Nie było żadnej umowy z Legią - mówią pracownicy Mostostalu. - Umowa była, teraz pracujemy nad jej przedłużeniem - twierdzi dyrektor sportowy Legii Lech Święcicki.Jeszcze miesiąc temu działacze Legii utrzymywali, że w przyszłym sezonie na pewno będzie aktualna umowa sponsorska z Mostostalem. - Nie ma o czym rozmawiać. Ja nic nie wiem o żadnej obowiązującej na przyszły rok umowie. Nie wiem także nic o takowej na poprzedni sezon - powiedział nam tymczasem jeden z kierowników z Mostostalu.- Takie informacje tylko psują nam rozmowy - odpowiada dyrektor sportowy Legii Lech Święcicki. - Umowa była, a w przyszłym tygodniu spotykamy się w celu jej przedłużenia - informuje. Dlaczego zatem Mostostal nie reklamował się ani na strojach, ani na hali? - Nie wiem. Proszę ich o to spytać. A dlaczego pracownicy firmy negują fakt umowy? - Ja nie wiem, z kim pan rozmawiał. To wszystko przeszkadza negocjacjom - twierdzi Święcicki. - W kwestii przygotowań do przyszłego sezonu nie ma jeszcze żadnych konkretów. Ciągle nad tym pracujemy - mówi Święcicki.- Na temat Mostostalu chodzą różne słuchy - mówi trener Łączyński. - Podobno umowa stoi pod znakiem zapytania, ale żadnych oficjalnych informacji na ten temat nie mam - dodaje. - Ja mam w głowie kilka koncepcji budowania zespołu, od walki o awans po obronę przez spadkiem. Ciągle jednak stoję w miejscu.W podobnym tonie wypowiadają się zawodnicy. - Na razie jest jedno wielkie oczekiwanie - przyznaje rzucający Kamil Sulima. - Większość z nas chciałaby zostać w Legii, bo końcówka sezonu pod względem organizacyjnym była OK. Nie dostaliśmy jeszcze tylko pieniędzy za obecny miesiąc - dodaje zawodnik.Skąd pochodziły pieniądze dla zawodników? - Informowano nas, że od Mostostalu - mówi Łączyński. Jednak kilka razy w krytycznych momentach, kiedy zawodnicy grozili strajkiem, pieniądze na drużynę wykładał z własnej kieszeni Romanowski [Witold prezes i główny sponsor sekcji koszykarskiej - red.]31 maja zawodnikom kończą się kontrakty. - Chcemy rozmawiać na temat ich przedłużenia, ale nie znając budżetu, nic nie możemy zrobić - przyznaje Łączyński.