Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Felieton kibica Legii

wtorek, 13 kwietnia 2004 07:07
Gazeta Wyborcza

Działacz sportowy w Polsce to specyficzny rodzaj człowieka, który postępuje w wysublimowany sposób. Najpierw, wykorzystując znajomości, dostaje się do zarządu jakiegoś klubu. Jak już w zarządzie się znajdzie, to pozostaje mu tylko czekać. A na co? Odpowiedź jest prosta - na cudze pieniądze. Działacz taki ma kilka teoretycznych źródeł nachapania się: po pierwsze - może sięgnąć po pieniążek państwowy pod pozorem krzewienia kultury fizycznej, tutaj, niestety, trzeba wykazać się choćby odrobiną inicjatywy. Po drugie - może czekać na inwestora, który zapragnie postawić na terenie klubowym: biurowiec, hipermarket, czy choćby agencję towarzyską. Po trzecie - można na terenie klubu zorganizować bazar. Po czwarte i najważniejsze - może takiemu działaczowi trafić się ktoś zamożny, kto będzie miał pomysł na robienie sportu. Taka sytuacja jest najbardziej komfortowa. Można wtedy w imię tradycji, prawa dżungli czy czegokolwiek mniej lub bardziej logicznego spokojnie domagać się haraczu od nowego właściciela - chociażby za znak klubowy.


Wszystkim obrażonym działaczom proponuję wycieczkę po Warszawie na trasie: Hutnik, Marymont, Spójnia, Skra, Olimpia, Forty Bema, Gwardia, Okęcie. Co tam znajdziecie? Proszę bardzo: ruina, ruina, knajpa, ruina, bazar, hotel i knajpa, hotel, syf. Nie da się ukryć, że w najlepszej sytuacji znaleźli się członkowie zarządu CWKS w skromnej liczbie około trzech tuzinów (dane za prezesem Zarajczykiem). Zaproponowali ITI prostą, a jakże genialną formułę współpracy: KUP (Legię), ZRÓB (sukces marketingowy), DAJ (pieniądze). A jak nie - pod sąd. Nie należy liczyć na polubowne rozwiązanie konfliktu wokół znaku Legii. ITI jest dla CWKS jak nosiciel dla pasożyta. Jak pasożyt traci nosiciela, to umiera i CWKS jest tego świadom.

PS Znak, znakiem, ale może by pan Socha podpisał w końcu nowy kontrakt z Vuko?

Podaj ten news dalej: