Jak się czuje człowiek wychowany na stadionie, na którym teraz lży się go i nie pamięta, że coś jednak zrobił dla klubu?
Łukasz Surma: Jestem stąd, ale kibice pamiętają, jak w poprzednim meczu Legii z Wisłą pocałowałem godło mojego obecnego klubu. Wygraliśmy 4:1, strzeliłem bramkę. Był to odruch emocjonalny, jednak wcale go się nie wstydzę. Gram dla Legii i to normalna sprawa. Gwizdy i obelgi pod moim adresem to problem krakowskich kibiców. Będę musiał do tego się przyzwyczaić i absolutnie nie zamierzam ich prosić, aby było inaczej.
Jednak przez wiele lat był Pan wiślakiem.
Wiele lat to za dużo powiedziane. Będąc trampkarzem, a później juniorem, faktycznie spędziłem w Wiśle kilka ładnych lat, trochę zdrowia tu zostawiłem. Natomiast jeżeli chodzi o karierę seniorską, to wiąże się ona głównie z Ruchem Chorzów i Legią. Chociaż oczywiście dwa lata w pierwszej lidze w barwach Wisły też grałem. Tego nie da się ukryć ani zapomnieć. Takie jest życie piłkarza, że gra się dla innego klubu. Ja chcę grać dla Legii i muszę przyzwyczaić się do takiego traktowania.
Czego zabrakło Legii, by w sobotę nie przegrać?
Najprościej mówiąc - wyrównującej bramki. Można przegrywać 0:1, ale trzeba umieć się podnieść. Trochę tych sytuacji w drugiej połowie mieliśmy za mało, aczkolwiek były. Teraz Wisła, prowadząc w tabeli z przewagą pięciu punktów, ma prostą drogę do tytułu.
Bramkę decydującą o Waszej przegranej straciliście jakby za łatwo.
Chcieliśmy skontrować Wisłę, nie udało się. Strzelili nam bramkę właśnie w taki sposób, w jaki sami chcieliśmy. Zaangażowaliśmy więcej zawodników w ofensywę, do akcji podłączyło się bodaj trzech zawodników. Poszła kontra i padła bramka. Może trzeba było zagrać w tej sytuacji tchórzliwie i bramki by nie było.
Już jest "pozamiatane"? Wisła będzie mistrzem?
Na pewno ma większe szanse, ale do zdobycia jest 21 punktów. Przed rozpoczęciem sezonu stawiano Wisłę w roli faworyta i mówiono, że będzie miała jeszcze większą niż pięciopunktową przewagę. Myślę, że sprawa mistrzostwa będzie się rozstrzygała do końca rozgrywek.
O co teraz zamierza walczyć Legia?
Nadal walczymy o mistrzostwo i Puchar Polski. Dlaczego mamy zmieniać cele, skoro tracimy do Wisły pięć punktów, a w jednej kolejce można odrobić trzy?
Gdyby zagrali Tomasz Jarzębowski i Marek Saganowski, to...
...mielibyśmy ze dwie-trzy sytuacje więcej i Marek pewnie wziąłby na siebie ciężar walki w polu karnym. Może po jednej z wywalczonych przez niego sytuacji padłaby bramka. Nie oszukujmy się, Marek jest najlepszym u nas napastnikiem i jakąś tam sytuację by sobie tutaj stworzył. A Tomek też by nam pomógł. Co nie znaczy, że nikt inny w drugiej linii nie dałby rady. Mamy 18 ludzi i różnie to po prostu się układa.
Co w przerwie meczu powiedział trener Kubicki?
Szkoda straconej bramki i na tę sytuację głównie zwracaliśmy uwagę. Mieliśmy przejść do ataku, co udało się 25 minut przed końcem.
A co trener powiedział po meczu?
Ja akurat udzielałem wywiadu w telewizji, więc w chwili, gdy rozmawiamy, to jeszcze nie byłem w szatni.
Ta porażka to już koniec marzeń o mistrzostwie czy będziecie jeszcze walczyć?
Jaki koniec? Spokojnie, do końca rozgrywek zostało tyle meczów, że wszystko się może zdarzyć.
Rozmawiał Maciej Weber
Wywiad
Wszystko się może zdarzyć
niedziela, 18 kwietnia 2004 21:32
Łukasz Surmaźródło: Gazeta Wyborcza