W tym sezonie najdalszy ligowy wyjazd wypadł nam w poniedziałek Wielkanocny. Świętowanie z rodziną trzeba więc było nieco skrócić, bo tego dnia potrzebowała nas Legia. Legijna brać ruszyła na Pomorze Zachodnie w 711 osób. W trakcie spotkania oczywiście nie brakowało licznych bluzgów z obu stron - o przyjaźni obu ekip już chyba nikt nie pamięta. Nas najbardziej cieszy, że piłkarze w końcu wygrali, dając nadzieję na utrzymanie. Choć droga do tego cały czas jest długa i kręta.
Podróż do Szczecina pociągiem specjalnym została skrócona znacznie względem ostatnich naszych podróży do tego miasta. Zamiast siedmiu godzin, tym razem pociąg jechał poniżej 5h. Wyjazd mieliśmy zaplanowany przed 10:30 z dworca Warszawa Gdańska. Jako że mecz rozgrywany był w Lany Poniedziałek, nie brakowało osób, które postanowiły uskutecznić tradycję i zaopatrzeni w pistolety na wodę toczyli wojny śmigusowe. Oczywiście nie brakowało okazjonalnych przyśpiewek, wszak podróże z kumplami zawsze sprzyjają twórczości. Także tym razem powstały nowe pieśni pod adresem Pogoni, a numerem jeden spośród nich była ta na melodię "Jak minął dzień" Krzysztofa Krawczyka.
Nasz pociąg o godzinie 15:15 dotarł do stacji Szczecin Główny. Ostatnie nasze podróże kończyliśmy na przystadionowej stacji PKP - Pogodno, ale obecnie jest ona remontowana. Pod stadion dojechaliśmy paroma podstawionymi autobusami. Ci, którzy przyjechali samochodami, byli solidnie kontrolowani - zarówno pod względem dokumentów pojazdu, jak i zawartości bagażników. Policja w Szczecinie od dawna jest mocno popier...... Przed bramami jak zwykle mnóstwo osób trafiało na kontrolę osobistą, gdzie na siłę szukano wydumanych problemów.
To co po wejściu na teren stadionu rzucało się w oczy, to okratowane stoiska cateringowe. Te dotychczas wyróżniały stadion Pogoni ze względu na ich otwarty charakter. Niestety w Szczecinie zdecydowano się oba punkty szczelnie okratować i dziś nie różnią się one zbytnio od wszystkich, które można znaleźć na innych stadionach w naszym kraju. Menu, którym wcześniej wyróżniał się ten stadion, także zostało zastąpione typowo stadionowym asortymentem - tj. hot-dog i kiełba w bułce. Kiedy zajęliśmy miejsca na sektorze, po stronie gospodarzy było jeszcze pusto. Piknikowa część widowni zaczęła nas witać okrzykami "Pierwsza liga, pierwsza liga". Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz. Ta sama publika już 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry ruszyła do wyjść.

W klatce wywiesiliśmy 4 flagi - Legia (na dole), Legia Warszawa, Mocno Legia (po bokach) oraz Szczecinek (na górze). Zawisł także transparent "Chraniuk, Zahorek trzymajcie się bracia!". Jeszcze przed rozpoczęciem meczu miały miejsce wymiany uprzejmości. Stadion wypełnił się do ostatniego miejsca, młyn "Portowców" był wypełniony szczelnie (w nim m.in. zgodowa flaga z Feyenoordem - "Friendship"), ale późne rozwieszenie oflagowania przez MKS - jak się okazało - nie miało nic wspólnego z prezentowaniem oprawy. Na płocie Pogoni zadebiutowało płótno "Zero tituli".
W pierwszej połowie mecz prowadzony był pod dyktando legionistów, ale na pierwszą bramkę trzeba było dość długo czekać. Wcześniej, kiedy "pozdrawialiśmy" Pogoń i jej zgody, ze stadionowego nagłośnienia dochodził wkur...cy głos, nawołujący do kulturalnego dopingu. Jak można się domyślić, przynosiło to efekt zgoła odmienny. "Paprykarze, ch... wam w twarze", "Nie podam dłoni, szczecińskiej k... Pogoni" oraz "Pier... cię szczeciński psie" - skandowaliśmy nie raz. Bluzgi pojawiły się pod adresem Ruchu, Wisły, Widzewa oraz Elany ("Z ch... śmietana to jest toruńska Elana"). Najdłużej i najczęściej w naszym repertuarze poświęconym miejscowym, pojawiała się przyśpiewka "Pogoń to faja, Widzewowi liże jaja". Oczywiście miejscowi nie pozostawali dłużni. Postronni obserwatorzy raczej nie uwierzyliby, że jeszcze paręnaście lat temu, fani obu klubów żyli ze sobą w zgodzie. Ale zgodnie z hasłem "Szacunek miałaś, lecz Żydom d... sprzedałaś?" - taki ruch szczecinian nie mógł przejść w naszym gronie obojętnie.

Doping w pierwszej połowie stał na słabszym poziomie aniżeli po przerwie. Na pewno poziom decybeli wzrósł w 32. minucie, kiedy wyszydzany dotychczas Rajović uderzył prosto w bramkarza Pogoni, ale Cojocaru interweniował tak nieudolnie, że piłka wturlała się do bramki. Nieistotne jak padł gol - najważniejsze, że wyszliśmy na prowadzenie, szczególnie w spotkaniu z rywalem bezpośrednio zaangażowanym w walkę o ligowy byt. Nie mielibyśmy nic przeciwko, aby Pogoń kolejne mecze przyjaźni z Widzewem, Wisłą i Ruchem rozgrywała w I lidze. Legioniści skandowali także trochę antypolicyjnych pieśni. Było "Zawsze i wszędzie...", "Pozdrowienia do więzienia", a także przyśpiewka pod adresem sprzedajnej i bezdomnej k... - Haniora.
Po przerwie nasz doping przybrał na sile. Na pewno podziałała reprymenda Kamila odnośnie naszego zaangażowania wokalnego. A do tego piłkarze w jednej z pierwszych akcji drugiej części spotkania strzelili drugiego gola. Najlepiej wychodziły nam "Gdybym jeszcze raz...", a także "Hit z Wiednia". Szczególnie ten śpiewany bez koszulek, kiedy chwyciliśmy w dłonie koszulki i machaliśmy nimi nad głowami. Było głośno, było radośnie, a w zupełnie innych nastrojach byli gospodarze. Ci od 82. minuty ruszyli do bram wyjściowych i zaczęli opuszczać stadion nie wierząc już w korzystny wynik. Wcześnie, szczególnie, że sędzia doliczył aż 9 minut. I tyle czasu dłużej trzeba było zdzierać gardła i drżeć o utrzymanie korzystnego wyniku. "Tak to już bywa, Legia z k... wygrywa" - śpiewaliśmy kiedy arbiter zakończył spotkanie. W kierunku naszych graczy skandowaliśmy jedynie "Walczyć, trenować, Warszawa musi panować" oraz nagrodziliśmy ich oklaskami. Jak zwykle wielkie brawa dla naszego FC ze Szczecinka. Ludzie Wierni Barwom, pomimo dzielących ich kilometrów od Warszawy, od lat pielęgnują miłość do najwspanialszego klubu na świecie.

Paprykarze szybko opuścili stadion. My czekaliśmy na otwarcie bram ok. 45 minut, po czym zapakowaliśmy się do autobusów, które miały nas zawieźć na dworzec. Drugi z autobusów miał jednak niemałe problemy. Najpierw nie mógł wykonać odpowiedniego manewru, by złamać się w bramie, potem wydawało się, że przez obciążenie w ogóle szlag go trafił... Postanowiono wypuścić wszystkich kibiców z feralnego pojazdu, a kiedy kierowca w końcu wymanewrował (a trochę czasu mu to zajęło), można było dalej jechać w kierunku dworca głównego. W tym czasie autobus, który ruszył jako pierwszy, przez 10 minut blokował jedno ze szczecińskich skrzyżowań. Na dworcu czekał już na nas "specjal", którym w doskonałych nastrojach ruszyliśmy w kierunku stolicy. Podróż powrotna, w końcu w dobrych nastrojach, trwała 4h45 min. Świetny czas jak na wyjazd do Szczecina, dzięki czemu we wtorek można było pójść do pracy po paru godzinach snu. Przed drugą w nocy dotarliśmy do Warszawy Gdańskiej. Była to pierwsza wyjazdowa wygrana Legii od... lipca zeszłego roku, kiedy trzy punkty zainkasowaliśmy w Kielcach. Kto by pomyślał, że będziemy cieszyć się z takich rzeczy...
Przed nami dwa domowe mecze - najpierw w sobotę z Górnikiem, a następnie w piątek z Zagłębiem Lubin.
Frekwencja: 20 602
Kibiców gości: 711
Flagi gości: 4
Autor: Bodziach

