- Za kilka dni Pol-Mot Holding SA przestanie być właścicielem większościowego pakietu akcji Legii SSA. Czy od tego momentu, patrząc z punktu widzenia interesów holdingu, będzie Pan już spał spokojnie?
- Niestety nie. Przecież w wyniku inwestycji w Legii straciłem bardzo dużo pieniędzy. Teraz czekam na posiedzenie Rady Nadzorczej, na którym usłyszę pewnie kilka cierpkich słów pod moim adresem. Oczywiście mam przygotowaną linię obrony na tę okoliczność.
- Na czym będzie Pan opierał swoją obronę?
- Przede wszystkim na tym, że właścicielem większościowego pakietu akcji Legii zostałem w niezbyt szczęśliwych okolicznościach. Wówczas Rada Nadzorcza holdingu zaakceptowała tę decyzję. Już w naszych poprzednich rozmowach ujawniłem kulisy tej transakcji, więc myślę, że nie ma sensu tego powtarzać.
- Kiedy nastąpi podpisanie umowy sprzedaży akcji na rzecz ITI?
- 8 kwietnia. Tego właśnie dnia przypieczętujemy ostatecznie transakcję.
- A co Pańskim zdaniem by się stało z Legią, gdyby grupa ITI wycofała się z tej transakcji?
- Czy ktoś w to uwierzy, czy też nie, to prawda jest taka, że mieliśmy dwóch bardzo poważnych kandydatów na miejsce ITI. Oczywiście w takiej sytuacji cała sprawa by się nieco opóźniła i istniałoby ryzyko, że nie moglibyśmy szybko spłacić zaległości i ze wstydem musielibyśmy patrzeć drużynie w oczy.
- Kiedyś wspominał Pan o planie awaryjnym na wypadek niewypowiedzenia transakcji z ITI. Czy miał o polegać właśnie na znalezieniu innego inwestora?
- Tak. O innym nie mogło być mowy. Pol-Motu nie byłoby stać na oddłużenie klubu do poziomu zapewniającego należyte funkcjonowanie. Nie mogę zdradzić, jakie firmy mieliśmy w odwodzie na wypadek fiaska z rozmów z ITI i dziś nie ma to już znaczenia. Ale z całą pewnością takich potencjalnych kontrahentów mieliśmy.
- Z pewnością dokonał Pan już jakiegoś wstępnego podsumowania ostatnich lat, w których Pańska firma była właścicielem Legii. Co zaliczyłby Pan do sukcesów, a co zapisał na konto swoich porażek?
- Zacznę może od tych mniej przyjemnych spraw. Nie chcę, aby znowu ktoś pomyślał, że czepiam się pana Miklasa, ale przyznaję, iż moim błędem było to, że go nie kontrolowałem. Wydawało mi się, że mimo młodego wieku jest on człowiekiem, który posiada większą wyobraźnię, ale niestety tak nie było. Gdybym dwa lata temu sprawdził, czy wpływy do klubu będą na tyle duże, aby zbilansować wydatek na tę nieszczęsną premię za mistrzostwo dla piłkarzy, to już dużo wcześniej mielibyśmy zrównoważony budżet.
Natomiast jeżeli chodzi o sukcesy, to są one dziełem nie tylko moim, ale całego sztabu ludzi, do którego należy zaliczyć między innymi prezesa Trylnika czy trenera Dragomira Okukę. Zresztą to właśnie zatrudnienie Okuki uważam za swój największy sukces. Pojawienie się Okuki w Legii spowodowało wyłom w piłkarskim światku naszego kraju. Decydując się na ten krok, wiedziałem, że musi to doprowadzić między innymi do tego, że skończą się rządy drużyny nad wszystkimi w klubie. Było to z mojej strony absolutnie świadome działanie. Proszę nie zapominać, ze wcześniej Pol-Mot posiadał 40 procent akcji Legii i co prawda był biernym akcjonariuszem, ale dokładnie obserwowałem poczynania Daewoo. Pamiętam moment, w którym wystąpił problem mianowania nowego trenera i wówczas ja osobiście namówiłem Koreańczyków, aby tę funkcję powierzyć Darkowi Kubickiemu, i to wbrew opinii publicznej. W kolejce, jak pamiętacie, czekał już wówczas Franciszek Smuda. Pierwsze podejście Kubickiego zakończyło się niepowodzeniem i wtedy zdecydowano, że jednak Smuda. Ale Koreańczycy kurtuazyjnie poprosili, abym tę kandydaturę poparł. Spotkalem się wówczas z panem Smudą i powiedziałem mu, że skoro zdobył trzy mistrzostwa Polski, to znaczy, że jest najlepszy i nie ma co nad tym dyskutować. Natomiast zwróciłem mu też uwagę na to, że sporo ludzi twierdzi, iż jego warsztat pozostawia wiele do życzenia. Zaproponowałem mu wówczas, że poprę jego kandydaturę, jeżeli na asystenta weźmie Kubickiego. Nie zgodził się, Koreańczycy powołali go bez naszego poparcia, a Smuda stał się moim śmiertelnym wrogiem [śmiech].
Dlatego później, kiedy przyszedł czas kryzysu w Daewoo i wpadliśmy jak śliwka w kompot, to postanowiłem zatrudnić trenera niezwiązanego z polską piłkę. Polecono mi panów Liczkę i Okukę, więc mając zamiłowanie do Bałkanów, wybrałem tego drugiego. Mimo, że Okuce przeciwni byli ludzie z CWKS Legia. Okuka wybrał sobie trzech zawodników i tak się zaczęło, choć pamiętacie, pięć spotkanie z rzędu Legia przegrała i dopiero w Chorzowie nastąpiło przełamanie.
- A dlaczego Pańskim zdaniem Legia pod rzędami Daewoo nie odnosiła znaczących sukcesów?
- Przede wszystkim dlatego, że nastąpił kryzys w samym Daewoo. Poza tym Koreańczycy myśleli, że wystarczy dać pieniądze i one zapewnią już wyniki. Mieli specyficzny system zarządzania, sprowadzili na Łazienkowską między innymi niemal cały dział marketingu. Każdy, kto zna środowisko piłkarskie, wie, że pieniądze są ważne, ale nie tylko one decydują. Włodarze Daewoo nie potrafili tego zrozumieć. Kupili wówczas bardzo drogich zawodników, a konsekwencje tego odczuwamy do dzisiaj. Najlepszym wówczas miejscem osiągniętym na końcu rozgrywek było drugie, które w tamtej sytuacji było porażką. Disiaj, przy trudnej sytuacji finansowej, na półmetku wywalczyliśmy trzecie miejsce, a co ważniejsze, jesteśmy w półfinale Pucharu Polski. Tak więc nie tylko pieniądze są istotne w futbolu.
- Czy myśli Pan, że ITI może w jakimś stopniu powielić błędy popełnione przez Daewoo?
- Jestem przekonany, że nie. Oni mają plan systematycznej i spokojnej budowy zespołu, bez wydawania krociowych sum na piłkarzy. Jestem przekonany, że to dobra droga.
- Większość kibiców ma do Pana żal o to, że sprzedał Pan Stanko Svitlicę do Hannoveru 96.
- Zacznijmy od tego, jakich znaczących zawodników pozyskaliśmy za naszej kadencji. Svitlica, Vuković, Surma, Saganowski, Dudek, Krzyształowicz, Choto, Garcia, Sokołowski II i Włodarczyk. Po stronie strat na pewno musimy zapisać Karwana, Murawskiego, Mięciela i Kucharskiego. Jeśli zaś chodzi o Stanko, to jestem przekonany, że jego odejście niekoniecznie oznaczało osłabienie drużyny. Stanko jest bardzo dobrym egzekutorem i świetnym piłkarzem. Ale każda drużyna potrzebuje zmian i świeżej krwi. Stanko chciał się sprawdzić w lidze niemieckiej i zasłużył na to, żebyśmy mu w tym nie przeszkadzali. I jeszcze dwa aspekty. Po pierwsze, za pół roku Stanko mógł odejść za darmo. Ale nie chciał tego robić. Muszę zupełnie szczerze powiedzieć, że chciał, aby Legia dostała za niego jakieś pieniądze. Zarzucano nam, że sprzedaliśmy go tylko za 225 000 euro. Nie wolno jednak zapominać, że tę sumę wzięliśmy za zawodnika, który miał ważny kontrakt jeszcze tylko przez pół roku. Po drugie, jak moglibyśmy patrzeć w oczy na przykład Saganowskiemu czy Surmie, gdyby Stanko - tak jak chciał Jerzy Engel - zarabiał dwa albo trzy razy więcej niż oni? Jeśli chodzi o to, jak Stanko postąpił, to nie można mieć do nigo pretensji. Podobnie zachowali się jeszcze Karwan i Piekarski. Pierwszy z nich miał jakiś konflikt z Miklasem i wcale nie musiał negocjować z Hertą, aby ta za niego zapłaciła Legii określoną kwotę, a jednak dostaliśmy około 400 000 dolarów. Bardzo fair zachował się też Mariusz Piekarski. Zrezygnował z premii za mistrzostwo i nie chciał swoją osobą powodować dla klubu dodatkowych obciążeń. Temu człowiekowi należy się duży szacunek.
- Czy miał Pan pewność, że Piotr Włodarczyk będzie sę tak dobrze prezentował?
- Absolutnie nie. Miałem w tej kwestii poważne obawy i nie ukrywam, że liczyłem bardziej na Manuela Garcię, którego uważam za bardzo dobrego piłkarza, któremu moim zdaniem powinno dawać się więcej szans.
- Do bardzo udanych ruchów może Pan też chyba zaliczyć transfery Saganowskiego, Surmy czy Choto.
- Jak najbardziej. Akurat tak się składa, że z pozyskaniem każdego z tych zawodników związana jest ciekawa historia. "Sagan" sam chciał grać w Legii i swego czasu razem z prezesem Trylnikiem wracając z meczu z chorzowskim Ruchem, spotkaliśmy się z nim w Sosnowcu w restauracji i powiedział nam, że ma swoją kartę i chce przyjść do Legii. Początkowo nie chciał o tym słyszeć doktor Machowski, ale przepadał go i okazało się, że Marek jest zupełnie zdrowy. Z kolei Łukasz Surma do dzisiaj grałby może w Ruchu, gdyby nie my. Przecież jego transfer miał sfinansować pan Mikuśkiewicz, ale gdy przyszło finalizować pozyskanie Łukasza, to stwierdził, że mu się pomyliły złotówki z dolarami i nie dał ani tych, ani tych [śmiech].
Natomiast Dicksona Choto wyjęliśmy z Wisły praktycznie w ostatnim momencie. Pan Grabowski zawiózł go najpierw właśnie do Krakowa i w ostatniej chwili przekonaliśmy go, aby powiedział działaczom Wisły, że jest już po słowie z nami. W ten sposób Dickson trafił na Łazienkowską.
Muszę też wspomnieć jeszcze o jednym zawodniku Legii, który grając stał już się legendą. Mam tu na myśli Jacka Zielińskiego. Swego czasu obiecałem mu, że po zakończeniu kariery nadal będzie mógł być związany zawodowo z Legią. Dlatego też będę rozmawiał z władzami ITI, aby przejęły tę obietnicę na siebie. takich ludzi, jak Jacek Zieliński, nie wolno nam wypuszczać z klubu.
- Jak skomentuje Pan fakt, że ITI w przeciwieństwie do Pol-Motu udało się osiągnąć porozumienie z władzami stolicy w sprawie administrowania obiektami przy Łazienkowskiej?
- Byłem przekonany, że do takiego porozumienia dojdzie. Władze miasta nie mogły lekceważyć takiego partnera jak ITI. Muszą się liczyć z przyszłym właścicielem Legii, ponieważ ma on w ręku potężny argument do przekonywania, jakim są media. Nas mogli zwodzić i mamić obietnicami, mogli przekładać nasze sprawy w nieskończoność. Z ITI nie mogli już tak zagrywać. Każdy polityk - w tym także samorządowiec - musi się liczyć z mediami. Stąd tak nagle sprawy Legii przybrały dobry obrót, a tempo prac wyraźnie wzrosło.
- Kolejnym bulwersującym kibiców problemem jest sprawa herbu. Pol-Motowi nie udało się swego czasu osiągnąć porozumienia z CWKS Legia, a teraz zęby łamie sobie na tym ITI.
- I temu akurat się nie dziwię. Ja wie,, że znowu ktoś się na mnie obrazi, ale uważam, że stowarzyszenie jest strukturą archaiczną i tak długo jak taki stan będzie trwał, nie będzie możliwe porozumienie. Kiedy spotkałem się z zarządem CWKS Legia w sprawie odkupienia praw do herbu, to na sali zobaczyłem około trzydziestu kilku osób. Okazało się, że wszyscy oni musieli wyrazić zgodę. Już wtedy wiedziałem, że nie mamy żadnych szans na porozumienie. Poza tym padła tam kwota miliona czy nawet dwóch milionów dolarów w zamian za prawo do herbu. Każdy rozsądny człowiek przyzna, że to nonsens.
- Czy widzi Pan dla ITI jakieś wyjście z tej sytuacji?
- Tak. Mówiąc o sukcesach, zapomnieliśmy o bardzo istotnej sprawie, a mianowicie o nawiązaniu szerokiej współpracy z kibicami. Powstanie Stowarzyszenia Kibiców Legii uważam za jeden z przełomowych momentów w historii Legii. Swego czasu byłem krytykowany w mediach za podjęcie tej współpracy, ale wyszło na moje. Dziś fani Legii mają legalne stowarzyszenie, zarejestrowane w sądzie. Posiada ono wybrane przez kibiców władze i działa zgodnie z prawem. A efekty tej działalności są widoczne. Pełne trybuny, fantastyczny doping i fenomenalne oprawy meczów. Uważam, że władze ITI powinny spotkać się ze stowarzyszeniem kibiców i porozmawiać na temat kontynuacji współpracy, którą myśmy podjęli. Może się okazać, że zmiana herbu sekcji piłkarskiej stanie się koniecznością i dlatego rozmowy z kibicami w tej kwestii są niezbędne. Być może zamiast płacić CWKS Legia ogromne pieniądze za prawo do herbu, warto te kwoty przeznaczyć na potrzeby kibiców? Tak czy inaczej, będę radził ITI, aby ściśle współpracowało z kibicami. Zamierzamy zresztą razem z prezesem Trylnikiem po 8 kwietnia wstąpić do stowarzyszenia.
Chciałbym przy tej okazji wszystkim kibicom podziękować z tych kilka lat współpracy. Z jednej strony chcę przeprosić, że w dobie kryzysu, jaki panuje 3w futbolu, nie udało nam się utrzymać płynności finansowej, ale z drugiej strony wierzę, że kibice będą pamiętać dobre chwile, jakie wspólnie przeżywaliśmy. Ja nie żałuję tych lat. Teraz zamierzam chodzić regularnie na mecze przy Łazienkowskiej, więc tak naprawdę nie żegnam się z kibicami.
Rozmawiali Robert Piątek i Paweł Wargenau
Wywiad
Nie żałuję tych lat
środa, 7 kwietnia 2004 14:07
Andrzej Zarajczykźródło: Nasza Legia