To dla pana będzie szczególne spotkanie.
- Dla mnie każdy mecz jest szczególny, bo chciałbym, żeby Legia wszystko wygrywała i tak samo jest teraz. Mecz z Odrą też był szczególny.
Niewiele brakowało, a chciałby pan, żeby to Wisła wygrywała.
- Była taka możliwość. Jedną nogą byłem już w Wiśle, ale - niestety - nie doszło do podpisania umowy i jestem teraz w Legii.
Dobrze się stało, że Legia, a nie Wisła?
- Nie mogę na ten temat nic powiedzieć, ponieważ zbyt krótko byłem w Krakowie. W Legii czuję się bardzo dobrze od samego początku. Gdybym był jednak w Wiśle, też mógłbym się czuć dobrze, trudno powiedzieć.
Jednym z głównych powodów, dla których nie zatrudniono pana w Krakowie, były różnice zdań w ocenie charakteru pańskiej pracy między panem a trenerem Kasperczakiem.
- Za dużo było nieporozumień. Uzależniałem podpisanie umowy - czego zresztą nigdy nie kryłem - od rozmowy z panem Kasperczakiem. Po rozmowie byłem zadowolony, ale potem wszystko ułożyło się inaczej. Być może rzeczywiście - jak mówił w wywiadzie zamieszczonym na łamach waszej gazety - został źle zrozumiany, a jego słowa przeinaczone... Nie ukrywam jednak, że chciałem zajmować się czymś więcej, niż tylko poszukiwaniem młodych zawodników. To mógłbym ewentualnie robić dodatkowo. Jest tyle pracy do wykonania w klubie, że po prostu szkoda by było...
O co zatem poszło?
- Ja powiedziałem - na co dzień będę pracował z trenerem Kasperczakiem i z tym człowiekiem muszę się dogadać, aby nasza współpraca się układała.
Ale nie ułożyła się.
- Nie, bo muszę powiedzieć to wreszcie otwarcie - jako trener drużyny, pan Kasperczak nie miał prawa mówić, co ja będę robił w klubie. Bo to nie jest jego klub i on nie jest tam najważniejszy. Od określania zakresu moich obowiązków są właściciele Wisły, a nie pan Kasperczak. Jeżeli bym się uparł i miał troszeczkę inny charakter, to na pewno dziś pracowałbym w Wiśle i robił to, czego wymagaliby szefowie klubu. Koniec i kropka. Za dużo pyta się trenera Kasperczaka o moją osobę, a ja nie byłem na pewno w pionie szkoleniowym. Uważam, że trenerzy są od szkolenia, a inni ludzie są od pozostałych spraw.
Nastał przełomowy okres dla Legii, związany z wejściem ITI. Czy ten mecz może być kamieniem milowym w transformacji drużyny?
- Tak. Jeżeli bowiem Legia wygra ten mecz i przybliży się do tytułu mistrzowskiego, to będziemy bliżej eliminacji Ligi Mistrzów. Ten mecz ma olbrzymi ciężar gatunkowy, może nas przybliżyć do upragnionego tytułu, ale nie zdecyduje jeszcze o losach mistrzowskiego tytułu.
Właściciele naciskają, chcą Ligi Mistrzów już teraz?
- Nie, absolutnie. Panowie Walter i Wejchert znają się na biznesie i wiedzą, że od razu niczego się nie zbuduje. Nawet, jak się sprowadzi dziesięciu zawodników wysokiej klasy, nikt nie zagwarantuje, że będą od razu stanowić zespół.
Jaką ma pan koncepcję budowy wielkiej Legii? Polska Chelsea?
- Lista piłkarzy jest długa. Za dwa miesiące kończy się liga, mamy otwarte okienko transferowe i przymierzamy się do pozyskania zawodników, którzy są nam potrzebni na teraz. W perspektywie czasu zbudujemy coś na dłużej. Na tę chwilę mamy bardzo dobry zespół. Co w nim można zmieniać, skoro wszystko wygrywa?
Nie macie problemów?
- Są - wypadło dwóch zawodników i w ataku już jest problem, my to widzimy. Właściciele mają identyczne spostrzeżenia, jak ja oraz trenerzy. Drużyna gra dobrze, ale potrzebuje dublerów. Całość poukłada jednak trener, który o wszystkim decyduje. Oczywiście - o wszystkim ze szkoleniowego punktu widzenia...
Czyli nie tak, jak w Wiśle?
- Nie mieszajmy już Wisły. Ja w Legii bez zgody trenera nie zrobię żadnego ruchu.
Wywiad
Bez zgody trenera nie zrobię ruchu
sobota, 17 kwietnia 2004 15:32
Edward Sochaźródło: Przegląd Sportowy