W niezwykle mroźny niedzielny wieczór Legia Warszawa pod wodzą nowego trenera wróciła do rywalizacji ligowej po przerwie zimowej. Warunki atmosferyczne były ciężkie, a zdecydowanie lepiej poradziła sobie z nimi Korona Kielce, która pokonała "Wojskowych" przy Łazienkowskiej 2-1. W grze stołecznej drużyny nie było widać większych zmian względem poprzedniej rundy i jak zwykle popełniała ona proste błędy oraz nie wykorzystywała swoich szans. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy legionistom za pierwszy wiosenny mecz.
Bartosz Kapustka - Trzeba przyznać, że pomocnik był jednym z najbardziej zaangażowanych zawodników Legii w tym spotkaniu. Często operował z piłką w środku pola, starał się kreować ataki "Wojskowych" i przenosić ciężar gry do przodu. Wielokrotnie zabierał się z futbolówką środkową strefą boiska, połykając przestrzenie i przesuwając się z nią pod pole karne. Starał się szukać wolnych przestrzeni i licznymi próbami prostopadłych podań poszukiwał ofensywnych partnerów, choć nie przynosiło to większych korzyści. Kapustka próbował kilku strzałów z dystansu, choć większość z nich było blokowanych. W 76. minucie zdecydował się na wykonanie drugiego rzutu karnego dla Legii w tym meczu i pewnym strzałem w lewy róg i boczną siatkę pokazał Milecie Rajoviciowi, jak powinno się wykorzystywać takie okazje. Działał także pozytywnie w drugiej linii pressingu, naciskał rywali w środku pola, co pomogło mu w osiągnięciu 7 skutecznych odbiorów. Opuścił boisko w doliczonym czasie drugiej połowy.
Juergen Elitim - Kolumbijczyk może zaliczyć swój występ do częściowo udanych. Klasycznie, widać było jego jakość z piłką przy nodze. Był najaktywniejszym zawodnikiem stołecznego zespołu w kwestii rozegrania, właściwie zdecydowana większość akcji przechodziła przez jego nogi. Pomocnik nie miał też większych problemów z opanowaniem futbolówki przy słabym stanie murawy. Rozprowadzał grę do przodu, zaliczając 94-procentową skuteczność podań, również na połowie przeciwników. Wszystkie jego przerzuty okazały się skuteczne, a łącznie zanotował 4 kluczowe podania. Po jednym z takich podań między kilkoma zawodnikami Korony w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Arkadiusz Reca, który jednak był na minimalnym spalonym. W ataku Kolumbijczyk zachował się świetnie także w 75. minucie, gdy prostym zwodem ograł Simona Gustafsona, wbiegł w pole karne i został sfaulowany przez zawodnika Korony, wypracowując dla drużyny drugi rzut karny. Sporym minusem, który można zapisać na konto Elitima po tym meczu, były jego pojedynki z rywalami. Kolumbijczyk miał w nich połowiczną skuteczność, momentami zachowywał się nonszalancko, co prowadziło do prostych strat. Całościowo jednak nie można odmówić mu starań i chęci w osiągnięciu dobrego wyniku.
Kamil Piątkowski - Wyglądał na najbardziej skoncentrowanego i pewnego obrońcę Legii w tym spotkaniu. Przede wszystkim nie popełniał błędów, a zawodnikom Korony ciężko było przedostać się przez jego strefę boiska. Był bardzo skuteczny w pojedynkach z przeciwnikami - wygrał 4 z 6 starć naziemnych i nie miał sobie równych we wszystkich 7 pojedynkach o górne piłki. Był także najbardziej zaangażowanym spośród stoperów w kontekście budowania akcji pozycyjnych i wyprowadzania piłki. Szczególnie w drugiej połowie był rzucany po różnych pozycjach, bo od 56. minuty grał jako prawy wahadłowy, by na ostatnie 10 minut znów przenieść się do środka defensywy. Jako bardziej ofensywny zawodnik radził już sobie trochę gorzej, bo choć podłączał się do ataków, to nie zapewnił w nich większych konkretów i pokazał, że ta pozycja raczej nie jest dla niego.
Kacper Tobiasz - Golkiper wygrał zimą rywalizację o pierwszy skład i w spotkaniu z Koroną znalazł się w wyjściowej jedenastce. Bramkarz Legii miał w tym meczu lepsze i gorsze momenty. Na jego bramkę gracze Korony oddali trzy celne strzały, a Tobiasz poradził sobie tylko z jednym, wyciągając piłkę z siatki dwukrotnie. O ile przy pierwszym golu Mariusza Stępińskiego nie miał większych szans, tak wydaje się, że przy drugim mógł zachować się lepiej. Napastnik Korony oddał uderzenie z bliskiej odległości, a Tobiasz, jak przy wielu takich sytuacjach, był przyspawany do linii bramkowej. Gdyby golkiper wysunął się nieco wyżej, zareagował szybciej, mógłby mieć szansę na skuteczną interwencję, choć można to też zrzucić na karb zaskoczenia tym, że piłka w ogóle trafiła do atakującego gości. Pozytywne były jego reakcje przy górnych zagraniach graczy Korony. Tobiasz kilka razy dobrze wychodził poza własne pole karne i wybijał piłki. Choć w jednej takiej sytuacji nabił Antonina, został on wrzucony na minę przez Rafała Augustyniaka, a i tak zdołał naprawić swój błąd skutecznym powrotem i interwencją. Jakość jego wybić pozostawała wiele do życzenia, ale po jednym z nich Arkadiuszowi Recy udało się wyjść sam na sam z bramkarzem i wywalczyć rzut karny. Nie można uznać, by bramkarz przyczynił się do porażki zespołu.
Arkadiusz Reca - Mało pozytywów można przypisać lewemu wahadłowemu po tym meczu. Przede wszystkim po raz kolejny pokazał brak koncentracji w defensywie. Był zamieszany w stratę obu bramek - przy pierwszej swoim fatalnym ustawieniem łamał linię spalonego. Jeszcze gorsze zachowanie zaprezentował przy drugim trafieniu, gdy przegrał pojedynek z Mariuszem Stępińskim, dał się pokonać napastnikowi z łatwością i pozwolił mu uciec na wolną pozycję. Generalnie pozostawiał wiele wolnych przestrzeni na swojej flance, wielokrotnie zapominając o zadaniach defensywnych i nie powracając do obrony. W ataku również zabrakło mu konkretów, poza jednym wejściem za linię obrony Korony. W 42. minucie pokazał, że potrafi wykorzystać przestrzeń za plecami obrońców, ale minimalnie spalił akcję, jednak kilka chwil później dobrze wkleił się w momencie podania, ponownie wyszedł do sytuacji sam na sam i skutecznym dryblingiem wywalczył rzut karny. To jedyny pozytyw, który można mu zapisać. Nie można odmówić mu zaangażowania, częstego pokazywania się wysoko na lewej flance, ale wszystkie jego próby rajdów czy dośrodkowań były w pełni czytane przez defensorów Korony i zamiast korzyści, przyniosły aż 23 straty piłki.
Artur Jędrzejczyk - Weteran Legii rozpoczął rundę wiosenną w wyjściowym składzie, jednak nie spisał się szczególnie dobrze w meczu z Koroną. Miał problemy z ustawianiem się i trzymaniem krycia, co było widoczne szczególnie przy pierwszej straconej bramce. Jędrzejczyk źle ocenił sytuację i odpuścił ścisłe krycie Mariusza Stępińskiego, który wybiegł za jego plecy, odebrał górną piłkę i pewnym strzałem głową skierował ją do siatki. Doświadczony stoper dodatkowo był ustawiony plecami do napastnika, skupił się jedynie na piłce a nie atakującym, przez co nie był w stanie skutecznie zareagować na zagranie w jego kierunku i dogonić go. W 61. minucie także był bliski błędu w ustawieniu i złamania linii spalonego przy dośrodkowaniu do Stępińskiego, lecz ostatecznie napastnik był ustawiony minimalnie za obrońcą. W defensywie często był spóźniony i zostawiał zbyt wiele przestrzeni przeciwnikom. Pod koniec pierwszej połowy miał szansę w ofensywie, gdy dobrze wbiegł w pole karne i wyskoczył najwyżej przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale jego celne uderzenie głową nie zaskoczyło bramkarza Korony. Kapitan Legii został zmieniony w 83. minucie.
Radovan Pankov - Dla Serba był to pierwszy oficjalny występ od początku listopada. Było widać wahania jego dyspozycji, co przyczyniło się do straty dwóch bramek. Miał trudności z odnalezieniem właściwego rytmu gry. Często reagował z opóźnieniem na ruchy rywali, a jego ustawienie względem partnerów z linii obrony bywało niespójne. Szczególnie uwidoczniło się to przy pierwszej straconej bramce, przy której Pankov nie potrafił zdecydować czy przykryć przeciwnika, czy łapać go w pułapkę ofsajdową. Ostatecznie wyszło tak, że obrońca dał się zarówno wyprzedzić atakującemu, jak i złamał linię spalonego. Podobnie było w 81. minucie, kiedy doskoczył do znajdującego się w polu karnym Konrada Matuszewskiego, ale dwukrotnie pozwolił mu na oddanie strzału w obramowanie bramki. To właśnie zdecydowania i większej agresji w poczynaniach obronnych najbardziej brakowało Serbowi w tym meczu. Pankov był nieco bardziej aktywny w rozegraniu, wychodził wyżej poza własną połowę, ale to nie zmienia całościowego, słabego oblicza jego występu.
Petar Stojanović - Wobec kontuzji Pawła Wszołka, to Słoweniec wystąpił przeciwko Koronie na prawym wahadle. Jego występ był jednak bezbarwny. W ofensywie był bezproduktywny. Choć podłączał się wysoko, nie zapewniał żadnych konkretów, a gdy dostawał piłkę, jedynym jego pomysłem było wycofanie jej. Podobnie jak Arkadiusz Reca, zapominał o swoich zadaniach defensywnych. Często brakowało jego asekuracji, co pozostawiało dużo wolnej przestrzeni dla Korony do ataków lewą flanką. Gdy już był ustawiony niżej, miał widoczne problemy z kryciem - z łatwością dawał się wyprzedzać przeciwnikom i przegrywał pojedynki z nimi. Całościowo jego występ można określić jako bierny i bez większego wkładu. Opuścił murawę w 56. minucie.
Mileta Rajović - Nadzieje na poprawę formy napastnika po przerwie zimowej, szczególnie strzeleckiej, były niestety złudne. Choć dochodził do sytuacji, łącznie pięciokrotnie, znów nie potrafił ich skutecznie domknąć. Nie tyle brakowało mu celności, bo oddał cztery celne strzały, co mocy i zdecydowania. Najlepszym podsumowaniem jego formy strzeleckiej były sytuacje z 45. minuty. Duńczyk podszedł do wykonania rzutu karnego i zrobił to w najgorszy możliwy sposób - po ziemi, zbyt lekko i bliżej środka niż boku bramki - idealnie do obrony dla bramkarza. Los dał mu jednak szansę, bramkarz odbił piłkę przed siebie, co pozwoliło dopaść atakującemu do dobitki. Jej wykonanie było jednak jeszcze gorsze, niż to sprzed kilku sekund. Rajović chyba podpalił się, chciał jak najmocniej wbić futbolówkę do siatki, ale zamiast czysto w nią, kopnął w murawę i ostatecznie posłał piłkę prosto w nogi golkipera. Jeśli nie w takiej sytuacji, to kiedy Duńczyk da radę się przełamać? Trener Papszun po meczu ocenił jego występ pozytywnie, choć my nie dostrzegamy szczególnie wielu plusów. W pressingu był najbardziej biernym ofensywnym zawodnikiem, w pojedynkach z przeciwnikami miał połowiczną skuteczność, a wykończenie, jak zawsze, lepiej przemilczeć. Mecz z Koroną był kolejnym, w którym ciężko i z żalem patrzyło się na tego zawodnika.
Wahan Biczachczjan - Ormianin wygrał rywalizację na prawej stronie ofensywy i w spotkaniu z Koroną został desygnowany do pierwszego składu. Klasycznie jednak jego występ wyglądał tak, jakby grał bardziej na swoje konto, niż drużyny. Gdy dostawał piłkę, najczęściej decydował się na indywidualne rajdy, z głową opuszczoną w dół, na urwanie karku. W pierwszych minutach meczu zaskakiwał tym defensorów Korony, przez co był często faulowany, lecz z minuty na minutę obrońcy coraz łatwiej odczytywali jego zamiary i wygrywali pojedynki ze skrzydłowym. Ostatecznie, co czwarty jego kontakt z piłką kończył się stratą posiadania. Próbował wykończyć swoje akcje strzałami z dystansu, ale był blokowany. Przez swój indywidualizm Biczachczjan nie zapewniał zespołowi praktycznie żadnych korzyści, a wręcz irytował. Został zmieniony w 83. minucie.
Kacper Urbański - Utalentowany pomocnik miał być największym wygranym zimowego okresu przygotowawczego i liczyliśmy, że udowodni to już w starciu z Koroną. W pierwszych minutach rzeczywiście był aktywny. Pokazywał się na lewej flance i próbował przyspieszać ofensywne poczynania na tej flance. Z czasem jednak całkowicie zniknął i przestał angażować się w grę. Grał na pół gwizdka zarówno w budowaniu ataków, jak i w walce o odzyskanie futbolówki w wysokim pressingu. Nie można nic więcej dodać, jak to, że Urbański po prostu po raz kolejny zawiódł. Ofensywny pomocnik nie wybiegł już na murawę po przerwie.
Zmiennicy
Antonio Čolak, Patryk Kun, Jakub Żewłakow - Polacy pojawili się na murawie w 83. minucie, natomiast Chorwat na początku doliczonego czasu drugiej połowy. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.
Ermal Krasniqi - Pojawił się na boisku w drugiej połowie za Kacpra Urbańskiego. Wniósł do gry zespołu więcej aktywności, pokazywał się na lewej stronie, ale nie przynosiło to żadnych korzyści i konkretów. Kosowianinowi nie brakowało odwagi i zabierania się z piłką, jednak obrońcy z prostotą oceniali to, co skrzydłowy chce zrobić i powstrzymywali go. Choć zagrał tylko przez 45 minut, zaliczył aż 13 strat piłki. Pod presją często decydował się na dośrodkowania, którym brakowało adresatów i były wręcz bezsensowne. Krasniqi dał słabą zmianę i nie wniósł żadnej energii do ofensywy Legii.
Rafał Augustyniak - Wszedł na murawę w 56. minucie, by jako obrońca pomóc łączyć defensywę z bardziej odważną grą. Dawno nie widzieliśmy jednak aż tak słabej zmiany. Miał splątane nogi, popełniał proste błędy i mało co mu wychodziło. W obronie nie trzymał koncentracji, a szczególnym potwierdzeniem tego było jego zachowanie z 63. minuty. Najpierw Augustyniak wrzucił na minę Kacpra Tobiasza, odpuszczając pogoń za Antoninem. Po błędzie bramkarz miał piłkę pod kontrolą, którą powinien jak najszybciej wyekspediować jak najdalej, jednak zdecydował się na niepotrzebny drybling, co przyczyniło się do prostej straty tuż przy polu karnym i ogromnego zagrożenia. To jego przegrany pojedynek rozpoczął także akcję, po której podwójną szansę na bramkę miał Konrad Matuszewski. Był także fatalny w kwestii rozegrania i prób dalekich podań, które w większości lądowały na autach bądź padały łupem przeciwników. Jego wejście na murawę zamiast spokoju i stabilizacji, wprowadziło mnóstwo spustoszenia w poczynania zespołu.

