Niedawno udało nam się wyskoczyć na kilka dni do Włoch, gdzie udało się obejrzeć m.in. spotkanie Ligi Mistrzów pomiędzy Atalantą Bergamo i Baskami z Athleticu Bilbao. Przedstawiamy kibicowską relację z tego wyjazdu.
Atalanta znajdowała się przed meczem w TOP8 rozgrywek Ligi Mistrzów, ze sporymi szansami na bezpośredni awans do 1/8 finału. Baskowie z kolei walczyli o znalezienie się w gronie klubów, które będą w stanie awansować do fazy pucharowej. Jako że Bergamo nie jest zbyt wielkim miastem, tłumy kibiców z Bilbao widoczne były na każdym kroku. Policja przygotowała dla nich specjalne miejsce na jednym z placów, gdzie za płotem mogli skorzystać z punktów gastronomicznych. Co ciekawe, w zwykłych sklepach w dniu meczu sprzedaż alkoholu nie była prowadzona.
NSŚ: Atalanta Bergamo - Athletic Bilbao - Bodziach / 51 zdjęć
Baskowie w barwach klubowych widoczni byli we wszystkich knajpach, na skwerkach itp., zupełnie nieniepokojeni przez Włochów czy też policję. Przyjezdni otrzymali na ten mecz 1300 biletów i te rozeszły się dość szybko. Pozostali kibice Athleticu kupowali miejscówki w sektorach gospodarzy sąsiadujących z tymi przeznaczonymi dla przyjezdnych i wchodzili tam bez żadnych problemów w swoich barwach.
Stadion Atalanty, obecnie zwany oficjalnie New Balance Arena (wcześniej Gewiss Stadium), zmienił się diametralnie w ostatnich kilkunastu miesiącach. Przyznam, że po ostatniej wizycie w ogóle nie mogłem poznać tego obiektu. Dziś jest kryty, zadaszony, z zewnątrz posiadający elegancką elewację i może pomieścić ok. 25 tys. kibiców. Tego dnia o godzinie 21:00, o której rozpoczynał się mecz, wypełnił się w całości. Nieźle prezentował się młyn niebiesko-czarnych, udekorowany flagami na ile pozwala ogrodzenie i balkony. W centralnym punkcie zawisła flaga "Solo Atalanta" (tylko Atalanta), "Ultras", "Vecchia Guardia" (stara gwardia) oraz "Millenovecentosette" (1907). Zawisło także niewielkie płótno ich przyjaciół z Ternany. Ponadto Atalanta ma przyjacielskie relacje z Sampdorią oraz Eintrachtem. Przez całe spotkanie w młynie powiewało kilkanaście flag na kijach.
Na stadion przyszliśmy z buta, ale większość Włochów przyjeżdżało skuterami. Mają w okolicy kilka parkingów, część z nich krytych, właśnie na skutery i rowery. Przygotowano także programy meczowe (w mocno nietypowym formacie) - bezpłatne, które rzucono na ziemię w wielu miejscach. Chętni mogli się częstować. Wejście na trybuny przebiegało bardzo sprawnie, zero kontroli osobistej.

Na wyjście piłkarzy na drugiej trybunie za bramką, tej która sąsiaduje z sektorem gości, zaprezentowana została oprawa. Pośród foliowych chorągiewek w barwach (niebieskie i czarne) powiewały większe flagi na kijach i rozciągnięto transparent "Don't worry, be happy". Po drugiej stronie stadionu - we właściwym młynie - odpalono co nieco piro. Niestety, włoskim zwyczajem, race kładzione są na ziemi, więc dają one efekt o niebo gorszy od tego, jaki dawałyby, gdyby płonęły w naturalny sposób. Takie właśnie pokazy pirotechnicze miały miejsce kilka razy w trakcie meczu. Jeśli chodzi o doping - gospodarze pokazali się z dobrej strony - dopingowali przez cały mecz na równym poziomie, do czego początkowo na pewno zachęcała sytuacja na murawie. Atalanta wyszła na prowadzenie w 16. minucie i w I połowie wyraźnie dominowała. Właściwie powinna strzelić jeszcze ze dwie bramki...
Fani Athleticu Bilbao obecni w ok. 1500 osób (z czego 1300 w klatce) mieli dobre momenty wokalnie, ale w perspektywie całego spotkania, zupełnie nie wykorzystywali swojego potencjału. Fajnie pośpiewali przed meczem, później też im się to zdarzało, ale mieli długie momenty zamuły. Jako że siedzieliśmy nieopodal, widać było, że w ich sektorze było sporo pikników, ale przede wszystkim brak było organizacji. Chłopak z megafonem na dole sektora, który stał pośród kibiców na krzesełku, nie miał charyzmy, nie miał posłuchu... zupełnie nie radził sobie z rolą wodzireja. Na tyle, że w pewnym momencie drugiej połowy na pewien czas megafon przejęła jedna z dziewczyn.

Przyjezdnych bardziej od wspomnianych gniazdowych rozkręcili piłkarze, którzy po przerwie niespodziewanie odwrócili losy spotkania. Wyrównujący gol sprawił, że w klatce miało miejsce szaleństwo, piwo lało się strumieniami... A jeszcze większe wariactwo miało miejsce w 70. minucie po trafieniu Nico Serrano. Kiedy zaś kwadrans przed końcem klub z Bilbao strzelił trzecią bramkę, rozpoczęła się istna baskijska fiesta. W sektorze gości zapłonęła nawet jedna raca.

Atalanta podkręciła doping w końcówce, po golu kontaktowym w 88. minucie, licząc, że uda się jeszcze powalczyć o remis. Cały stadion przeżywał kolejne ataki swoich ulubieńców, ale mecz ostatecznie zakończył się ich porażką 2-3. Kibice z Bilbao świętowali wygraną, później musieli poczekać ok. 50 minut na opuszczenie stadionu. Na mieście ich śpiewy słychać było jeszcze w środku nocy.
NSŚ: Atalanta Bergamo - Athletic Bilbao - Bodziach / 51 zdjęć

