Czy nie bał się Pan objąć funkcji prezesa KP Legia SSA?
Piotr Zygo: Nie bałem się. Niech ludzie mówią, co chcą. Żeby tu się znaleźć, zrezygnowałem z pracy w banku i podjąłem się czegoś, co nie jest pewne. Ale często brałem udział w ryzykownych przedsięwzięciach. W Legii czeka mnie wielka przygoda.
Czy zgodził się Pan zostać prezesem z miłości do Legii?
- Dla wielu osób może to być zabawne, ale taka jest prawda. Gdy pan Walter w jednym z wywiadów powiedział, że jedną z cech prezesa musi być to, że marzył, aby objąć to stanowisko, wówczas uśmiałem się i pomyślałem, że chyba o mnie mówi. Spełniło się moje szczenięce marzenie.
Czym Legia Pana skusiła?
- O finansach nie chciałbym mówić.
Ma Pan więcej niż w banku?
- Sprawy finansowe są kwestią prywatną. Nie będę prezesem, który zarabia niebotyczne sumy i rozbija się luksusowymi limuzynami.
Do kiedy obowiązuje Pana kontrakt w KP Legia SSA?
- Nie mam określonego terminu jego zakończenia.
Kiedy po raz pierwszy zaproponowano Panu stanowisko?
- Na początku roku.
Jak Pan reagował na pojawiające się w prasie nazwiska dotyczące innych kandydatów?
- Przyjmowałem je z dużym spokojem. Dziennikarze są od tego, by tropić.
Jaka będzie Pana rola?
- Przede wszystkim trzeba będzie zorganizować zespół mający zarządzać Legią. Pion sportowy mamy na wysokim poziomie, szczególnie po wzmocnieniu go Edwardem Sochą. Najważniejszym moim zadaniem będzie więc zorganizowanie działalności marketingowej, szukanie nowych źródeł przychodów, rozwijanie współpracy ze sponsorami i firmami zainteresowanymi obecnością w klubie. Muszę zapewnić właściwą organizację klubu, niezbędną do osiągnięcia pożądanego wyniku sportowego. Nadszedł czas, by Legia, dzięki wsparciu Grupy ITI, zyskała nową sportową jakość. Ten klub był zawsze wielki, a ja postaram się przyczynić do tego, by był jeszcze większy. Ale zmiany nie nastąpią szybko. Myślę, że w ciągu trzech lat zdołamy stworzyć taką Legię, w której będzie lepiej i pewniej. Musimy zacząć od podstaw, czyli zaplecza dla drużyny, chowania drużyn młodzieżowych, tworzenia systemu szkolenia wychowanków, modernizacji starego i budowy nowego stadionu. Legia ma być wizytówką polskiego futbolu.
Jak będzie wyglądała sprawa z dotychczasowymi reklamodawcami Legii?
- Muszę przejrzeć kontrakty, które z pewnością będziemy renegocjować.
Na jakich wzorcach będzie się Pan opierał?
- Nie mam wizji, że Legia musi być drugim Milanem czy Barceloną. Klub musi być po prostu dobrze zorganizowany, ale oparty także o tradycje.
Mówi Pan o tradycjach, a KP Legia SSA ma wciąż problemy z logo i nazwą.
- To, co zawsze nazywało się Legią, powinno się dalej tak nazywać. Klub musi mieć prawo do swojego logo i nazwy. Jestem z Warszawy i "eLkę" mam w sercu. A znak i nazwa nie mogą być przedmiotem handlu. Mam nadzieję, że wszyscy się opamiętają i sprawa zostanie rozwiązana.
Czy zna Pan już prezesów innych klubów?
- Nie znam, ale wiem, że poznam.
Jakim był Pan kibicem?
- Kamieniami nie rzucałem i chciałbym, aby za mojej kadencji nigdy do tego nie doszło. Chodziłem na "żyletę", ale później przeniosłem się na "krytą". Pamiętam mój pierwszy mecz w 1981 roku z ŁKS, wygrany 3:1. Chcę współpracować i wspierać wszystkich, którzy potrafią kibicować, kochają Legię. Nie będę tolerował wulgarnych zachowań narażających klub na uszczerbek czy kary finansowe.
Wierzy Pan, że Legia w tym roku jest w stanie zdobyć mistrzostwo Polski?
- Nadal mam nadzieję na nasze zwycięstwo w ekstraklasie i grę w Lidze Mistrzów, a także sięgnięcie po Puchar Polski.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Wywiad
Mam eLkę w sercu
środa, 5 maja 2004 08:32
Piotr Zygoźródło: Życie Warszawy