gry skrzydłowego było sporo zastrzeżeń, lecz można było mieć nadzieję, że trener odnajdzie do niego klucz i wyciągnie to, co najlepsze. Kosowianin zaczął prezentować się lepiej już po odejściu trenera Iordanescu z klubu, a to i tak były tylko pojedyncze listopadowe przebłyski. Skrzydłowy nie potrafił odnaleźć swojego miejsca w warszawskim zespole. Zarówno na lewej, jak i prawej flance zawodził - przegrywał mnóstwo pojedynków, tracił piłki w dziecinny sposób i nie potrafił wnieść większych korzyści do ofensywnych poczynań drużyny.
Patrząc więc na ogólną formę Krasniqiego w całej rundzie jesiennej można odetchnąć z ulgą, że władze Legii spełniły życzenie trenera Iordaenscu tylko połowicznie. Legia jedynie wypożyczyła Kosowianina z czeskiego zespołu. Nic nie zapowiada, by zawodnik miał zostać wykupiony. Poza nielicznymi lepszymi meczami w jego wykonaniu, Krasniqi pokazał, jak surowym technicznie zawodnikiem jest i że nie potrafi wykreować dla partnerów wielu dogodnych okazji. Miał też problemy fizyczne, rzadko kiedy wytrzymał cały mecz, a w większości meczów koło 70. minuty oddychał już rękawami. W prawdopodobnie nowym systemie, jaki będzie chciał wprowadzić trener Papszun, dla Krasniqiego może nie być miejsca. Zapowiada się więc, że przygoda reprezentanta Kosowa z Legią zakończy się na rocznym wypożyczeniu, a w Warszawie mało kto będzie za nim specjalnie tęsknił. Nie spodziewamy się, by Krasniqi nagle wypalił i zmienił swoją pozycję o 180 stopni, choć w takim przypadku na pewno miło by nas zaskoczył. Pierwsze miesiące nowej rundy przesądzą o tym, jak dalej potoczą się jego losy w Legii.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - AC Sparta Praga (Czechy) / wypożyczenie z opcją wykupu (brak informacji o kwocie)
Długość kontraktu - 31.05.2026
Mecze (Minuty) - 19 (1176 minut)
Bramki - 2
Asysty - brak
Żółte kartki (Czerwone kartki) - 3 (brak)
Liczba przyznanych - 2
Liczba przyznanych - 9
Ogólna ocena: 1,5/6

Kamil Piątkowski (środkowy obrońca)
Pod koniec sierpnia wiadomym było, że lada dzień z klubem pożegna się Jan Ziółkowski. Młody defensor udał się na podbój piłkarskiego świata, rozpoczynając od Rzymu, a Legia zarobiła na nim solidne pieniądze. Miała więc fundusze, by poszukać za niego zastępstwa. Sprowadzenie Kamila Piątkowskiego, które było uzależnione od udanego awansu do fazy ligowej europejskich pucharów, wydawało się nie tyle zastępstwem, co wręcz jakościowym wzmocnieniem jedenastki. Dla obrońcy powrót do Polski i występy w Legii także miały być dobrą odbitką i powrotem do prezentowania solidnej dyspozycji po nieudanej przygodzie w ostatnich miesiącach za granicą. Transfer wydawał się więc być idealnym dla obu zainteresowanych stron. Legia awansowała do Ligi Konferencji, a Piątkowski trafił do klubu. Co więcej, szybko przebił się do wyjściowego składu i od początku prezentował stabilny, wysoki poziom. Jego problemy rozpoczęły się z końcem września, a zaostrzyły po feralnym meczu w Lubinie, w którym zdobył samobójczą bramkę i obejrzał czerwoną kartkę. Od tamtego momentu Piątkowski nie wrócił tak naprawdę do początkowej pewności, przytrafiały mu się błędy, a jego gra obronna była daleka od oczekiwanej, co również przyczyniło się do słabych występów drużyny.
Przez zdecydowanie słabszą formę, jaką Piątkowski prezentował w drugiej części rundy jesiennej, obecnie nie można uznać tego transferu za udanego. Na obrońcę także nie wydano małych pieniędzy, a łącząc to z jego umiejętnościami, oczekiwania muszą być ogromne. Podobnie, jak Szymański, stoper ma aspiracje reprezentacyjne, pokazał, że może prezentować się znacznie lepiej, niż w większości jesiennych spotkań. Przy powrocie do pełni dyspozycji, jesteśmy przekonani, że Piątkowski będzie w Legii nie tylko solidnym zawodnikiem, ale liderem linii defensywnej. Przecież obrońca ma dopiero 25 lat, jest przed nim jeszcze długa kariera. Gdy odbuduje swoją dyspozycję, będzie dla Legii nie tylko dużym wzmocnieniem, ale może być także dobrą inwestycją. Na ten moment trzeba go określić jednak sporym rozczarowaniem.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - FC Red Bull Salzburg (Austria) / 1,5 miliona euro
Długość kontraktu - 31.05.2029
Mecze (Minuty) - 15 (1294 minuty)
Bramki - 1
Asysty - brak
Żółte kartki (Czerwone kartki) - 4 (1)
Liczba przyznanych - 6
Liczba przyznanych - 5
Ogólna ocena: 2,5/6

Noah Weisshaupt (skrzydłowy)
Dużym echem odbiło się sprowadzenie do klubu Noaha Weisshaupta. Mimo młodego wieku, niemiecki skrzydłowy miał już spore doświadczenie w najwyższej klasie rozgrywkowej w swoim kraju, a przez ekspertów od Bundesligi był określany jako olbrzymie wzmocnienie, Do Warszawy trafił tylko za zasadzie wypożyczenia, lecz Legia zapewniła sobie klauzulę wykupu - choć wysoką, to jak zapewniał Fredi Bobić, realną do spełnienia, Niemcowi pozostało tylko udowodnić swoje umiejętności i zostać jedną z gwiazd drużyny. Pierwszy wyjazd zagraniczny dla skrzydłowego okazał się jednak zdecydowanie trudniejszy, niż się mogło wydawać. Weisshaupt nie potrafił odnaleźć się w warszawskim klubie. Występował sporadycznie, najczęściej z ławki i nie były to szczególnie wyróżniające się zmiany. Ostatecznie jednak udało mu się wskoczyć do pierwszego składu, jednak ponownie nie przekonał. Runda jesienna dla Niemca zakończyła się tak naprawdę pod koniec października, kiedy doznał teoretycznie drobnego urazu, który ciągnął się przez długie tygodnie. Choć pod koniec roku skrzydłowy wrócił do gry, nie otrzymał już szansy.
Dalsze dywagacje na temat Weisshaupta nie mają już sensu. Legia poinformowała, że zdecydowała się skrócić wypożyczenie skrzydłowego. Weisshaupt nie spełnił oczekiwań, zawiódł zarówno pod względem piłkarskim, jak i mentalnym, więc spokojnie można nazwać go jednym z największych rozczarować letniego okna transferowego.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - SC Freiburg (Niemcy) / wypożyczenie z opcją wykupu (3 miliony euro)
Długość kontraktu - wypożyczenie zostało zakończone 5 stycznia 2026 roku
Mecze (Minuty) - 10 (322 minuty)
Bramki - brak
Asysty - brak
Żółte kartki (Czerwone kartki) - brak
Liczba przyznanych - 1
Liczba przyznanych - 2
Ogólna ocena: 1/6

Antonio Čolak (napastnik)
Choć mało co zwiastowało, pod koniec letniego okna transferowego Legia musiała sprowadzić w swoje szeregi jeszcze jednego atakującego. Świetną formę w tym czasie prezentował Jean-Pierre Nsame, jednak napastnik doznał poważnej kontuzji. Władze stołecznej drużyny musiały reagować szybko. Ostatecznie przechwycono niedoszłego zawodnika Górnika Zabrze - Antonio Čolaka. Tym samym do Warszawy trafił napastnik, który nie zdobył gola od ponad 7 miesięcy, a w ostatnich dwóch sezonach spędził na boisku tylko nieco ponad 1200 minut. Mimo że miał być raczej jedynie rezerwowym, opcją zastępczą dla Milety Rajovicia, od startu można było mieć wrażenie, że jest to zbyt słaba opcja. Wszelkie obawy w zasadzie się potwierdziły, Colak czy wchodząc z ławki, czy dostając nieliczne szanse w pierwszym składzie, nie wprowadzał do zespołu wielkiej jakości, a pierwszego gola zdobył dopiero przy ostatniej okazji w rundzie jesiennej.
Ciężko mieć względem niego jakieś oczekiwania. Jeśli warszawski klub sprowadziłby kolejnego napastnika, Chorwat będzie zapewne dopiero trzecią opcją. Choć jego transfer był robiony z potrzeby chwili i Legia nie była do niego przygotowana, można było poszukać znacznie mocniejszej i lepszej opcji. Każda inna sytuacja niż taka, że Colak będzie pełnił marginalną rolę, będzie dla nas sporym zaskoczeniem.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - Spezia Calcio (Włochy) / brak kwoty odstępnego
Długość kontraktu - 31.05.2027
Mecze (Minuty) - 13 (474 minuty)
Bramki - 1
Asysty - brak
Żółte kartki (Czerwone kartki) - brak
Liczba przyznanych - brak
Liczba przyznanych - 6
Ogólna ocena: 1/6

Kacper Urbański (pomocnik)
Na sam koniec letniego okna stołeczna drużyna odpaliła prawdziwą bombę transferową. Do klubu trafił niespełna 21-letni reprezentant Polski, występujący w ostatnich latach regularnie w Serie A, z meczami na poziomie Ligi Mistrzów, szukający powrotu do dobrej formy - Kacper Urbański. Choć negocjacje były trudne, ostatecznie okazały się udane, a talent trafił do Legii za wręcz śmieszne pieniądze, jak na jego jakość. Nie wszyscy byli jednak przekonani do tego transferu, szczególnie trener Edward Iordanescu. Rumuński szkoleniowiec od początku robił pomocnikowi problemy z wejściem do pierwszego składu, choć było ono dodatkowo utrudnione przez braki kondycyjne Urbańskiego. Gdy reprezentant Polski był już gotowy do gry, Iordanescu wystawiał go na pozycji skrzydłowego. W końcu jednak nastąpił moment, kiedy pomocnik powrócił do swojego naturalnego ustawienia i od razu było znacznie lepiej. Urbański pokazywał, że jest jakościowym zawodnikiem, który może zrobić zdecydowaną różnicę. Z biegiem czasu coś jednak zaczęło gasnąć, forma pomocnika malała, a w jej utrzymaniu nie pozwalały mu także drobne problemy zdrowotne. Ostatecznie, na koniec rundy ani Legia, ani sam Urbański nie mogą być zadowoleni z tego, jak sprawy się potoczyły.
Jak na razie w Legii nie było większego pomysłu na Urbańskiego. Transfer był robiony na hurra, wywołał spore, pozytywne zaskoczenie, jednak do tej pory nie został poprowadzony w odpowiedni sposób. Pomocnik miał bardzo ciężki start, nie mógł odpowiednio odnaleźć się w drużynie i w zasadzie do końca rundy nie udało mu się pozbierać. Nie można jednak wszystkiego zrzucać na klub. Urbański także nie dowiózł do końca z formą. Czy wchodząc z ławki, czy wybiegając w podstawowym składzie, dawał impuls, jednak tylko w pojedynczych występach. Momentami można było odnieść wrażenie, że nie wkłada w grę pełni sił, ociąga się i wydaje mu się, że na poziomie Ekstraklasy wszystko pójdzie mu z łatwością. Liga jednak znacznie zmieniła się od jego wyjazdu, a sam status, bez odpowiedniego zaangażowania, nic nie daje. Urbański ma wszystko, by stać się piłkarskim liderem Legii i gwiazdą całej ligi. Musi jednak być poprowadzony w dobry sposób i dołożyć od siebie znacznie więcej, niż w pierwszych miesiącach w klubie. Tylko w taki sposób ponownie będzie w stanie zawojować polską piłkę i powrócić do zagranicznego futbolu, a Legii dać zarobić porządne pieniądze. Mamy nadzieję, że w drugim półroczu Urbański zdecydowanie się poprawi. Transfer Urbańskiego i tak jest najlepszym, jaki warszawski klub wykonał w letnim oknie.
Poprzedni klub/Przybliżony koszt transferu - Bologna FC (Włochy) / 700 tysięcy euro
Długość kontraktu - 30.06.2028
Mecze (Minuty) - 18 (984 minuty)
Bramki - 1
Asysty - 3
Żółte kartki (Czerwone kartki) - 2 (brak)
Liczba przyznanych - 4
Liczba przyznanych - 6
Ogólna ocena: 3/6

Podsumowanie wszystkich letnich transferów
Najlepszy transfer: Kacper Urbański
Największe pozytywne zaskoczenie: brak
Największe negatywne zaskoczenie: Mileta Rajović i Noah Weisshaupt
Transfer, który jeszcze może dać wiele: Henrique Arreiol
Transfer spisany na straty: Antonio Čolak
Najlepiej obsadzone pozycje w drużynie: środek pomocy
Najgorzej obsadzone pozycje w drużynie: napastnicy, skrzydłowi, bramkarze
Ogólna ocena letnich transferów: 1,5/6
