Kiedy w USA, Meksyku i Kanadzie rozgrywane były mistrzostwa świata, a polskie drużyny dopiero wracały do treningów po urlopach, w Estonii sezon piłkarski był w pełni. Jeden z kibiców Legii, którego relacje mieliście już okazję czytać w przeszłości, wybrał się na derby stolicy Estonii pomiędzy Levadią i Florą Tallin. Zachęcamy do lektury.
NSŚ: Levadia - Flora Tallin
Derby Tallina: Levadia - Flora (26.06.2026)
Derby Tallina nie należą może do najbardziej obleganych derbów Europy, biorąc pod uwagę zarówno aspekt piłkarski, jak i kibicowski, jednak stanowią nie lada gratkę dla piłkarskich obieżyświatów lub też po prostu mogą być ciekawym urozmaiceniem weekendowego wypadu do Tallina. A stolicę Estonii zdecydowanie warto odwiedzić.
Ruch kibicowski Estonii jest stosunkowo mały i skupia się głównie w Tallinie, gdzie oprócz Levadii i Flory, istnieje jeszcze ekipa Nomme Kalju, jednak to derby między Florą i Levadią, rozgrywane 4 razy w ciągu sezonu, stanowią główny mecz w kraju i to ten mecz przyszło nam zobaczyć na żywo pod koniec czerwca. Spotkanie odbywało się na A. Le Coq Arena, głównym stadionie Estonii, będącym stadionem Flory, Levadii, jak i reprezentacji kraju. Stadion może pomieścić 14 500 widzów, jednakże nawet derby na żywo ogląda 1000-2000 osób. Co ciekawe, nie wszystkie mecze Flory i Levadii są tam rozgrywane, w październiku w Estonii często jest już mróz, w kwietniu z kolei pada jeszcze śnieg i wtedy mecze ligowe rozgrywane są na położonej obok Sportland Arena, która dysponuje sztuczną murawą.
Na czerwcowe derby przybyło ok. 1500 widzów, spośród których zdecydowana większość zasiadła na trybunie głównej, natomiast za bramkami usadowiły się liczące po kilkadziesiąt osób młyny: Levadii (North Tribune) i Flory (5 Sektor). Jedni i drudzy dobrze oflagowali swoje sektory.
Tradycyjnie, rywalizacja pomiędzy Florą i Levadią, oprócz faktu że to dwa największe kluby w Estonii, miała jeszcze podtekst narodowościowy – kibice Flory zawsze podkreślali swoją "estońskość", a na sektory Levadii przychodziły osoby rosyjskojęzyczne. Obecnie ten podział nie odgrywa już takiej roli jak wcześniej, jednakże warto podkreślić, iż Flora dopinguje wyłącznie po estońsku, a Levadia (z małymi wyjątkami), po rosyjsku, co dało się też usłyszeć w trakcie meczu. Ponadto, kibice Levadii lubią "pozdrawiać" Aivara Pohlaka, w latach 90. założyciela Flory, a potem szefa tamtejszego związku piłkarskiego.
Odnosząc się do samego meczu, trzeba przyznać, że pomimo niedużej liczebności, obydwa młyny pozytywnie zaskoczyły: przez większość meczu naprawdę nieźle śpiewały, za obydwoma bramkami odpalono też zaskakująco dużą ilość pirotechniki, głównie po bramkach, ale fanatycy Flory odpalili też tradycyjnie race w 12. minucie meczu (symbol 12-go zawodnika na boisku).
Wizualnie jedni i drudzy prezentowali się podobnie, w ekipie Levadii bardziej jednak było widać zmianę pokoleniową, jaka tam w ostatnim czasie nastąpiła. Ciekawostką natomiast był fakt, że jeden z tamtejszych chłopaków z młodego pokolenia miał na sobie kibicowską koszulkę Legii.
Derby miały dość dramatyczny przebieg, Levadia będąca zdecydowanym liderem ligi przez większość spotkania prowadziła 1-0, ale to Flora ostatecznie wygrała 2-1, strzelając dwie bramki w ostatnich minutach meczu, co naturalnie wywołało wybuch radości w tej części stadionu. Po meczu piłkarze Flory podeszli podziękować za doping i zbić piątki pod 5 Sektor, często prowadząc z kibicami rozmowy. Czuć było swobodną atmosferę i to, że wszyscy tam się dobrze znają. Dobry nastrój udzielił się i nam, wobec czego ruszyliśmy na miasto ;)
Krzysztof
P.S. Na koniec podziękowania dla chłopaka ze starszyzny Levadii (Patriot) za garść informacji o estońskiej scenie kibicowskiej.







