Co się stało z autem, w którym 8 stycznia 2004 roku miał pan bardzo groźny wypadek?Aleksandar Vuković: Poszło na złom. Za wrak otrzymałem równowartość 350 euro. Całą kwotę dałem na tacę. Jestem człowiekiem może nie nadgorliwie praktykującym, ale zdecydowanie wierzącym. A skoro to Bóg mnie uratował, na Jego chwałę przeznaczyłem pieniądze z odszkodowania.A kiedy się pan ożeni?Cóż, dojrzewam do tej ważnej decyzji. Zawsze, gdy Bojana jest przy mnie, czuję się pewniej. Znajduję się wówczas w wyższej formie sportowej i psychicznej. Nie ma więc sensu odwlekać ślubu. Tym bardziej, że już nie mogę doczekać się potomka. Wszystko wskazuje, że ten najważniejszy w życiu kontrakt podpiszę w czerwcu przyszłego roku. Oczywiście bez sumy odstępnego.Gdzie zamieszka młoda para?Bojana uwielbia Warszawę, ja tym bardziej, więc oboje z chęcią osiedlilibyśmy się w stolicy Polski. Tyle że decyzja w tej sprawie nie zależy wyłącznie od nas. Jeśli porozumiałbym się z szefami Legii w sprawie nowego kontraktu, natychmiast kupiłbym mieszkanie na Ursynowie. Bo w tej dzielnicy mieszka niemal cały nasz zespół.Do kompromisu droga daleka, bo podobno bardzo wysoko wycenił pan umiejętności?A kto tak powiedział? Przyznam szczerze, że na miejscu Legii zaakceptowałbym warunki zawodnika Vukovica.Prasa codzienna podała, że upomniał się pan o podwyżkę i to znaczną, bo przez kolejne dwa lata Aco miałby inkasować na Łazienkowskiej 150 tysięcy euro. I to w dodatku netto!Rzeczywiście, w grę od początku wchodziła dwuletnia umowa. Prawdą jest też, że wspomniana kwota przewinęła się przez łamy gazet. Umówiliśmy się jednak z prezesem Piotrem Zygo, iż kwestie finansowe pozostaną wewnętrzną tajemnicą klubu. Wszyscy wiedzieli, iż dotąd zarabiałem w Legii 100 tysięcy euro rocznie, oczywiście brutto. Teraz opinia publiczna nie będzie informowana o gażach zawodników.To pieniądze zadecydują o pańskim nowym miejscu pracy?Nie tylko. Oczywiście muszę brać pod uwagę fakt, że wkrótce założę rodzinę i będę musiał utrzymywać żonę oraz dzieci. A kontrakt, który podpiszę w czerwcu, będzie przedostatnim lub nawet ostatnim w karierze. Musi być więc satysfakcjonujący. Z góry jednak odrzuciłem oferty z Izraela, choć były bajeczne pod względem finansowym. Na Bliskim Wschodzie jest niebezpiecznie, a ja już dwie wojny przeżyłem na Bałkanach. Trzeci koszmar do niczego nie jest mi potrzebny.A ile oferują panu konkurenci Legii czyli kluby, na listach których również pan się znalazł?Rosyjskie – milion euro za trzyletni kontrakt. Niemieckie – 600 tysięcy euro za umowy dwuletnie. Nie mam tylko pojęcia, ile są w stanie zapłacić Holendrzy i Portugalczycy, którzy się zgłosili, bo nie znam nawet nazw klubów, które ubiegają się o moją kartę. Wiem tylko, iż nie są to zespoły z pierwszej trójki w obu krajach.W Rosji jest pański dobry kolega Radostin Stanew. Chciałby występować pan w drużynie Szinnika Jarosławl, której barwy reprezentuje teraz Bułgar?Radek przebywa aktualnie w Sofii, bo miał kłopoty z sercem, a poza tym właśnie urodziła mu się córeczka. Często dzwoni do mnie i przekonuje do ligi rosyjskiej. Razem znów pogramy jednak wówczas, gdyby trafił do Spartaka, Lokomotivu lub CSKA Moskwa, bo tylko te kluby ewentualnie mnie interesują.A czy do Hannover 96 nie ciągnie pana przypadkiem Stanko Svitlica?Oj, ten mój przyjaciel dzwoni regularnie – kilka razy w tygodniu. Częściej niż ja, ale to zrozumiałe, bo w Niemczech on zarabia godniej. Tyle tylko, że ja na liście Hanoweru znalazłem się razem ze Svitlicą, to znaczy pół roku temu. To może nie jest klub moich marzeń, ale na pewno ma klasowych graczy i solidne podstawy. Przechodząc tam na pewno zyskałbym pod względem finansowym.To znaczy, że już zupełnie nie bierze pan pod uwagę powrotu do Partizana Belgrad?Moje serce zawsze będzie bić dla tego klubu, ale już sobie nie robię złudzeń na grę w Partizanie. I w ogóle w Serbii bo drugim klubem, który byłoby stać na mnie jest Crvena Zvezda, ale w jej barwach nigdy nie wystąpię! Gdyby ten pierwszy klub z Belgradu cenił mnie - wróciłbym z Warszawy po roku i związał się do końca życia. To już jednak nie nastąpi. Podobnie podchodzę do występów w reprezentacji. Mógłbym, ze względów administracyjnych, wybrać Bośnię i Hercegowinę, ale czuję się Serbem. I mogę grać wyłącznie w kadrze tego kraju.Jest na to szansa?Owszem, ale tylko pod warunkiem, że mój klub będzie odnosił spektakularne sukcesy w europejskich pucharach. Wisła ma aktualnie wyższe notowania w Serbii od Legii, bo o krakowianach było głośno nie tylko w Polsce. Między innymi dlatego Nikola Mijajlovic nie musi martwić się o powołania do kadry.Podobno pomógł Pan młodemu rodakowi w pierwszych dniach pobytu w Polsce?To za dużo powiedziane. Rozmawiałem z Nikolą przed meczem Wisły z Legią w Krakowie, to miły chłopak. Szukał kontaktu, gdy chciał znaleźć mieszkanie pod Wawelem, więc udzieliłem mu kilku cennych rad. Tak naprawdę jednak dom wyszukali mu aktualni pracodawcy.To znaczy, że żałuje pan, iż trafił właśnie do Legii?A skąd! To była najlepsza życiowa decyzja, w Warszawie przeżyłem najwspanialsze dni w karierze! A można tu doświadczyć jeszcze lepszych, bo po wejściu ITI klub ma wszelkie dane do zaistnienia w Europie. Tak dobrze jak w Legii czułem się tylko przez sezon w Partizanie. Nawiązałem w stolicy Polski wiele przyjaźni, w każdym meczu mogłem i chciałem grać na maksa, no i wywalczyłem dwa trofea – mistrzostwo kraju oraz Puchar Ligi. Wspomniane spotkanie z Wisłą, niestety przegrane, było moim setnym w barwach Legii. W sumie we wszystkich rozgrywkach zdobyłem osiem goli i zaliczyłem cztery razy więcej asyst. To co najmniej niezły wynik. Mam prawo uważać, iż w Warszawie odniosłem sukces.Co o tym zadecydowało?Znajomość języka. Z góry założyłem, iż tylko dobrze mówiąc po polsku spokojnie sobie poradzę. Przez długi czas byłem w Legii w otoczeniu rodaków, ale i tak po wyjeździe Svitlicy, trenera Dragomira Okuki i Gorana Niamculevicia wcale nie musiałem chodzić wyłącznie do serbskiej ambasady czy restauracji, żeby poczuć się dobrze. Jestem dumny, że nauczyłem się waszego języka w niespełna rok i do tego stopnia, że czytam po polsku książki, no i jeszcze zaliczyłem kilka występów na żywo w telewizji. A wcześniej byłem tłumaczem nie tylko Ajazdina Nuhiego, ale również Svitlicy.A z kim mieszkał pan podczas zgrupowań Legii po wyjeździe Stanka?Najczęściej z Manuelem Garcią, z którym jednak porozumiewałem się przy pomocy... rąk i nóg. Argentyńczyk zupełnie nie złapał polskiego i przez to nie przebił się w Warszawie, ale uważam że to świetny napastnik.Do pełni szczęścia brakuje panu właściwie Pucharu Polski. Dlaczego Legia zagrała tak słabo w pierwszym meczu finałowym w Poznaniu?Z prostego powodu – kibice Lecha przyjęli nas aż nazbyt ciepło. Byliśmy przygotowani na gwizdy i wyzwiska, tymczasem na dzień dobry usłyszeliśmy brawa. I to nas rozbroiło. Nie ma zresztą sensu dokładnie analizować występu w Poznaniu. Legia zagrała kiepsko w pierwszej połowie i tyle. Ale nie poniosła strat, nie do odrobienia w spotkaniu rewanżowym.Gdzie spędzi pan urlop?Niezależnie od wyniku rewanżu w Pucharze Polski – na Dominikanie. Bojana już wszystko załatwiła w Belgradzie, dokąd muszę wrócić przed wakacjami po wizę. Wybrałem ofertę biura TUI, ale wcale nie dlatego, że to sponsor Hannover 96. Zapłacę za wycieczkę ile się należy, stać mnie na to. ITI wypłaciło niemal wszystkie zaległości i dlatego już w marcu Legia grała tak dobrze. Nie musieliśmy wymyślać kolejnych form protestu, tylko skoncentrowaliśmy się na treningach oraz meczach. A jesienią może być jeszcze lepiej!Svitlica zadeklarował, że kiedyś i tak wróci do Legii. Pan także wiąże swoją przyszłość z Warszawą?Gdybym mimo wszystko nie zdołał porozumieć się z panem prezesem Zygo i ostatecznie wyjechał, to moje drogi z Legią rozejdą się raczej na zawsze. W takiej sytuacji na pewno wpadałbym jednak do Warszawy – w celach turystycznych i dla przypomnienia języka. Może się jednak zdarzyć i tak, że z klubem z Łazienkowskiej zwiążę się już do samego końca kariery. Naprawdę wszystko może się jeszcze zdarzyć.Rozmawiał Adam Godlewski