Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Przegląd podsumowuje sezon w wykonaniu Legii

czwartek, 27 maja 2004 11:52
źródło: Przeglsd Sportowy

Warszawska nie zdobędzie tytułu mistrza Polski. Jeśli do tego nie wywalczy Pucharu Polski, co po dwubramkowej porażce w Poznaniu może okazać się sztuką niezwykle trudną, to zostanie bez jakiegokolwiek trofeum. Ale może stać się inaczej. Legia pokona Lecha. Zostanie wicemistrzem Polski i zdobywcą Pucharu Polski. Czy to będzie sukces?Legia a RealPrzypomnijmy sobie kilka istotnych faktów. Po jesieni Legia zajmowała trzecie miejsce. Kiedy Wisła się zbroiła, ściągając kolejnych piłkarzy, warszawianie stracili najlepszego snajpera - Stanko Svitlicę.Kiedy w Krakowie płacono regularnie, piłkarze Legii na próżno czekali na wypłaty na kontach. Amica zapowiadała walkę o mistrzostwo Polski, a będący na fali Groclin podbój Europy. Co by było, gdyby...? To pytanie, które dzisiaj najczęściej nurtuje kibiców z Łazienkowskiej. Gdyby Marek Saganowski nie doznał kontuzji przed meczem z Wisłą. Gdyby ITI zainwestowało w sierpniu zeszłego roku. Wreszcie, gdyby Legia umiała się zmobilizować na mecze z teoretycznymi słabeuszami...W hiszpańskiej lidze Real Madryt przegrał z Valencią bój o mistrzostwo kraju. Piłkarze Dariusza Kubickiego często porównują się do Realu, ale na zasadzie - przegrywać mogą najlepsi. Jedyny wspólny mianownik Legii i Realu to na dzisiaj przegrane mistrzostwo kraju. No może jeszcze jeden - Kubicki w każdym meczu wystawiał ten sam skład. Jak Carlos Queiroz. Na początku to skutkowało. Legia zaczęła wiosnę wspaniale. Wygrała pięć meczów, jak na zawołanie. Ale forma chyba przyszła za wcześnie. W meczu w Krakowie to Wisła była już na fali wznoszącej, a Legia wyglądała, jakby właśnie uchodziło z niej powietrze. Po tamtym spotkaniu mało który z legionistów wierzył w dogonienie krakowian. I to się sprawdziło. Choć mistrzostwo przegrane zostało dużo, dużo wcześniej.Grzech pierwszy: pieniądzeSezon to dwie rundy i jedno jest pewne - to nie gra w piłkę była jesienią tematem numer jeden w szatni Legii. Narastające długi, zaległości wobec piłkarzy. O tym się w szatni mówiło najwięcej. - Aż trudno uwierzyć dzisiaj, że mimo tego byliśmy w lidze tak wysoko - mówią piłkarze. A potem stał się długo oczekiwany cud. Do Legii wszedł koncern multimedialny ITI. Bez fajerwerków, bez obietnic. Z dwoma uśmiechniętymi, inteligentnymi i przede wszystkim posiadającymi pieniądze ""Panami W."". Mariusz Walter i Jan Wejchert zdecydowali robić wszystko powoli, w myśl zasady: rozsądek górą. Dziś na kontach legionistów przybyło pieniędzy, na twarzy uśmiechów. Ochoty do treningów. Skutki przyszły natychmiast. Legia wygrała w lidze dziesięć meczów na dwanaście kolejek. Jeden zremisowała, w Grodzisku. Przegrała tylko raz. Gdyby nie ta porażka, jeszcze dwie kolejki moglibyśmy oglądać serial pt. ""Czy Legia dogoni Wisłę?"". Zamiast tego, wiślacy świętują tytuł, a Legia przygotowuje się do boju o wszystko - meczu rewanżowego finału Pucharu Polski z poznańskim Lechem.Grzech drugi: motywacjaJesienią Legia zajęła trzecie miejsce w tabeli. Niby nie odległe, ale... Co stałoby się, gdyby zamiast remisu z Polkowicami, było zwycięstwo. Gdyby w Płocku zamiast porażki, padł choć remis. Gdyby wreszcie Górnik Łęczna, z którym Legia zaledwie zremisowała, a który dostarcza teraz punktów wszystkim, został pokonany. Legia miałaby kilka punktów więcej. Czy byłaby mistrzem? - Dlaczego pogubiliśmy punkty jesienią? Na rozgrzeszenie mogę powiedzieć, że wtedy dopiero się poznawaliśmy, zaczynaliśmy współpracę i trudno przypuszczać, by tak od razu wszystko było należycie poukładane, jakbym sobie tego życzył. Ponadto zabrakło trochę szczęścia, bo w Polkowicach stworzyliśmy mnóstwo doskonałych sytuacji podbramkowych. Mam nadzieję, że to będzie dla nas nauczka na przyszłość, że w każdym meczu trzeba grać na sto procent - tłumaczy Kubicki, a podobnego zdania są jego piłkarze.- Mieliśmy czasem świadomość, że rywal jest gorszy i uda się go bez problemów pokonać. Niestety okazywało się to bardzo złudne. Na szczęście na wiosnę pokazaliśmy, na co nas stać. Do każdego meczu podchodziliśmy tak, jak byłby najważniejszy w sezonie - zauważa Jarzębowski. - Przede wszystkim zdecydowała pierwsza runda, w której straciliśmy punkty z teoretycznie słabszymi rywalami. Zwłaszcza mecz z Łęczną u siebie, Polkowice na wyjeździe. To powinny być zwycięstwa, gdybyśmy doliczyli sobie te cztery stracone punkty, jeszcze byśmy walczyli - zgadza się z kolegą Marek Saganowski. - W tej rundzie wygraliśmy mecze z słabszymi. Czasami zdarzają się słabe mecze, ale na pewno nie jest to spowodowane brakiem motywacji. Motywację mamy zawsze. Wiadomo w jakim jesteśmy klubie. Legia zawsze walczy o mistrzostwo i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Jak więc wytłumaczyć te wpadki? Przecież Real Madryt też powinien ze wszystkimi wygrywać, a zajął dopiero czwarte miejsce w lidze - podsumowuje.Grzech trzeci: kontuzjeZdarzają się, nic nie można na to poradzić. Z reguły w najmniej oczekiwanym momencie. Wie coś o tym Marek Saganowski, który nie zagrał w najważniejszym meczu w tym sezonie - z Wisłą w Krakowie. - Niestety tak się zdarza, że wypada się ze składu w najważniejszym momencie i trzeba się z tym pogodzić. Już nie raz mi się to zdarzało w karierze. Przed meczem z Wisłą byłem bardzo zawiedziony. Oddałbym wszystkie mecze za ten jeden - mówi Saganowski. O podobnym pechu mogą mówić Tomasz Kiełbowicz, czy Dariusz Dudek. Pierwszy z nich był etatowym lewoskrzydłowym u Kubickiego. Od momentu kontuzji stawu skokowego stracił jednak miejsce w podstawowym składzie. Dudek prezentował się bardzo dobrze w czasie okresu przygotowawczego zimą, ale i jego spotkała podobna kontuzja. Dzisiaj wchodzi na boisko na dwie, trzy minuty. To nie jest szczyt jego marzeń... Końcówkę sezonu miał też pechową Tomasz Jarzębowski. W tym samym meczu, co Marek Saganowski - z Jagiellonią w Białymstoku, doznał kontuzji i choć pali się już do gry, to trener woli nie ryzykować jego zdrowia. W ostatniej kolejce w Grodzisku ""Jarza"" znów zagrał tylko pół meczu.- Tak się składa, że na jesieni też wypadłem ze składu na te same mecze. Do meczu z Wisłą graliśmy bardzo widowiskowo, efektownie ogrywaliśmy rywali, ale przed meczem z Wisłą wypadłem z Markiem Saganowskim ze składu. Strasznie żałuję, że złapałem tę kontuzję akurat przed tak ważnym meczem. Hmm...‰ gdybym zagrał wtedy z Markiem, to może byśmy zremisowali, ale z drugiej strony może byśmy przegrali wyżej? Nie ma co gdybać, mamy wicemistrza, w następnym sezonie powalczymy o mistrzostwo już z porządnym właścicielem - kończy wątek kontuzji Tomasz Jarzębowski.Małe mistrzostwoNie tylko dla ""Jarzy"" miniony sezon nie należał do straconych. - Jestem zadowolony. Niedosyt jest zawsze, ale lepiej wyciągać z życia to, co pozytywne. Dla mnie to i tak był najlepszy sezon w karierze - mówi Tomasz Sokołowski II, który od momentu przyjścia z Amiki Wronki, konsekwentnie walczył o miejsce w składzie. - I wreszcie je wywalczyłem. Mamy wicemistrzostwo, gramy w europejskich pucharach, możemy sięgnąć po Puchar Polski. Naprawdę nie jest tak źle. Co zrobić? Nic nie zrobimy. Myśleliśmy, że Wisła pogubi punkty, że się potknie. Tak się nie stało - mówi młodszy ""Sokół"".- Rozgoryczeni? Raczej nie. Już po meczu w Krakowie z Wisłą wiedzieliśmy, że nie zdobędziemy mistrzostwa, więc powoli oswajaliśmy się z tą sytuacją. Muszę przyznać, że już się nie łudziliśmy. Wywalczyliśmy wicemistrzostwo Polski, gramy w pucharach. Pocieszamy się w ten sposób. Ale myślę, że jeśli zdobędziemy Puchar Polski to potraktujemy to jak małe mistrzostwo Polski - kończy Jarzębowski.

Podaj ten news dalej: