W dzisiejszym spotkaniu jedną z sześciu bramek zdobył Artur Boruc. To pierwsze trafienie tego piłkarza w barwach Legii i z pewnością nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Artur jest bramkarzem. "Do tej pory nie znałem tego uczucia, ale to jest coś pięknego. Nie wiem do czego to porównać." - mówił po meczu Artur Boruc. "Mam nadzieję, że kiedyś to się jeszcze powtórzy, choć nie będzie z tym tak łatwo. Nie kombinowałem jak mam strzelić. Chciałem do końca wyczekać i ostatecznie uderzyłem w prawy róg. Tremy nie było, bo wynik był już przesądzony (3-0 dla Legii - przyp. red.). Gola dedykuję mojej żonie, która dziś obroniła pracę magisterską." - zakończył uradowany golkiper Legii.Z pewnością do śmiechu nie będzie Norbertowi Tyrajski, który puścił strzał Boruca. Jednak jak się okazało to nie był pierwszy przypadek, kiedy to bramkarz Widzewa został pokonany przez golkipera rywali. "Kiedyś zdarzyła mi się podobna sytucja. W Pucharze Polski, kiedy graliśmy z Pogonią Szczecin, a ja byłem w Lechu Poznań. Wtedy rozegrano po dogrywce aż 15 serii rzutów karnych i my jako bramkarze, również musieliśmy strzelać. Wtedy gola strzelił mi Sławomir Olszewski. Dzisiaj natomiast wyczekałem do końca, bo myślałem, że Artur strzeli po prostu w środek." - powiedział bramkarz Widzewa.