W ramach 8. kolejki Legia Warszawa podejmie na własnym stadionie pogrążony w kryzysie Widzew Łódź. Łodzianie w zeszłych rozgrywkach z trudem utrzymali się w Ekstraklasie, a na początku obecnego sezonu popełniają te same błędy i wciąż nie nadążają za oczekiwaniami. W ostatnich dniach widzewiacy zmienili jednak trenera i liczą na efekt nowej miotły już w najbliższym meczu. Zapraszamy na raport z obozu Widzewa przed spotkaniem.
Widzew przed meczem z Legią. Nie nadąża za oczekiwaniami
Widzew Łódź przez lata budował swoją piłkarską markę. Po raz pierwszy łódzki klub awansował na najwyższy szczebel rozgrywkowy w 1975 roku i już w drugim sezonie uplasował się w ścisłej czołówce. Minęło tylko 6 lat, a widzewiacy sięgnęli po swoje pierwsze trofeum. Do końca XX wieku, mimo różnych problemów, Widzew w większości sezonów nadal utrzymywał się w czubie i walczył o najwyższe cele. Problemy w łódzkim klubie pojawiły się po wejściu w nowe tysiąclecie. Pod kątem gry drużyna z Łodzi z sezonu na sezon prezentowała się coraz gorzej, co kończyło się licznymi spadkami i powrotami do najwyższej ligi. W międzyczasie Widzew popadał również w coraz większe problemy finansowe. Wszystko pękło w 2015 roku - z powodów ekonomicznych spółka RTS Widzew Łódź upadła, a na jej miejsce powołano nowy podmiot - Stowarzyszenie Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew Łódź, który startował od piątego poziomu rozgrywkowego. Owa "reaktywacja" okazała się szybka i owocna. W zaledwie 7 lat Widzew odbudował się i wrócił do Ekstraklasy. Poziomem sportowym nie dorównywał jednak do najlepszych czasów, nie potrafiąc nawet przebić się do górnej ósemki. Prawdziwy przełom miał nastąpić przed rokiem. W klubie z łodzi nastąpił nowy rozdział, jego właścicielem został polski przedsiębiorca - Robert Dobrzycki - który wszedł do Widzewa z ogromnymi finansami i nadziejami na lepsze jutro. Fundusze nowego właściciela miały pomóc Widzewowi w powrocie do walki o najwyższej cele, a pierwsze efekty mile widziane byłyby już natychmiast, Rzeczywistość w łódzkim zespole jest jednak zupełnie inna i idealnie pokazuje, że pieniądze w piłce nie są najważniejsze.
Zakopany w marazmie. Nadzieja znów w zmianie trenera
Widzew przed początkiem poprzedniego sezonu postanowił zaszaleć na rynku transferowym. W łódzkim klubie nastąpiła wymiana kadry. Do drużyny dołączyło 14 graczy, na których Widzew wydał łącznie ok. 8 milionów euro i którzy mieli zmienić oblicze zespołu. Wzmocniony i prowadzony przez doświadczonego trenera Żeljko Sopicia, Widzew miał włączyć się do walki o najwyższe cele. Choć na papierze wszystko się zgadzało, rzeczywistość nie dorównywała oczekiwaniom. Łodzianie zawodzili, przeplatali pozytywne wyniki z seriami porażek i już po sześciu kolejkach pożegnali się z Chorwatem. Chwilowym szkoleniowcem drużyny został Patryk Czubak, by po kilku mało satysfakcjonujących wynikach zastąpić go innym człowiekiem z Bałkanów - Igorem Joviceviciem. Ten jednak również nie potrafił wpłynąć na zespół, który po rundzie jesiennej zajmował miejsce tuż nad strefą spadkową.Zimą Widzew zdecydował więc na jeszcze większą rewolucję i wydatek finansowy. Drużyna Jovicevicia została wzmocniona przez nowy rekord transferowy całej ligi, etatowych reprezentantów Polski czy zawodnika wyciągniętego z Legii, na których łącznie łódzki klub wydał ponad 15 milionów euro. Te wydatki, jak na ówczesne warunki Ekstraklasy, robiły naprawdę duże wrażenie i po transferach można było sądzić, że Widzew szybko odbije się od dna. Tak jednak się nie wydarzyło - łodzianie przegrali w dwóch pierwszych meczach rundy wiosennej, a łącznie w pięciu wygrali tylko raz, przez co ugrzęźli w strefie spadkowej. To po raz kolejny spowodowało zmianę na stołku trenerskim. Zespół został przejęty przez dobrze znanego w Warszawie Aleksandara Vukovicia (na zdjęciu niżej). Pomimo niezłego początku serbskiego szkoleniowca i kilku meczów bez porażek z rzędu, Widzew pod jego wodzą ponownie zaczął przeplatać lepsze mecze z gorszymi i długo nie potrafił zapewnić sobie utrzymania. To ostatecznie udało się dopiero po ostatniej kolejce, w której Widzew zwyciężył z innym byłym klubem Vukovicia - Piastem Gliwice. Po tym wyniku w Łodzi wszyscy odetchnęli z ulgą, choć rozczarowanie nadal było ogromne.

Trener Vuković po raz kolejny okazał się więc skutecznym ratownikiem. Choć nie potrafił wywindować Widzewa wyżej, uratował go przed naprawdę wstydliwym spadkiem. W Łodzi postanowiono dać mu więc jeszcze szansę. Widzew po kolejnych wzmocnieniach i z utrzymaniem piłkarzy sprowadzonych w poprzednich półroczach nie miał już drżeć o utrzymanie, a od początku pokazać, że będzie liczyć się w walce na szczycie. Łodzianie jednak również w obecnym sezonie nie potrafią poradzić sobie z trudnościami i notują dokładnie taki sam start, jak przed rokiem. Widzew na inaugurację na własnym stadionie i w pierwszym meczu wyjazdowym zanotował po remisie z Motorem Lublin i Wisłą Płock. W 3. kolejce przyszło pierwsze zwycięstwo Łodzian, którzy w Białymstoku poradzili sobie z Jagiellonią. Jak się jednak później okazało, było to jedyne zwycięstwo Widzewa do tej pory. W następnych tygodniach widzewiacy przegrywali domowe spotkania z Koroną Kielce i Lechem Poznań, a także remisowali ze Śląskiem Wrocław. Swojej formy graczom Widzewa nie udało się poprawić również w zeszłym tygodniu. Łodzianie najpierw ponownie przegrali z kieleckim zespołem, odpadając z rozgrywek Pucharu Polski już przy pierwszej sposobności, a kilka dni później bezbramkowo zremisowali z Radomiakiem Radom, tracąc po raz kolejny ligowe punkty, których na ten moment mają tylko 7. Do niedzielnego spotkania z Legią Widzew przystąpi więc bez zwycięstwa w pięciu kolejnych meczach.
Do Warszawy z drużyną nie wybierze się natomiast trener Vuković. Tylko jedno zwycięstwo w ośmiu meczach przechyliło szalę goryczy. 47-latek został zwolniony z funkcji pierwszego trenera zespołu w zeszły czwartek, czyli zaledwie 3 dni przed meczem w stolicy. Z obozu Widzewa dochodzą głosy sugerujące, że decyzja ta była podjęta już wcześniej, ale ogłoszona późno, by zmylić Legię w jej przygotowaniach do niedzielnego spotkania. Jeszcze przed starciem z Warszawiakami Widzew ogłosił nazwisko nowego szkoleniowca. Został nim były trener Motoru Lublin - Mateusz Stolarski - który po kilkumiesięcznej przerwie wraca do polskiego futbolu. 33-latek podpisał z łódzkim klubem 2-letni kontrakt, jednak znając widzewską cierpliwość i parcie na wyniki, nikt w Łodzi nie będzie tak długo czekał na poprawę sytuacji zespołu. Przed Stolarskim więc bardzo ciężkie zadanie, by jak najszybciej wydobyć Widzew z marazmu i pokazać potencjał, który niewątpliwie jest w tej drużynie. W Warszawie będzie mu jednak o to trudno, gdyż Widzew nie wygrał przy Łazienkowskiej od 1997 roku, a sam młody szkoleniowiec w czterech starciach również nie był sobie w stanie poradzić z "Wojskowymi".
Ligowa pigułka statystyczna
Miejsce w tabeli - 13.Liczba punktów - 7
Średnia zdobytych punktów na mecz - 1,00
Bilans meczów - 1 zwycięstwo - 4 remisy - 2 porażki
Bilans bramkowy - 10-10
Gole oczekiwane na mecz - 1,57
Średnia goli na mecz - 2,86
Czyste konta - 3
Najlepsi strzelcy - Fran Alvarez, Sebastian Bergier i Mariusz Fornalczyk - 2 bramki
Najlepszy asystent - Mario Garcia - 3 asysty
Ostatni mecz - Widzew 0-0 Radomiak
Większe opanowanie na rynku, lecz nadal niestabilna drużyna
Mimo zeszłosezonowego szaleństwa transferowego i rekordowych wydatków, Widzew zupełnie nie spełnił oczekiwań. Wielu ze ściągniętych za ogromne pieniądze zawodników okazało się niewypałami. W letnim oknie transferowym wydawało się, że Widzew uczył się na błędach. Łodzianie przestali szastać pieniędzmi, dokonywać transferów jedynie na ilość, a starali się wzmocnić zespół, który już i tak był napakowany gwiazdorskimi nazwiskami. Stąd też przed 1. kolejką do Widzewa trafiło tylko czterech nowych graczy, w tym m.in. ponad 50-krotny reprezentant Polski, Karol Świderski. Sytuacja transferowa w łódzkim klubie zaczęła jednak zmieniać się wraz z coraz gorszymi wynikami. Nowy-stary dyrektor pionu sportowego Łukasz Masłowski, który w dużej mierze odpowiada za sukcesy Jagiellonii w ostatnim czasie, a który po 7 latach powrócił do łódzkiego klubu, musiał szybko ruszyć do pracy i udowodnić swoje umiejętności również w Widzewie. Ostatecznie Łodzianie dokonali w zakończonym już oknie 9 transferów, jednak większość była robiona z głową.Szczególnie wzmocniona została linia ofensywna Widzewa. W pierwszej kolejności mowa o wspomnianym już Świderskim (na zdjęciu niżej). 29-latek, wracający na polskie boiska po 8 latach z dużym bagażem doświadczenia, miał być remedium na problemy ze skutecznością łódzkiego zespołu. Pierwsze tygodnie Świderskiego w Łodzi nie są jednak szczególnie udane. Napastnik zagrał we wszystkich siedmiu ligowych meczach Widzewa, jednak potrafił wpisać się na listę strzelców tylko raz, dokładając do tego również jedną asystę. Poza tym do Widzewa trafiło również trzech nowych skrzydłowych - Paulingo Boisa, Stipe Biuk oraz Darian Males - jednak żaden z nich nie został jeszcze w pełni przetestowany w boju, a na razie spokojnie wdrażany w struktury drużyny. Generalnie jednak to nie ofensywa i kreacja jest największym problemem Widzewa. Łodzianie mają na swoim koncie 10 goli i zarówno pod tym względem, jak i przewidywanych bramek, plasują się na dość dobrym miejscu spośród wszystkich ekstraklasowych ekip. Niezłą formę utrzymuje podstawowy atakujący z poprzedniego sezonu, czyli Sebastian Bergier, a swój dorobek liczbowy względem poprzednich rozgrywek zdecydowanie poprawił Mariusz Fornalczyk, który zaczyna dorównywać do poziomu, jaki prezentował w Koronie. Ofensywę skutecznie wspomagają również pomocnik Fran Alvarez oraz nowy boczny obrońca Mario Garcia, który w świetnym stylu wszedł do zespołu, zdobywając już jedną bramkę i trzy asysty.
Zdecydowanie mniej stabilności jest natomiast w defensywie łódzkiego zespołu. Sugeruje to przede wszystkim taka sama liczba traconych bramek co zdobytych i średnia straconych goli na mecz na poziomie 1,5 trafień rywali. To wszystko, mimo zachowanych trzech czystych kont przez Bartłomieja Drągowskiego, oznacza, że Widzew wszystkie ligowe gole stracił w zaledwie czterech meczach. Co więcej, w trzech z tych wspomnianych spotkań Łodzianom udawało się wychodzić na prowadzenie, w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław nawet dwubramkowe, jednak widzewska defensywa nie potrafiła utrzymać wyniku i każde z tych spotkań nie kończyło się zwycięstwem zespołu z Łodzi. Zresztą za każdym razem w tym sezonie, gdy Widzew tracił gola, nie wygrywał. W ostatnich tygodniach obrona Widzewa ma przede wszystkim duże problemy z koncentracją w końcówce meczów. W ostatnich trzech z czterech spotkań łódzki zespół tracił bramki odbierające pozytywny wynik w okolicach ostatniego kwadransa - Śląsk zdobył gole na 2-3 i 3-3 w 78. oraz 89. minucie, Lech strzelił zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry po fatalnym błędzie defensywy Widzewa, a Korona eliminowała łódzki zespół z rozgrywek pucharowych po trafieniu z 73. minuty. Dla Legii, która już wielokrotnie pokazywała, że gra do końca i potrafi w ostatnich minutach przesądzać o losach spotkań, jest to bardzo dobry znak, tym bardziej, że to właśnie bramka w ostatnich sekundach meczu dała "Wojskowym" zwycięstwo w ostatnim starciu z widzewiakami.
Letnie transfery
Przyszli: Karol Świderski (napastnik, Panathinaikos Ateny), Giannis Papanikolaou (pomocnik, Caykur Rizespor), Mario Garcia (obrońca, Racing Santander), Darian Males (skrzydłowy, BSC Young Boys), Stipe Biuk (skrzydłowy, Real Valladolid), Paulinho Boia (skrzydłowy, CD Nacional), Dani Silva (pomocnik, wyp. FC Midtjylland), Jusuf Gazibegović (obrońca, wyp. 1.FC Köln), Ioan Vermesan (napastnik, wyp. Hellas Verona), Antoni Klukowski (skrzydłowy, koniec wyp. Polonia Warszawa)Odeszli: Dion Gallapeni (obrońca, Wisła Płock), Samuel Kozlowsky (obrońca, Slovan Bratysława), Angel Baena (skrzydłowy, CE Sabadell), Pape Meissa Ba (napastnik, AS Nancy), Bartłomiej Pawłowski (pomocnik, Arka Gdynia), Osman Bukari (skrzydłowy, wyp. Crvena zvezda), Andi Zeqiri (napastnik, wyp. Standard Liege), Stelios Andreou (obrońca, wyp. GD Estoril Praia), Samuel Akere (skrzydłowy, wyp. Wisła Płock), Maciej Kikolski (bramkarz, wyp. GKS Katowice), Tonio Teklić (pomocnik, wyp. Mardin 1969 Spor), Kamil Cybulski (skrzydłowy, wyp. Stal Mielec)

Niepewni/Nieobecni na mecz z Legią: Julian Shehu (pomocnik), Lukas Lerager (pomocnik), Christopher Cheng (obrońca), Jusuf Gazibegović (obrońca), Carlos Isaac (obrońca), Szymon Czyż (pomocnik)
Przewidywany skład: Drągowski - Krajewski, Wiśniewski, Kapuadi, Garcia - Males, Papanikolaou, Alvarez, Fornalczyk - Świderski, Bergier
Ostatnie 5...
Jaki wynik padał w ostatnich pięciu Derbach Polski pomiędzy Legią a Widzewem?| 01.05.2026 | Legia 1-0 Widzew | Adamski 90+7' |
| 02.11.2025 | Widzew 1-1 Legia | Bergier 66' (k.) - Krasniqi 85' |
| 15.05.2025 | Widzew 0-2 Legia | Morishita 17', Gual 34' |
| 03.11.2024 | Legia 2-1 Widzew | Kapustka 36', Wszołek 86' - Kerk 41' |
| 10.03.2024 | Widzew 1-0 Legia | Alvarez 90+3' |
Historia
Legia z Widzewem do tej pory mierzyła się 86 razy. Legioniści górą wychodzili z 45 pojedynków. Łodzianie zwyciężali natomiast 20 razy, a w jednym meczu więcej padł remis. Bilans bramkowy wynosi 133-75 na korzyść "Wojskowych". Najczęściej w barwach Legii do siatki Widzewa trafiał Marek Saganowski, który przeciwko łódzkiej ekipie zdobył 6 bramek. Najwyższe zwycięstwo, jakie Legia osiągnęła w starciach z Widzewem, to 6-0, które padło w pierwszym w historii starciu obu drużyn, a także w 2004 roku, w pamiętnym meczu, w którym do siatki łódzkiego klubu z rzutu karnego trafił bramkarz warszawskiego zespołu - Artur Boruc. Najwyższa porażka to natomiast 0-3 sprzed dokładnie 34 lat. Rywalizacja, która z czasem osiągnęła miano derbów Polski, była zacięta głównie w latach 80. i 90. ubiegłego wieku, gdy obie drużyny walczyły o najwyższe cele. Z czasem jednak piłkarski poziom łódzkiego zespołu spadł, a wraz z nim ranga i równość tej rywalizacji. W obecnym tysiącleciu warszawski zespół długo zdecydowanie górował w pojedynkach z Widzewem, a Łodzianie nie potrafili wygrać w aż 23 meczach z Legią z rzędu. 19 z tych spotkań kończyło się zwycięstwem "Wojskowych", a tylko 4 remisami. Dopiero w marcu 2024 roku Widzewowi udało się przełamać i pokonać stołeczną drużynę 1-0 po golu już w doliczonym czasie drugiej połowy. To jednak nadal jedyne zwycięstwo Widzewa nad Legią w XXI wieku. W poprzednich rozgrywkach natomiast było bardzo blisko dwóch podziałów punktów. Jesienią Warszawiacy zremisowali w Łodzi 1-1, a w rundzie wiosennej przy Łazienkowskiej długo nie padła żadna bramka. "Wojskowi" powalczyli jednak do końca i w ostatniej akcji meczu przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę po trafieniu Rafała Adamskiego.
