- Jesteśmy na miejscu spadkowym i z tego miejsca musimy się wydostać. Myślenie dziś o europejskich pucharach, gdy znajdujemy się w strefie spadkowej, byłoby naiwne. Trzeba realnie spojrzeć na sytuację. Liga jest bardzo wyrównana, każdy mecz to walka i im bliżej końca sezonu, tym będzie to walka o życie - powiedział po porażce z Koroną trener Legii, Marek Papszun.
- Przede wszystkim chciałbym podziękować naszym kibicom. Przy takiej pogodzie naprawdę należy im się ogromny szacunek za frekwencję i wsparcie. Niestety, my się dzisiaj nie spisaliśmy i nie daliśmy im powodów do radości. Przegrywamy u siebie i to jest najbardziej martwiące. W drugiej kolejności gratulacje dla Korony, bo wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz i dokładnie taki on był. Dla nas jednak ten wynik jest zdecydowanie niekorzystny.
Rzut karny i sytuacje Milety Rajovicia
- Mileta był wyznaczony jako pierwszy wykonawca rzutu karnego. Dobrze uderzał w treningach, a dodatkową intencją było to, żeby właśnie on tę bramkę zdobył i się przełamał. Ostateczna decyzja należała do niego. Zdecydował się podejść, niestety ten karny – podobnie jak dobitka – był nieudany. To jest jednak element kalkulacji ryzyka i takie sytuacje w piłce się zdarzają. To nie jest dla niego łatwy moment, ale ma moje pełne wsparcie. Uważam też, że zespół jako całość bardzo się dzisiaj starał i zagrał dobry mecz. Nie mam potrzeby wskazywać jednego zawodnika jako winnego porażki.
Kadra Legii i realia pracy w trakcie sezonu
- Przegląd kadry został przeprowadzony, natomiast dołączyłem do zespołu w trakcie sezonu. Ta drużyna była budowana pod grę na trzech frontach, jest w niej wielu zawodników i trzeba brać pod uwagę także kwestie finansowe. Na dziś pracuję z tymi piłkarzami, którzy są w kadrze, i wierzę, że razem jesteśmy w stanie wyjść z tej sytuacji.
Największe problemy: emocje i brak kontroli meczu
- Musimy pracować nad wszystkimi fazami gry, ale dziś największym problemem była kontrola emocji i konsekwencja w realizowaniu założeń. Tego w dużej mierze zabrakło. Po Koronie było widać, że to zespół doświadczony, obyty ze sobą, a my w wielu momentach graliśmy zbyt emocjonalnie. Mieliśmy dobre fragmenty, przewagę w posiadaniu piłki, więcej wejść w pole karne i strzałów, ale nie było poczucia, że ten mecz mamy pod pełną kontrolą. Korona przy każdym wyjściu potrafiła być groźna.
- To właśnie kontrola meczu jest dziś naszym największym wyzwaniem. Trzeba jednak oddać rywalowi, że był bardzo precyzyjny i jakościowy w ostatniej tercji boiska. My w tych momentach musimy pokazać więcej sprytu, jakości i przebiegłości – takiej, jaką zaprezentował Stępiński. Mieliśmy swoje sytuacje, ale brakowało chłodnej głowy. Emocje w piłce są ważne, ale w takich momentach trzeba nimi zarządzać.
Wsparcie kibiców i osobiste emocje
- Przyjęcie przez kibiców było dla mnie bardzo wzruszające. Jeszcze raz chciałbym im za to podziękować. Mogę obiecać jedno: zrobię wszystko, żeby tę drużynę dźwignąć. Może dziś nie było tego w pełni widać, ale zespołowi nie można odmówić zaangażowania i charakteru w ekstremalnych warunkach. Zespół przebiegł około 120 kilometrów, więc baza jest. Teraz musimy dołożyć więcej jakości piłkarskiej i taktycznej, żeby spełnić oczekiwania kibiców.
- Dla mnie to ogromne wyzwanie, ale także potężny impuls energetyczny. Mimo porażki jutro wstajemy i pracujemy dalej. Tego zapału na pewno mi nie zabraknie.
Mental, absencje i przebieg meczu
- Mental w sporcie jest kluczowy. Dziś dodatkowo zabrakło kilku ważnych zawodników. Były zmiany pozycji w trakcie meczu, wypadli nam skrzydłowi, a także zawodnicy istotni dla struktury zespołu. To miało wpływ na zarządzanie meczem, ale nie może być usprawiedliwieniem.
- Ten mecz cały czas układał się pod górkę. Zaczynamy dobrze, tracimy bramkę, potem karny do szatni na 1:1 – idealny moment, żeby się odbić. Po przerwie znów dobry początek, potem chwilowa utrata kontroli, przypadkowe straty, odbicia piłki. Strzelamy gola, wydaje się, że teraz pójdziemy za ciosem, a w 90. minucie tracimy banalną bramkę. Tak wyglądał dziś ten mecz – ciężko, opornie i przeciwko nam.
- Dodatkowo straciliśmy dwie bramki po kontynuacjach stałych fragmentów gry, a wiedzieliśmy, że Korona jest w tym bardzo mocna. Prawie 40 procent ich goli pochodzi właśnie z takich sytuacji. Byliśmy na to przygotowani, a mimo to dopuściliśmy do powtórki. To jest element wymagający natychmiastowej poprawy – odpowiedzialność i koncentracja w obronie, szczególnie po stałych fragmentach.
Napastnicy i możliwe wzmocnienia
- Presja na napastników jest duża i zdajemy sobie z tego sprawę. Oczekuje się od nich bramek, ale dziś uważam, że Rajović zagrał naprawdę dobry mecz. Po ludzku jest mi go szkoda, bo brakowało niewiele, by się przełamał. Potrzebuje jednej bramki i tego momentu, który odblokuje pewność siebie.
- Jeśli chodzi o ewentualne wzmocnienia, to sprowadzenie napastnika może dać nam większą elastyczność – chociażby możliwość gry dwoma napastnikami i zmianę struktury zespołu. To jednak nie wynika z braku wiary w obecnych zawodników. Trzeba też pamiętać, że nowy napastnik nie daje automatycznej gwarancji goli. Zespół musi kreować więcej sytuacji i częściej znajdować się w polu karnym.
Cele na teraz: utrzymanie, nie Europa
- Moje podejście się nie zmienia. Idziemy mecz po meczu. Dziś przegraliśmy, więc skupiamy się na kolejnym spotkaniu – wyjeździe do Arki, gdzie wygrała dotąd tylko jedna drużyna. To bardzo trudny teren.
- Jesteśmy na miejscu spadkowym i z tego miejsca musimy się wydostać. Myślenie dziś o europejskich pucharach, gdy znajdujemy się w strefie spadkowej, byłoby naiwne. Trzeba realnie spojrzeć na sytuację. Liga jest bardzo wyrównana, każdy mecz to walka i im bliżej końca sezonu, tym będzie to walka o życie.
- Zaangażowanie i wysiłek dziś były, ale to nie wystarczyło. Musimy wejść na jeszcze wyższy poziom – jakościowy, mentalny i organizacyjny. Jeśli tego nie zrobimy, nasza sytuacja się nie zmieni.

