Po strzeleniu gola podniósł Pan koszulkę. Widniał na niej napis: Dla Józefa i Edwarda. Po chwili palcem wskazał Pan niebo. Co to oznaczało?
- Niedawno zmarli moi dawni trenerzy - Józef Łobocki oraz Edward Warsiński, który mnie wychował w moim rodzinnym Pruszczu Gdańskim. Udało mi się strzelić bramkę i im właśnie zadedykowałem gola.
Nie strzela Pan zbyt często bramek.
- To prawda. W każdym meczu mam kilka sytuacji, ale zawsze trochę brakuje do szczęścia. W niedzielę uśmiechnęło się do mnie, dzięki czemu wygrałem obiad z Michałem Probierzem.
Powinniście wygrać wyżej.
- Szkoda niewykorzystanego przez Marka Saganowskiego karnego. Wówczas grałoby się nam łatwiej i z pewnością strzelilibyśmy kilka goli więcej. Zabrakło chyba jednak koncentracji w sytuacjach podbramkowych. Z dużo łatwiejszych pozycji nie zdobywaliśmy bramek. Na dodatek murawa była bardzo śliska.
Z Markiem Saganowskim w ataku Legia jest znacznie groźniejsza.
- Trener Kubicki próbował gry sześcioma pomocnikami i siła ataku też była spora. Nie ma co jednak ukrywać: Marek bardzo aprobuje obrońców, dzięki czemu pozostałym zawodnikom łatwiej się gra.
Krótko czciliście imieniny Marka Jóźwiaka.
- Nie zabrakło ciasteczek i piwa. Trener dał nam dwa dni wolnego, więc większość z nas pewnie będzie chciała pojechać w rodzinne strony.
Jest Pan zaskoczony wynikiem piątkowego meczu Groclinu z Wisłą Kraków?
- Każdy mecz jest inny. Groclin popełnił sporo błędów w obronie, a Wisła potrafiła to wykorzystać.
Za tydzień w poniedziałek czeka was trudniejsze zadanie. Mecz we Wronkach.
- Naszym celem będzie teraz zwycięstwo. Zagramy maksymalnie skoncentrowani.
W bramce nie zagra Grzegorz Szamotulski, który oglądał wasze spotkanie z trybun, jako bezrobotny. Maciej Mielcarz nie jest chyba tej klasy bramkarzem.
- Ale z takimi zawodnikami gra się najtrudniej. Dostają nieoczekiwanie szansę i robią wszystko, by ją wykorzystać.