Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii): Dziękuję drużynie za ten mecz. W 1. czy 2. minucie był rzut karny, który został odwołany, potem padła fantastyczna bramka, przy drugim trafieniu to była świetna akcja całego zespołu.
Mieliśmy wynik 2-0. Pierwsza połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu. Wiedzieliśmy, że to będzie kluczowe, żeby od pierwszych minut wejść na bardzo dobry poziom i ustawić ten mecz. Wydawało się, że tak było, ale straciliśmy bramkę do szatni, co nam utrudniło zarządzanie wynikiem w drugiej połowie. Legii natomiast dała ona tlen, złapali kontakt. W drugiej połowie straciliśmy kontrolę nad meczem, Legia stwarzała zagrożenie po dośrodkowaniach i stałych fragmentach gry. Nie udało nam się uch odpowiednio wybronić i dowieźć zwycięstwa.
Nigdy nie będziemy używać tego jako wymówki, ale graliśmy w czwartek bardzo ciężkie, ważne spotkanie. Mecz z Legią wypadł akurat po heroicznym czwartkowym boju, ale to, co tam przeżyliśmy, te emocje na koniec, niech każdy sam sobie zestawi, czy było warto i czy to się opłaca. Nie zawsze warto to, co się opłaca i nie zawsze się opłaca to, co warto. To też są emocje, pasja i takie wartości chcemy pokazywać na boisku nie tylko naszym kibicom, ale całej Polsce. Nie szukamy wymówek, nigdy nie będziemy tego robić, ale nie możemy też udawać, że czwartkowego meczu nie było, 120 minut na takim poziomie i takiej intensywności. Pytanie, czy gdybyśmy szybko nie strzelili tych dwóch bramek, w ogóle moglibyśmy dziś mówić o punkcie. Jako trener chcę wygrać wszystko, ale biorąc pod uwagę szerszy kontekst, nie mam uwag do zawodników, co do ich zaangażowania. Dali z siebie tyle, ile mogli. To nie są roboty. Mają prawo czasami nie dać rady, ja jestem po to, żeby ich wspierać, żebyśmy cieszyli się na koniec.
Dziś graliśmy z rywalem, który stawia na grę bezpośrednią, wykorzystuje fizyczność swoich zawodników, stawia na dośrodkowania i stałe fragmenty. Wiedzieliśmy o tym i próbowaliśmy coś z tym zrobić. Musimy się bronić kontrolą przez pressing, graniem proaktywnym, ale czasem jest to trudne i mecz sprowadza się do gry fizycznej i stałych fragmentów.
Dziękuję i gratuluję naszym kibicom. Już wczoraj widziałem, że szykują oprawę na mecz. Widzę, ile poświęcenia wkładają dla drużyny, jeżdżą po całej Europie. Doceniam poziom opraw, zaangażowanie, poświęcenie czasu prywatnego, który mogliby spędzić z rodzinami. Cieszę się, że nie tylko drużyna się rozwija piłkarsko, ale na trybunach dzieją się wspaniałe rzeczy. Za to dziękuję i gratuluję. Oprawa była tak imponująca, że nawet jakby ktoś nie chciał się na tym skupiać, to i tak zerknął.

