Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Remanent 7. Gra bez piłki. "Walkower życia"

piątek, 11 września 2026 18:47
Remanent 7. Gra bez piłki. "Walkower życia"
Bartosz Bereszyński | fot. Woytek / Legionisci.com
Redakcjaźródło: artykuł sponsorowany
0

Przez 20 lat była związana z Legią Warszawa, a przez 17 odpowiadała w klubie za sprawy dotyczące UEFA i FIFA. Elżbieta Blaźniak znała europejski futbol od strony przepisów, dokumentów i procedur. Rok po tym, jak na własną prośbę odeszła z Legii, stołeczny klub spotkało jedno z najbardziej bolesnych wydarzeń w historii. Legioniści w sierpniu 2014 roku okazali się na boisku lepsi od piłkarzy Celtiku Glasgow, wygrali z nimi dwumecz 6-1 i powinni zagrać w Lidze Mistrzów, lecz jej bramy zamknęły dla nich po tym, jak w rewanżu na placu gry w Edynburgu zameldował się Bartosz Bereszyński. Wówczas UEFA przyznała Szkotom walkowera. 

Na ten temat i o wieloletniej pracy w Legii z Elżbietą Blaźniak porozmawiał Jerzy Chromik na łamach TVP Sport. Wywiad przeprowadzony przez doświadczonego dziennikarza znalazł się w książce "Remanent 7. Gra bez piłki", która ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN w serii Originals i jest dostępna na: https://bit.ly/legionisci-remanent7

ELŻBIETA BLAŹNIAK: NIE MA MNIE PRZY ŁAZIENKOWSKIEJ OD ROKU, ALE CZUJĘ SIĘ TAK, JAKBYM DOSTAŁA WALKOWER ŻYCIA.

Fragment:

Jerzy Chromik: Okazało się, że bez Blaźniakowej łatwiej o zbłaźnienie...
Elżbieta Blaźniak:
Nie ma niezastąpionych, są tylko źle poinformowani. To taka moja wersja znanego porzekadła Jerzego Kuleja.

To w ilu meczach nie może jeszcze grać Bereszyński?
- Pauzował w zgodzie z przepisami tylko w pierwszym meczu z Celtikiem. UEFA dołożyła mu kolejny, a więc nie może grać ani razu z Kazachami i ewentualnie w pierwszym grupowym Ligi Europy.

Kto w tamtej Legii zgłaszał zawodników do rozgrywek UEFA?
- Przed naszymi pierwszymi występami w Lidze Mistrzów Zbigniew Korol, a od 1999 roku sama odpowiadałam za wszystko.

Nie było pomyłek?
- Prasa o tym nie pisała.

To było dość dawno temu, ale Ligi Mistrzów chyba nie sposób zapomnieć...
- Niezapomniany czas, niezapomniane mecze. Uczyłam się Europy na kursie przyspieszonym. Przed meczem z Rosenborgiem urządziliśmy w kilka osób dla działaczy UEFA i jej sponsorów "Champions Club", który uznano za najlepszy po kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. W sali bokserskiej, gdzie brakowało podłogi! Powybijane szyby zakryły wojskowe siatki maskujące. Z domu przywiozłam ekspres, bo w klubie nie było, a delegat lubił dobrą kawę. Polubił też delicje, o które nie było łatwo.

Nic dwa razy się nie zdarza...
- Chciałam przeżyć to raz jeszcze. Na emeryturze. Gdy przed rokiem żegnali mnie zawodnicy i trenerzy, pytano — dlaczego akurat teraz odchodzę? Bo nie awansowaliście do Ligi Mistrzów — odpowiedziałam z uśmiechem. Teraz żałuję tego żartu. A teraz płacz i zgrzytanie zębów... Nadal nie mogę o tym myśleć i mówić spokojnie. To niepojęte. Ta wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.

Zabrakło piorunochronu?
- Wszystkiego. Znajomości przepisów, asekuracji, współpracy pracowników, pokory... Nikt nie spodziewał się takiej wpadki? Szczerze? Starzy pracownicy spodziewali się tego. Za bardzo rozmyła się odpowiedzialność.

I nie ostrzegali nowych?
- Wielokrotnie. Ale słyszeli — wiem, pamiętam, ja też się znam. Po dziesiątym takim dictum każdy daje za wygraną. Zna się, to niech robi.

Było trochę prezesów, aż nastał ten ostatni...
- Mój trzynasty, nomen omen, przyszedł przed Wigilią w 2012 roku. Mówił dzień dobry, ale nie miał o czym z nami rozmawiać. Nie ważne było, co robię i na czym się znam. Zaczęto zwalniać. Jak zwalniają, to będą przyjmować — pomyślałam. I rzeczywiście.

Jakie były powody odejścia?
- Nawarstwiały się przez tygodnie. Najpierw asystentka poprzedniego prezesa, przejściowo odpowiedzialna za flotę samochodową i loże VIP, zastąpiła Piotra Strejlaua w roli kierownika drużyny. To był początek jak z serialu Barei "Zmiennicy" i pierwszy sygnał do odwrotu. Potem z dnia na dzień zwolniono lekarza klubowego Stasia Machowskiego i masażystów. Nawet nie mogli pożegnać się z drużyną. A ostatni bodziec do mojego rozstania — pojawił się młody, zdolny prawnik i zakwestionował to, co robiłam przez całe życie. Wszystko było źle — transfery, kontrakty. On miał wprowadzić nas w nowy wymiar prawa. Pomyślałam — no to beze mnie...

Nikt nie zatrzymywał?
- Od członka zarządu usłyszałam, że nie ma mnie przecież na liście do zwolnienia. Odpowiedziałam — dziś nie ma, jutro będę...

Rozstanie niezapomniane? Naręcza kwiatów, buziaki...
- Pożegnano mnie bardzo miło. Przyszli prawie wszyscy. Dostałam paterę, nawet nagrodę pieniężną, padło wiele ciepłych słów. Złego słowa nie da się powiedzieć...

A potem dzwonił w domu telefon?
- Numer był wszystkim znany. Stara gwardia o mnie pamięta do dziś...

O dobre rady nikt nie pyta?
- Dzwonią z różnych klubów z całej Polski. Menedżerowie często pytają, jak to i owo załatwić.

O transferach, kontraktach i UEFA wie pani wszystko.
- Pół wieku doświadczeń. To nie jest aż tak bardzo skomplikowane, a przepisy od lat są niezmienne.

Szkoda, że nie zadzwoniono, gdy przygotowywano listę przed nową edycją Ligi Mistrzów...
- Wielka szkoda. Na skrzydłach poleciałabym do biura...

Jak mogło dojść do pomyłki?
- Pewnie sporządzono standardową, tak zwaną listę A zgłoszonych do drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Słyszałam, że było na niej nazwisko Bereszyńskiego. Zanim doszło do jej zatwierdzenia, ktoś powiedział — proszę go wykreślić. To wykreślono. Nikt nie protestował, nie przekonywał, że wtedy nie zacznie biec kara trzech spotkań? Ja bym się kłóciła, udowadniała, że przepisy są jednoznaczne. No, ale nie wszyscy dadzą się pokrajać za swoje zdanie. Nawet rzetelny pracownik, który sprawdza wszystko po trzy razy, wie, że nie tylko w wojsku przełożony ma zawsze rację...

Wpisano Bereszyńskiego na listę A dopiero przed spotkaniami z Celtikiem?
- To było już bez znaczenia, bo w Edynburgu i tak miałby za sobą dopiero drugi mecz pauzy. Za późno zaczęto liczyć do trzech. Bereszyński nie miał prawa nawet wejść do szatni, usiąść na ławce rezerwowych, nie mówiąc o grze!

Wina pani kierownik?
- Choć nie wysyła list, dostaje kopie wszystkich. Mogła zapobiec nieszczęściu. Nie zapobiegła...

A kto kazał wykreślić nazwisko zdyskwalifikowanego przed meczami z St. Patrick’s?
- Prezes raczy wiedzieć...

Ostrowska?
- I przebój Szklana pogoda...

Też to lubię, więc dokończę: "Nad ogromną betonową wsią z wolna gaśnie słoneczna żarówka"...
- Skończmy tę rozmowę. Płakać mi się chce. Chciałabym móc pocieszyć piłkarzy. To przecież ich wysiłek zmarnowano. Nie ma mnie przy Łazienkowskiej od roku, ale czuję się tak, jakbym dostała walkower życia.

SQN Remanent 7
fot. SQN

O książce:

Rewolucja cyfrowa z ostatnich kilkunastu lat spowodowała niewyobrażalne zmiany w dziennikarstwie. Coraz większą rolę zaczęły odgrywać media społecznościowe bazujące na szybkości przesyłania informacji i kontrowersyjnych treściach generujących gigantyczne zasięgi, które przekładają się na zyski twórców. Wielu przedstawicieli tego zawodu dostosowało się do nowej rzeczywistości i obniżyło standardy pracy, ale nie Jerzy Chromik, który udowodnił, że można pójść z duchem czasu, jednocześnie nie rezygnując z tego, co jest esencją dobrego dziennikarstwa, czyli rzetelności, wszechstronności, kwiecistego języka i zmuszania czytelnika do myślenia.

Książka Gra bez piłki jest zwieńczeniem jego pracy nad serią Remanent. Najnowszy tom, którego wydanie zbiega się z siedemdziesiątymi urodzinami dziennikarza, łączy teksty opublikowane w tygodniku „Sportowiec” w latach 80. XX wieku z wywiadami przygotowanymi przez niego dla strony internetowej TVP Sport w nowym tysiącleciu. Ich bohaterami byli m.in. Wojciech Nowiński, Dariusz Juzyszyn, Maciej Skorża, Sebastian Mila, Karol Bielecki, Sławomir Szmal, Barbara Włodarczyk i Andrzej Janisz. Nie zabrakło więc znakomitych rozmówców i dociekliwych pytań.

Kto lepiej nadawał się do roli szefa banku informacji reprezentacji Polski niż Bernard Blaut? Dlaczego Dariusz Mioduski postanowił opuścić Stany Zjednoczone i wrócić do ojczyzny? Jak nazywa się łowca talentów, który odkrył Jacka Kazimierskiego, Wiesława Wragę i Marka Leśniaka?

Siódmy Remanent znowu pokazuje, że najbardziej frapujące historie rozgrywają się poza arenami. Wszystkie tomy serii ukazują inspirujący dla następnych pokoleń dorobek autora. Wolny od schematów, podobnie jak występy wysublimowanego George’a Besta, który grał w koszulce Manchesteru United z numerem... 7.

Książkę znajdziecie na: https://bit.ly/legionisci-remanent7

Podaj ten news dalej:
Komentarze (0)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość