Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Konferencja

Papszun: To nie był aż taki paździerz. Chcemy być taką Legią, w jakiej grał Jędrzejczyk

sobota, 29 sierpnia 2026 00:19
Papszun: To nie był aż taki paździerz. Chcemy być taką Legią, w jakiej grał Jędrzejczyk
Marek Papszun | fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
WoytekLegionisci.com
4

- Brakowało nam wykończenia, ale z drugiej strony stworzyliśmy sobie cztery bardzo dobre sytuacje, więc to nie był aż taki paździerz. Jestem dumny, że mogłem prowadzić Legię Warszawa w tak wielkim meczu. Żegnaliśmy postać wybitną. Ciężko takich ludzi zastąpić - powiedział trener Legii, Marek Papszun

Być jak Artur Jędrzejczyk

– Jestem dumny, że mogłem prowadzić Legię Warszawa w tak wielkim meczu. Żegnaliśmy postać wybitną – wybitnego piłkarza Legii, ale i całej polskiej piłki. Zawsze takie osoby docenia się wtedy, kiedy odchodzą i mija trochę czasu. Ciężko takich ludzi zastąpić.

- Pełna zgoda z tym, co dziś kibice Legii wywiesili na trybunach. Chcielibyśmy być tacy jak Artur Jędrzejczyk. Zawodnicy słyszeli to przez ostatnie dwa dni, kiedy on był z nami. Chcemy być drużyną z charakterem, która się poświęca, ma pasję, jest zdeterminowana, by wygrywać, i prezentuje jakość. Niestety tego wszystkiego w pierwszej połowie nam zabrakło. Natomiast trzeba przyznać, że w drugiej części już to widziałem. Było poświęcenie, determinacja, żeby wygrać, i trochę jakości. Musimy iść w tym kierunku.

- Nie jest łatwo być Arturem Jędrzejczykiem, ale chcemy być taką Legią, jaka była jego kariera. To powinien być nasz cel. Mecz stał pod znakiem „Jędzy” – to było fantastyczne pożegnanie, kibice stanęli na wysokości zadania. Jak zwykle petarda.

- Dobrze, że wyszliśmy z tego z twarzą, bo słabo by to wyglądało, gdybyśmy przegrali ten mecz. Artur też zapamiętałby, że wystąpił w swoim ostatnim spotkaniu przegranym ze Śląskiem. Pochwały dla zawodników za drugą połowę i końcówkę, natomiast pierwsza część spotkania pozostaje do poprawy.

- Nie trzeba było mnie namawiać – sam wychodziłem z inicjatywą, by Artur zagrał od początku meczu, bo w trakcie spotkania mogłoby to być trudne. Gdyby wynik był niekorzystny, wprowadzenie go byłoby mocno skomplikowane. Zdecydowaliśmy, że zacznie w wyjściowym składzie ze względów sportowych, ale też kibicowskich. Wiedzieliśmy, że fani zgotują mu tę pierwszą część i będzie mógł poprowadzić zespół po raz ostatni jako kapitan drużyny. Uważam, że wyszło super.

- Dużo było zastrzeżeń do klubu, że nie umiemy się zachować, a to było naprawdę przemyślane działanie. Sam przyznam, że byłem przeciwnikiem żegnania go w tym ostatnim spotkaniu z Motorem. Oczywiście historia poszła w innym kierunku, bo decyzja wtedy nie zapadła, ale gdyby zapadła, uważałem, że nie powinno się to stać w meczu, w którym odchodzi ośmiu innych zawodników. Uważałem, że to musi być mecz dedykowany tylko Arturowi – i on taki dziś był. Całe zamieszanie było spowodowane dynamiką decyzyjną, która w naszej trudnej sytuacji miała prawo wystąpić. Gratuluję klubowi, że potrafił to zorganizować w taki sposób, jak należy, i godnie Artura pożegnać.

Rafał Adamski od zadań specjalnych

– „Adams” jest zawodnikiem nieobliczalnym. Można się po nim spodziewać fantastycznych goli jak dziś, ale też tak słabej gry jak w Gliwicach. To jest jednak zrozumiałe – to chłopak, który jeszcze przed chwilą grał w I lidze. To nie jest przypadek, na wszystko trzeba czasu, żeby tę dyspozycję ustabilizować.

- Dziś zdobył bardzo ładną bramkę, a pozostałe sytuacje wynikały z wyczucia, nosa. Adams umie się znaleźć w takich momentach – to jest coś niedefiniowalnego. Są napastnicy, którzy po prostu mają ten spryt w polu karnym. To trudne do wypracowania. Bramka ze Śląskiem padła w naszym stylu: dobra dynamika, tempo, dośrodkowanie z odpowiedniej przestrzeni – ciężko się przed czymś takim wybronić. Mało dziś mieliśmy takich akcji, brakowało nam timingu.  Jan Kuchta nie ma jeszcze z nami pełnego zrozumienia, jak atakować pole karne.

Obserwacja przeciwnika, klasa Hindricha

– Robimy wszystko, by rozpoznać przeciwnika – wszystko, co jest dozwolone. Jeśli ktoś ma do nas jakieś zastrzeżenia, to są odpowiednie komisje, do których trzeba je kierować, jeżeli uważa się, że działamy poza prawem. Ja zawsze mam podejście takie, żeby zrobić wszystko, by pomóc zespołowi i dobrze przygotować się do spotkania. Byliśmy dobrze przygotowani, natomiast ten mecz przerósł nas mentalnie. To też mój błąd – chyba za bardzo poszedłem w kierunku nakręcania wagi tego dużego meczu i zawodnicy dzisiaj tego nie dźwignęli. Z drugiej strony to dobrze, bo taki mecz jest już za nami. W szatni powiedziałem: „Chłopaki, gracie w Legii Warszawa – tu każdy mecz jest duży, tu jest petarda atmosfera”.

- Śląsk zagrał bardzo dobre spotkanie. Pokazali jakość, o której wiedzieliśmy, że ją mają. Jeśli da im się rozbujać w trzeciej tercji, to można mieć problemy. Rzut karny to była kapitalna akcja, choć decyzja była podejrzana i zupełnie się z nią nie zgadzam. Sytuacja, którą obronił Otto, to też czysto rozegrana akcja przeciwnika, ale Otto nas uratował. Mieli też czystą sytuację z kontrataku.

- Organizacja siadła im od 60. minuty i wtedy zyskaliśmy dużą przewagę oraz stworzyliśmy najwięcej sytuacji. Zjawa miał okazję – nie wiem, co tam się wydarzyło, że nie oddał strzału, a to była sytuacja na poziomie tych, które miał Śląsk. Od 75. minuty mieliśmy trzy duże szanse.

- Otto nas uratował – zanotował dwie duże, klasowe interwencje. Był trochę zły w ostatnich meczach, bo nie miał nic do obrony, a wpuszczał bramki. My oceniamy zawodników i jego średnia nota teraz wzrośnie. To kapitalny bramkarz. Oby nie miał aż tylu sytuacji, ale jak już ma bronić, to dobrze dla jego mentalu, bo to szalenie ambitny chłopak i świetny zawodnik. Wróżę mu dużą karierę. W przyszłości – mam nadzieję, że nie tak szybkiej – to będzie duży transfer.

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (4)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość