Niewiele brakowało, a tytuł mistrzowski koszykarska Legia zdobyłaby w piątek, 19 czerwca w Zielonej Górze. Na wyjazdowy, szósty mecz finałowy z Zastalem, pojechało do Zielonej Góry ok. 150 fanów Legii, którzy zajęli miejsca w sektorze gości plus 50 osób za naszą ławką. Zielonogórska hala wypełniona była po brzegi, a miejscowi kibice od samego początku prowadzili głośny doping.
Doping kibiców i feta mistrzowska na Bemowie

Galeria zdjęć · Hugollek · 154 zdjęć

Galeria zdjęć · Marcin Smoliński · 214 zdjęć

Galeria zdjęć · Maciek Gronau · 80 zdjęć
Przed halą ustawiony został telebim, gdzie osoby, które nie załapały się na bilety, mogły obejrzeć spotkanie. Co pokazuje zapotrzebowanie na dobry basket w tym mieście. Mieście, w którym sportem numer 1 jest od lat żużel. Przed meczem fani Zastalu zaprezentowali tę samą prezentację po raz n-ty, tj. "przejazd" transparentu "Zastal Express" do "stacji" Warszawa.

Tym razem przy okazji przejazdu, w młynie zaprezentowana została biało-zielona sektorówka przedstawiająca twarze wszystkich graczy Zastalu wraz z numerami. Wywiesili transparent "Choć nie dają walczyć gwi(a)zdki ich troje, Zastal Express dalej jedzie po swoje" oraz transparent "Bestia dziękujemy" (dla Adama Hrycaniuka, który zakończył karierę). Później jeszcze zaprezentowali zielone kartoniki, a w trakcie hymnu biało-czerwoną sektorówkę na trybunie prostej. Fani Legii zaprezentowali na początek spotkania baloniki w barwach, które po paru minutach zostały przebite. Choć przez większość spotkania na prowadzeniu byli Zastalowcy, w IV kwarcie Legia wyszła na prowadzenie i wydawało się, że może zakończyć serię finałową właśnie w ten piątkowy wieczór. Kiedy Dominic Brewton na 1,2 sekundy przed końcem wyprowadził nasz zespół na 1-punktowe prowadzenie, cały sektor legionistów oszalał. Wydawało się, że nic nie będzie w stanie odebrać nam upragnionego, dziewiątego tytułu mistrzowskiego...
Najpierw jednak sędziowie zweryfikowali zegar i przestawili go na 1,7 sekundy, później kiedy piłka została wprowadzona do gry, sędzia stolikowy wyraźnie zbyt późno włączył zegar odmierzający czas, a Conley Garrison z Zastalu oddał niesamowity rzut z ósmego metra, który szerokim łukiem... wpadł do kosza. A miejscowi kibice wpadli w szał. Mnóstwo osób z trybun wbiegło na parkiet, a ochrona nie spodziewając się takiej sytuacji, zupełnie sobie nie poradziła z tym spontanicznym zachowaniem. Sędziowie, o co największe pretensje miał trener Legii, nawet nie podeszli do stolika by zweryfikować na monitorze, czy aby na pewno rzut został oddany w czasie, tylko od razu udali się do szatni. W naszym sektorze zapanowała grobowa cisza. Dosłownie w sekundę przenieśliśmy się z nieba do piekła. Wygrana Zastalu oznaczała konieczność rozegrania, dwa dni później, decydującego - siódmego meczu finałowego, w hali na Bemowie.

Oczywiście bilety na mecz rozeszły się błyskawicznie w przedsprzedaży, a zainteresowanie było wielokrotnie większe. Podobnie było z wejściówkami na sektor gości, które rozprowadzał Zastal. Jak się okazało, spora część biletów trafiła do polityków, a nie do stałej ekipy wyjazdowej. Między innymi w sektorze gości w szalu Zastalu obecny był niejaki Tomasz Lis, który usłyszał kilka "ciepłych" słów z legijnego młyna.
Fani Legii doping przez całe spotkanie prowadzili na stojąco na wszystkich trybunach. Dało się zauważyć zaangażowanie zdecydowanie większe niż na wielu innych meczach, szczególnie z trybun "mniej kibolskich". Pierwsze śpiewy miały miejsce dobrych kilkanaście minut przed rozpoczęciem spotkania, a "Sen o Warszawie" wykonany został z taką mocą (szczególnie końcówka, po przyciszeniu linii melodycznej), że przechodziły ciarki. Na początku spotkania, na trybunie za koszem, na trzech sektorach pojawiły się chorągiewki w barwach.

Kiedy w pierwszych minutach zaczęło się od 0:8 na korzyść gości, niektórzy z nas na pewno zastanawiali się, czy przypadkiem presja nie jest zbyt wielka, albo może wspomniany rzut Garrisona jeszcze siedzi w głowach naszej drużyny. Na szczęście szybko zaczęliśmy odrabiać straty, a w drugiej kwarcie legioniści wyszli na prowadzenie. Mecz do końca trzymał w napięciu, ale Legia nie oddała prowadzenia już do końcowej syreny. I w końcu, pieśń "O mistrzostwo walcz, ukochana ma...", można było zamienić na "Mistrzem Polski jest, ukochana ma, mistrzem Polski jest Legia Warszawa". Legia obroniła tytuł mistrzowski zdobyty przed rokiem, a po raz pierwszy w historii zdobyła mistrzostwo w hali na Bemowie.

W ogóle w ostatnich latach wszystkie sukcesy miały miejsce na wyjazdach - zeszłoroczne mistrzostwo świętowaliśmy w Lublinie, wcześniej zdobycie Pucharu Polski w Sosnowcu, a srebrne medale mistrzostw Polski - we Wrocławiu. Ostatnia feta na Bemowie miała miejsce w 2014 roku, kiedy nasi koszykarze wywalczyli awans z II do I ligi, pokonując w finale Noteć Inowrocław. Oj, wiele się zmieniło przez tych 12 lat. Również sama hala.

Po kilkunastu minutach nastąpiła dekoracja na środku parkietu. Najpierw medale odebrali zawodnicy Zastalu. Później na podest wchodzili legioniści, a kibice skandowali nazwiska każdego z nich. "Mistrz, mistrz, Legia mistrz!" - skandowała publiczność. Nie mogło zabraknąć dumnie odśpiewanego "Mistrzem Polski jest Legia". Radość była wspaniała, wszyscy koszykarze, z kapitanem - Michałem Kolendą na czele - dziękowali publiczności za wsparcie, bo głośny doping na pewno pomógł drużynie w wygranej. Później zawodnicy udali się z trofeum do kibiców, a kilkanaście minut później wyszli przed halę, gdzie zapłonęła pirotechnika. Legia po raz dziewiąty została mistrzem Polski i sezon 2026/2027 rozpocznie od turnieju o Superpuchar Polski, a ponadto występować będzie w europejskich pucharach. Prawdopodobnie w fazie grupowej Ligi Mistrzów.


