Lucjan Brychczy jest związany z Legią od pół wieku. Najpierw jako zawodnik, a potem pierwszy trener i asystent kolejnych. To właśnie on prowadził drużynę, która w 1980 roku w finale Pucharu Polski pokonała Lecha w Częstochowie 5-0.
"Do przerwy było 3-0, a tuż przed końcem pierwszej połowy Jacek Kazimierski obronił karnego. Trzeba powiedzieć, że nasz zespół był wtedy bardzo mocny. Wystarczy przytoczyć takie nazwiska jak: Kazimierski, Janas, Majewski, Załężny, Kusto, Okoński. Legia była faworytem i nie zawiodła. Lech nie był słaby. Chyba nie wytrzymali tego meczu psychicznie. Ale to przede wszystkim Legia była wtedy silna i takie bramki padały... Pamiętam bombę Adama Topolskiego z rzutu wolnego, który zresztą strzelił gola swojemu szwagrowi Piotrowi Mowlikowi. Za mojej kadencji był to nasz najlepszy mecz. Może oprócz meczu-pożegnania Kazia Deyny z Manchesterem City. Tak, to był kawałek zespołu. Teraz różnica między Legią a Lechem jest chyba mniejsza. Fakt, że są dwa mecze, działa jednak na naszą korzyść. Wydaje mi się, że zespół powtórzy to, czego dokonał w lidze. A tu jest 3:1 dla Legii po dwóch naszych wygranych. Legię i teraz stać na zwycięstwo w Poznaniu. Chodzi o to, by już przed rewanżem zrobić kroczek w kierunku pucharu." - powiedział Lucjan Brychczy.
Brychczy: Pamiętam 5-0
poniedziałek, 17 maja 2004 22:20
Woytekźródło: Gazeta Wyborczana podstawie: Gazeta Wyborcza