- Na początek dziękuję kibicom za wsparcie do samego końca. Mieli uzasadnione rozczarowanie po pierwszej połowie gwiżdżąc na zespół, bo taka postawa nam nie przystoi. W drugiej części kibice próbowali nam pomóc - powiedział trener Legii, Marek Papszun.
Papszun: Daliśmy Rakowowi tlen
- Gratulacje dla Rakowa. Wygrali tutaj, strzelili 4 bramki przy naszej postawie, a to wciąż jest duża sztuka. To był naprawdę dobry mecz, choć był dziwny, specyficzny. W pierwszej połowie nasza postawa była nie do przyjęcia, musimy wymagać od siebie więcej. Raków mógł prowadzić 2-0. Potem dźwignęliśmy się, choć mieliśmy karygodne błędy. W fazach przejściowych nie poznawałem drużyny, bo zazwyczaj dobrze się w tym odnajdywaliśmy. Musimy to przeanalizować, skąd taka dyspozycja zespołu. Mieliśmy proste błędy przy piłce, co też decydowało… Tego było dużo, co w konsekwencji kosztowało nas cztery bramki. Mieliśmy nieuznaną bramkę, mieliśmy trzy sytuacje, nie wyciągnęliśmy tego wyniku na swoją korzyść.
Pierwsza połowa nie do przyjęcia
- Gdy doprowadzasz do remisu, to powinno cię to napędzić. Była energia, była pewność, ale może zbyt pewnie się poczuliśmy i to nas zgubiło. To się zdarza. Otto ratował nas wiele razy, ale dziś przytrafił mu się błąd. Natomiast trzecia bramka też była łatwa… Każdą bramkę dla Rakowa można podciągnąć pod łatwe trafienie. Natomiast Raków zasłużył na swe gole. Miał jakość, energię chłopaków. Może gdyby była uznana sytuacja na 3-3, to kto wie… Wówczas było sporo czasu. Ten mecz był interesujący, było dużo bramek, ale dla mnie pierwsza połowa była nie do przyjęcia. Do tego liczba straconych bramek - też tego nie akceptuję. Byłem zaskoczony na boisku jak w prosty sposób była mijana nasza linia obrony. Zwykle jesteśmy gotowi na takie zachowania. Owszem, był Makuch, Fadiga czy Emreli. Znam ich atuty i byliśmy na to przygotowani. Jednak co innego teoria, a co innego praktyka i przeciwdziałanie temu na boisku. Musimy to przeanalizować i zrobić tak, żeby wrócić na właściwe tory. Teraz mamy dwa tygodnie przerwy, aby potem w tych czterech meczach wyciągnąć maksa.
Debiut Stępniewskiego
- Zmiana w przerwie? Zakładałem, że będzie duża intensywność i, że Franciszek zagra 45 minut. To był przyzwoity debiut. Zaliczył adaptację i zrobił kolejny krok w pierwszej drużynie. Roszada wynikała z trudności w pierwszej linii. Wcześniej z kadry wypadł nam Rafał Adamski i Jakub Żewłakow. Wahan Biczachczjan wraca po kontuzji i nie był gotowy, żeby grać od początku. Był Wjunnyk z Sevcikiem, który miał średnią dyspozycję i nie trzyma intensywności. Stąd taka decyzja. To był dobry moment, żeby Franek zadebiutował. Zespół nie pomógł w pierwszej połowie, więc i on nie miał okazji, żeby wyróżnić się. Raków był dobrze nastawiony w pojedynkach, był agresywny, ale myślę, że Franek poradził sobie w tym meczu.
Najsłabszy mecz pod wodzą Papszuna?
- Przegraliśmy z Lechem dwukrotnie oraz z Koroną… Debiut był słabszy niż to, co dziś oglądaliśmy. Wtedy niewiele zrobiliśmy. Przegraliśmy 1-2, ale globalnie było gorzej. Chyba, że pierwsza połowa. To byłby „wyścig” na to, co było słabsze.
Postawa Legii w ostatnich tygodniach
- Będziemy robić podsumowanie i zobaczymy, co z tego dokładnie wyjdzie. Te mecze były trudne, a przeciwnicy byli mocno wymagający. Trafialiśmy na nich w dobrej dyspozycji i odpowiednim nastawieniu. To pokazuje, że taki będzie standard tych drużyn. Natomiast każdy z tych ostatnich meczów po przerwie na kadrę był inny. Z Lechem choć przegraliśmy, to zaprezentowaliśmy się dobrze. Z Górnikiem był zamknięty mecz z obu stron. Na Cracovii wypuściliśmy prowadzenie z rąk. Każde ze spotkań miało swoją historię. Na pewno tych przyczyn było dużo - personalia, nastawienie czy tak jak dziś oddanie inicjatywy. Dziś były dobre momenty, było kreowanie szans bramkowych. Oczywiście wynik meczu zamaże przebłyski, ale to ma znaczenie, bo pokazaliśmy, że potrafimy kreować. Wiedziałem, że dziś będzie duża intensywność w pierwszej połowie, ale też swoją postawą napędzaliśmy Raków. Dawaliśmy im tlen, żeby wierzyli, żeby szli dalej, że mogą wygrać i to wykorzystali. Musimy to przeanalizować, żeby takich meczów jak dziś nie było w przyszłości.
Intensywność Rakowa
- Taka jest dzisiaj piłka. Patryk Makuch ma europejską intensywność i jakość. Trzeba wrócić do momentu, gdy trafiał do Rakowa. To nie zadziało się od razu, że Patryk wygląda tak jak dziś. Mamy kontuzjowanego Adamskiego czy Wjunnyka, ale to nie jest ten poziom intensywności w kompleksowości gry. Przyszli z mniejszych środowisk i trzeba ich przygotować do gry. Oczywiście, jeśli jest charakter jak u Makucha, który ma możliwości i odpowiedni profil. Dziś to jest najlepszy zawodnik Rakowa. Kiedyś był wyśmiewany, wyszydzany, a dziś… Czasami trzeba cierpliwości, żeby pokazali swój potencjał. Pod warunkiem, że wiedzą jak go wykorzystać, bo to też nie jest oczywiste. Nie każdy ma tę determinację i konsekwencję, żeby zrobić karierę.
Ucieczka Lecha i Górnika w tabeli
- Nie patrzę w tabelę, że ktoś ucieka. Patrzymy na to jak my gramy i co prezentujemy. Musimy mieć pomóc na siebie. Na klub, na budowę kadry. Musimy mieć sprecyzowane cele i tego się trzymać. Bez względu na sytuację w tabeli, bo inaczej to jest droga do nikąd. Za 4 kolejki może być zupełnie inaczej, może zmienić się wiele. Punktowaliśmy powyżej średniej 2,0. Z ostatnie pięć spotkań mamy średnią 1,0, a za chwilę może być zupełnie inaczej. Pracuję systemowo, szukam rozwiązań, żeby rozwijać zespół i będzie tak dalej. Bez względu jaki wynik byłby dzisiaj. Ten proces będzie podobny.
Bramka na 3-3 kontrowersją?
- Przyznam, że nie analizowałem sytuacji. Jeśli był spalony, to był spalony. Trudno mi to rozkminiać. Inna sprawa, że Wjunnyk mógł zachować się lepiej. Musi wykazać się sprytem w takich okolicznościach. Nie możesz zostać. Już tak strzeliliśmy raz u siebie i było podobnie. Szkoda, bo taki element mamy wypracowany, przyniósł nam bramkę, a finalnie gol nie był uznany.
