- Kilka słów to zdecydowanie za mało, żeby podsumować to spotkanie. To był mecz bardzo szalony. Z jednej strony mieliśmy go pod kontrolą, graliśmy nieźle, tworzyliśmy sytuacje. Z drugiej – znów straciliśmy bramkę po stałym fragmencie gry. Potem pojawiły się kolejne dwie sytuacje Arki, także po naszych stałych fragmentach, padła druga bramka i wydawało się, że jest po nas - powiedział trener Legii, Marek Papszun.
- W tym trudnym momencie zespół pokazał jednak duży charakter. Wiele razy zarzucano tej drużynie, że tego charakteru brakuje, że traci bramki w końcówkach. Tym razem było odwrotnie – strzeliliśmy dwie bramki i uratowaliśmy cenny remis. Obie po stałych fragmentach gry. Gdybyśmy ten mecz przegrali, byłoby u nas ogromne rozczarowanie. W tej sytuacji musimy ten punkt przyjąć. Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni, ale biorąc pod uwagę przebieg spotkania, można spojrzeć na to z umiarkowanym optymizmem.
Trudny teren i jakość rywala
- To był dobry mecz w naszym wykonaniu, szczególnie biorąc pod uwagę stan boiska i klasę przeciwnika. Arka jest zespołem bardzo dobrze zorganizowanym, przygotowanym przez Dawida Szwargę, który pracuje tutaj już dłuższy czas. Widać, że to drużyna stanowiąca jedność, bardzo dobrze mentalnie nastawiona. To był pierwszy mecz w Gdyni przy takiej publiczności, a wiemy, jak trudny to teren – z tego co pamiętam, wygrał tu tylko Raków Częstochowa.- Jeśli chodzi o ustawienie Arki, byliśmy przygotowani zarówno na 3-5-2, jak i 3-4-3. Zawodnicy dostali jasną informację i to nie było dla nas problemem. To element gry i pewne szachy taktyczne, które Dawid stosował już wcześniej. Dla nas nie miało to kluczowego znaczenia w przebiegu meczu.
Młodzież, zmiany i problemy zdrowotne
- Cieszę się, że zespół pociągnęła młodzież. Wprowadziłem Samuela Kováčika – debiutanta – w bardzo trudnym momencie, podobnie jak Jakuba Żewłakowa czy Wojciecha Urbańskiego, wychowanków Legii, i oni to udźwignęli. To pokazuje, że byli na tyle przygotowani, by pomóc drużynie, zwłaszcza że znów pojawiły się problemy zdrowotne.
- Powrót Pawła Wszołka i konieczność zmiany powrotnej mocno skomplikowały zarządzanie meczem. Miałem w głowie inne zmiany i inny sposób prowadzenia zespołu, ale sytuacja nas do tego nie dopuściła. Musieliśmy przejść na inny system gry.
Drugi napastnik i rola rezerwowych
- Wprowadzenie drugiego napastnika zdało egzamin. To było coś, co wcześniej wypracowaliśmy. Szczególnie chcę podkreślić postawę Colaka. Jego podejście jako rezerwowego jest kapitalne – codziennie dobre nastawienie, profesjonalizm. Dzisiaj życie oddało mu to, co wkłada na co dzień w pracę. Mógł czuć rozczarowanie po poprzednim meczu, mógł mieć pretensje, a mimo to był gotowy. Wszedł w końcówce i nam pomógł.
- To bardzo ważne, bo w ostatnim meczu miałem zastrzeżenia do zmian – wtedy tylko jedna była dobra. Dzisiaj było zupełnie odwrotnie. Zawodnicy z ławki uratowali nam mecz.
Wszołek i sytuacja kadrowa
- Trudno na ten moment powiedzieć coś więcej o Pawle Wszołku bez pogłębionej diagnostyki. Odnowił się problem z mięśniem dwugłowym, co jest dla nas bardzo martwiące. Dwaj podstawowi skrzydłowi są poza grą – Ruben Vinagre wypadł jeszcze przed rozgrywkami, Paweł długo się leczył. Czekaliśmy na niego, wszedł i od razu dał jakość, stworzył zagrożenie, ale znów musiał zejść. Prawdopodobnie będziemy musieli radzić sobie bez niego.
Mental i znaczenie remisu
- Wszyscy wiemy, w jakim klubie pracuję – tutaj oczekuje się wyłącznie zwycięstw. Ale trzeba patrzeć racjonalnie na moment, w którym jesteśmy, na nasze możliwości i stan mentalny zespołu. Przegrana dziś bardzo by to wszystko pogorszyła. Mental w piłce jest kluczowy.
- Taki remis, po odwróceniu losów meczu, może włożyć w ten zespół większą wiarę. Ci chłopcy naprawdę bardzo dobrze pracują. Gdybyśmy dziś przegrali, byłoby to dla mnie niesprawiedliwe. Widać u niektórych lekki mentalny hamulec, ale to nie wynika z braku chęci – wręcz przeciwnie, z nadmiernej chęci pomocy i pokazania się. A gdy nie wychodzi, głowa potrafi pójść w dół.
Stałe fragmenty – problem do rozwiązania
- Dużo pracujemy nad stałymi fragmentami gry, zarówno w teorii, jak i w praktyce. Poświęciliśmy na to sporo czasu, a mimo to znów straciliśmy bramkę. Trzeba jednak oddać jakość przeciwnikowi – dośrodkowania Kerka były najwyższej klasy. Arka słynie z dobrych rozwiązań przy stałych fragmentach, znam też warsztat Rafała Figla.
Martwią mnie jednak dwie sytuacje stworzone przez Arkę po naszych stałych fragmentach. Tu musimy być lepsi – asekuracja, zabezpieczenie, czasem po prostu przerwanie akcji. To są proste rzeczy, które musimy poprawić. Pozostaje analiza i dalsza praca.
Relacja z Dawidem Szwargą i jego warsztat
- Z Dawidem mamy szczególną relację – pracowaliśmy razem i osiągaliśmy sukcesy. Już kawa była przed meczem. Jeśli chodzi o jego warsztat, to w zakresie rozumienia piłki, wpływu na zespół, przekazu informacji i strategii gry jest to absolutna czołówka w Polsce. Dawid bardzo się rozwija, potrafi wyciągać wnioski i dostosowywać swoją wizję do możliwości piłkarzy, co jest kluczowe.
- Dziś po Arce widać było pragmatyzm i bardzo dobrą organizację. Poza stałymi fragmentami i fazami przejściowymi byliśmy dobrze zorganizowani defensywnie i Arka nie miała wielu sytuacji. To nie jest przypadek – już wcześniej było widać rękę trenera, także w meczach domowych i sparingach.

