We wtorek gracie mecz ligowy z Widzewem. Czy zepchniecie Łódź do II ligi?Piotr Włodarczyk: Bardzo bym chciał. Szkoda mi jednak piłkarzy Widzewa, bo wśród nich mam kolegów. Działacze zasłużyli sobie jednak na spadek. Nie wiem, czy będę mógł wystąpić w tym meczu, gdyż czuję ból w kostce. Gdy wybiegnę na plac, zrobię jednak wszystko, by nie pozostawić Widzewowi złudzeń. Nie będzie sentymentów. Zdobyli mistrza w Warszawie i w stolicy spadną do drugiej ligi. Od dawna w Widzewie źle się dzieje, a gra w drugiej lidze może być dla tego klubu ratunkiem.???- Tak, tak. W klubie nie ma pieniędzy. Zwodzi się piłkarzy. Obiecuje się złote góry, a jak przychodzi do płacenia - to nie ma kasy.Mówiono, że tajemniczy sponsor zapłacił za Pana Andrzejowi Grajewskiemu 150 tys. zł za przejście do Legii. Prawda jest jednak inna. Przyszedł Pan do Legii za darmo, a stołeczny klub zrefundował Panu straty poniesione w Widzewie.- Tak, ale nie do końca. Sam musiałem zrezygnować z dużych pieniędzy, które był mi winny Widzew. Praktycznie cały okres grałem za darmo. Dostawaliśmy grosze, była to kropla w morzu potrzeb. Cieszę się, że w końcu mogłem przyjść do Legii. To jest profesjonalny klub i nie ma takich problemów jak w Widzewie.Gdy przyszedł Pan w styczniu do Legii, sytuacja nie była jeszcze pewna.- To prawda. Moja gra w podstawowej jedenastce stała pod znakiem zapytania. Przecież w Legii był jeszcze Stanko Svitlica. Nie było wiadomo, czy będą pieniądze. Ale gorzej niż w Widzewie nie mogło być.Niewiele brakowało, żeby nie grał Pan w Legii.- Miałem w Widzewie ważny kontrakt jeszcze przez pół roku. Chciano mnie sprzedać do klubu, któremu Widzew zalegał pieniądze. Wówczas dług by się zredukował. Ja jednak nie chciałem grać w Wiśle Płock, więc przesunięto mnie do rezerw Widzewa. A mnie ciągnęło do Legii.Nie obawiał się Pan przyjęcia przez kibiców Legii?- Żyłem w niepewności. Dwukrotnie wcześniej grałem w Legii i nie spełniłem oczekiwań. Przyjechałem do Warszawy po raz trzeci i to na dodatek z Widzewa. Powiedziałem sobie jednak, że albo teraz, albo nigdy. Dziś nie żałuję powrotu. Kibice przyjęli mnie życzliwie, aż chce się dla nich strzelać gole. Mam podpisany kontrakt jeszcze na dwa lata. Chciałbym w Warszawie dłużej zostać, bo mam już dość przenosin co pół roku. Nie chcę też na razie wyjeżdżać na Zachód.A może woli Pan zostać w Warszawie, bo tu jest więcej rozrywek?- Wiem, że wszyscy mają mnie za hulakę. Ale te czasy się już skończyły. Żona, 1,5-roczny syn Szymon, obowiązki. Poza tym muszę wiele odpoczywać. Owszem, po meczu skoczę do naszego ulubionego pubu i delikatnie coś wypiję, ale to jest tylko odreagowanie na stres meczowy. Nie szaleję codziennie po mieście. Przydomek "Włodar" wziął się od nazwiska. A skąd ksywa "Nędza"? W Ruchu Chorzów przyszedłem na mecz, mając 40 stopni gorączki. Trener Orest Lenczyk powiedział, że wyglądam jak nędza. Przyjęło się. A pseudonim "Wąski"? Bo za szeroki nie jestem.Rozmawiał Maciej Rowiński