Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Fiesta w Multikinie

środa, 19 maja 2004 16:07
aerte

Wtorek. Godz. 18:40. Metro Imielin. Wychodzimy ze stacji,
kierując się, niczym w najlepszych kreskówkach, pociągającym
zapachem. Tym razem zapachem adrenaliny i emocji sportowych.
Wychodząc na powierzchnię zagadują nas jakieś małolatki, z
pytaniem, co się tutaj dzieje. Chwila zawahania, wynurzamy
głowy na wysokość chodnika, a tam dziesiątki kibiców w
koszulkach i szalach w barwach wiadomych! Od razu serce zabiło
mocniej.

Kibice wchodzą do Multikina - fot. aerte
fot. aerte


Wchodzimy do środka. Kontrola biletów, małe macanko (niczym na
stadionie – organizatorzy zadbali, abyśmy czuli się jak w
domu). Od razu łatwo zauważyć, że kino podzielone jest na dwie
części. Prawa należy do kibiców, lewa wydaje się być
opustoszała. Dyrekcja oddała kibicom do dyspozycji 3 sale (w
sumie nieco ponad 1200 miejsc). Senas Lech-Legia był jedynym
tego dnia z kompletem publiczności. Nam udaje się zająć
miejscówki w sali numer 7 – największej, a więc prawdopodobnie
z najlepszą atmosferą.


Wchodzimy i od razu szok! Multikino przygotowało kartoniadę (w
formie kolorowych kartek formatu A4) która miała ułożyć się w
barwy (czerwono-biało-zielone rzędy foteli). Sale zapełniają
się szybko, tak samo, jak szybko ubywa piwa w bufecie (drogie,
bo drogie, ale bez tego ani rusz). Zanim jeszcze rozpoczyna się
mecz, fotoreporterzy robią serię zdjęć, a my wywieszamy
transparent "Prezesie! Wpuścimy ich!" z adnotacją "Warszawa
1.VI.2004". Miał on nakłonić Prezesa Zygo do zmiany decyzji
(nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że poznaniacy będą mogli wejść
na nasz stadion w liczbie 1200).


Kartoniki na siedzeniach - fot. aerte
fot. aerte

Na wyjście piłkarzy oczywiście barwy w górę i "Mistrzem Polski
jest Legia...". Przez cały mecz, mimo niekorzystnego obrotu
spraw, doping jest głośny i prawie nieustanny. W międzyczasie
domagamy się zgaszenia świateł. FIESTA na całego!
Najpierw "cała sala robi falę", później "Tańczymy...", a gdy na
ekranie widzimy naszych na Bułgarskiej cała sala nie szczędząc
gardeł "Jesteśmy zawsze tam..." i zaraz potem "Lech! Lech!
Szacunek!".


W przerwie, gdy ochrona pozwoliła nam opuścić kino na
przysłowiowego papieroska, spora część wypada w osiedle,
wracając po 15miunatch zziajani, ale szczęśliwi, z napojem
Bogów w kieszeniach...


Druga połowa przyniosła nam więcej wrażeń sportowych, ale już
zdecydowanie mniej dopingu. Z minuty na minutę napięcie rosło,
ale wiary ubywało. Doping jednak, choć rwany nie ustawał. Gdy
komentujący mecz (w drugiej połowie zwiększono głośność i
wreszcie mogliśmy usłyszeć przebijającego się przez nasz doping
głos mister Jasiny) powiedział "Wsłuchajcie się Państwo w tą
atmosferę poznańskiego obiektu" Multikino znów zadrżało w
fundamentach. "Jesteśmy najlepsi"!


Prezesie! Wpuśćmy ich! - fot. aerte
fot. aerte

Mecz niestety skończył się nie po naszej myśli. Mimo to, nie
stało się nic, czego doszukiwała się prasa i nieprzychylni
Legii...strat (przynajmniej w sali numer 7) nie było żadnych!
To oczywiste.


Wychodząc zaintonowaliśmy "Multikino! Dziękujemy!" i udaliśmy
się do metra. To jednak nie koniec wrażeń. W metrze fiesta
trwać nie przestała. Niestety do zabawy nie przyłączył się
maszynista, który wyprosił wszystkich z pociągu na stacji Pole
Mokotowskie. (W między czasie odśpiewaliśmy wszystko, co tylko
słyszało Estadio, a dodając, że jechali z nami stróże prawa
nic więcej mówić nie trzeba. No i oczywiście "cały wagon robi
falę!" na zwieńczenie wycieczki).


Nie chcieli nas w metrze, to z buta ze śpiewem na ustach
doszliśmy do centrum. Po drodze, w asyście jadącej przy nas
policji, prezentujemy transparent "Mordercy" i wspólnie
pomagamy im go przeczytać.


Wracając do Multikina. Idea była bardzo dobra. Dyrekcja stanęła
na wysokości zadania. My, kibice chyba też. Dziękujemy i
czekamy na więcej!

Podaj ten news dalej: