Reporterzy "Dużego Formatu" - Katarzyna Surmiak-Domańska, Włodzimierz Nowak i Jacek Hugo-Bader byli jednocześnie kibicami Legii i Widzewa oraz policją.Nowak "Hooligan": "Siedmiuset bandytów z Widzewa przyjedzie dziś do stolicy" - ostrzegały wtorkowe gazety. Byłem jednym z nich. Kiedy na Centralnym cały pociąg pod specjalnym nadzorem darł się przez okna "Łódzcy kibice p... Polski stolicę", w telegazecie pojawiły się pierwsze informacje, że wieziemy tasaki, siekiery i noże.Bader "Pies": Kibole Legii ryczą: "Białe kaski robią laski!". Policjanci mają białe kaski. Ja nie mam, ale stoję razem z nimi. Nie damy się podpuścić.Kaśka "Żyleta": Kibice Legii dookoła mnie śpiewają: "Widzew k... się ostatni rok w ekstraklasie". Po piątej bramce dla naszych ktoś rzuca: - No dobra, Żydzi do gazu, my do domu.Przed meczem. Adrenalinka i awanturkaNowak "Hooligan": Przymierzam czerwoną czapeczkę z napisem "Widzew" (15 zł). "W taki czerwony łeb łatwo trafić kamieniem. Zanim się obejrzysz, Legia zrobi ci stonogę. No, skopią cię, chłopie" - tłumaczy "Bolec". "To może koszulka albo szal?" - przebieram w sklepiku pod stadionem. - Jakby co, to rzucę i w nogi. - Barw się nie rzuca - krzywi się "Bolec', ale w końcu zabierze mnie na Legię.Bader "Pies": Pobudka 5.30. Śniadanie (płatki owsiane, twarożek, dżem) i odprawa w świetlicy kompanii. Ławki szkolne, biurko nauczyciela, tablica, sztuczny kwiatek i "szafa biblioteczna" bez jednej książki (tylko "Polityka" z lutego). - Proszę, tutaj pan posterunkowy Czernikiewicz Paweł nam przypomni przypadki użycia pałki służbowej - sierżant sztabowy Waliszewski Arkadiusz wywołuje pierwszego do odpowiedzi. - Pałkę służbową używamy w następujących przypadkach - recytuje z pamięci Czernikiewicz Paweł - odpieranie czynnej napaści, pokonanie czynnego oporu, przeciwdziałanie niszczenia mienia albo kiedy uprzednie zastosowanie siły fizycznej okazało się bezskuteczne.Kaśka "Żyleta": "Spider" przez ostatni rok na starej maszynie swojej mamy uszył z kolegami 5 kilometrów flagi w barwach Legii. Więcej niż mama przez kilkanaście lat. - Można by komuś zlecić to szycie, ale satysfakcja nie ta. "Spider" wprowadzi mnie na "żyletę".Nowak "Hooligan": "Bolec" ma w domu jeden z pierwszych widzewskich szali, dziergany na domowym krośnie. Wtedy nie było jeszcze firm, które na akcesoriach dla kibiców robią fortuny. Przez ten szal "Bolec" został w drugiej klasie technikum. Założył się z kolegą: "Jak wyskoczę z okna na podstawach konstrukcji maszyn, dajesz szal". Kiedy nauczycielka pisała na tablicy, "Bolec" skoczył z pierwszego piętra. Pech. Jak mijał okno na parterze, zobaczył go facet od PO.Bader "Pies": Dobrze. Proszę usiąść. Teraz, proszę tutaj, pan posterunkowy Szwedo Marcin przypomni mam przypadki użycia broni służbowej. - Broni służbowej używamy, kiedy środki przymusu bezpośredniego okazały się niewystarczające lub ich użycie ze względu na okoliczności danego zdarzenia nie jest możliwe. - Bardzo dobrze - chwali sierżant sztabowy Waliszewski.Nowak "Hooligan": Pierwszy raz na Widzewie "Bolec" był w 1978 z tatą, inżynierem włókiennikiem (derby z ŁKS-em, 1:0 dla Widzewa). Miał cztery lata, zadawał głupie pytania: "Tata, kto to jest Marchewka?" (potem piłkarz Marchewka zmienił nazwisko na Jeżewski).Kaśka "Żyleta": "Spider", 24 lata, ultras, członek Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa Sekcji Sympatyków, student prawa. Będzie adwokatem, na razie obowiązki w Sekcji nie pozwalają mu napisać pracy magisterskiej - o przestępczości zorganizowanej.Nowak "Hooligan": Każdy klub ma na swoim stadionie święte miejsce. Legia ma "żyletę". ŁKS "galerę", Wisła słynną "dziesionę" a Widzew "pod zegarem". Tam siada młyn - najwierniejsi kibice.Bader "Pies": - Przypominam teraz "zadania stałe" - mówi sierżant i zerka do ściągi. - Reagować na wszelkie przestępstwa i wykroczenia. Zatrzymywać sprawców przestępstw i wykroczeń na gorącym uczynku i w bezpośrednim pościgu. Legitymować osoby policyjnie podejrzane. Policjanci notują. - W przypadku zamachu terrorystycznego natychmiast informować. Policjanci notują.Kaśka "Żyleta": Pierwsza wyprawa "Spidera" na stadion Legii: - 1993 rok, 11 marca, Legia - Jagiellonia 1:0. Miałem 13 lat, poszedłem z kolegą i jego tatą. Z meczu nie zapamiętał wiele. Więcej z tego, co się działo na trybunach. - To, że stanowimy jedność. Pasja, hałas, adrenalinka, awanturka.Bader "Pies": - Proszę zanotować. Przekazuje telefonogram. W dniu wczorajszym w Zakładzie Karnym w Czerwonym Borze podczas pobytu na placu spacerowym obywatel Armenii Simon Vukajostan dokonał samouwolnienia poprzez pokonanie trzech stref ogrodzeń z siatki metalowej i oddalił się w nieznanym kierunku. Wyznaczeni do patroli policjanci podchodzą kolejno do sierżanta sztabowego Waliszewskiego, który sprawdza ich notatki, stempluje i podpisuje. Reszta do 15 ma czas wolny. O godz. 16 14 kompanii prewencji Komendy Stołecznej (w każdej około setki ludzi) ma być na stanowiskach wokół stadionu Legii. O 19 rozpoczyna się mecz "podwyższonego ryzyka" Legia Warszawa - Widzew Łódź.Przed meczem. Obrazy, petardy i bengaleNowak "Hooligan": Mecz Widzew - Legia to klasyk, jak w Hiszpanii mecz Real - Barcelona. Najwięcej kibiców, najwięcej fanklubów w Polsce (Widzew ma podziemne fankluby nawet w Warszawie). Największe emocje, zadymy i wojny hoolsów. Bo kibic Widzewa ma trzech największych wrogów: Legię, ŁKS i policję. "Legia, złodziej!" - pokrzykują widzewiacy. - Legia - tłumaczą - kradła innym klubom najlepszych piłkarzy. Jak sobie jakiegoś upatrzyła, to zaraz dostawał powołanie do woja z propozycją odrabiania na boisku w barwach Legii. Janas, Kusto, Żmuda. Sprawy z lat 70. i 80., ale kibic wszystko pamięta. Pamięta - w kraju puste półki, kolejki i kartki na wszystko, a "Widzewik nasz ukochany" dokopał obu Manchesterom, Juventusowi, Liverpoolowi, najbogatszym klubom Europy.Kaśka "Żyleta": Spadek Widzewa z ekstraklasy jest przesądzony. Na trybunach raczej będzie spokój. Po tym, jak czterech pseudokibiców Legii poturbowało piłkarzy Lecha, na stadion wejdą tylko 4 tysiące osób. I może trochę widzewiaków. Ale co zrobią ci, którzy na stadion nie wejdą?Nowak "Hooligan": Z biletami zamieszanie od kilku dni. Dają, nie dają. Potem, że dla Widzewa będzie tylko 200 biletów. A dzisiaj od rana, że jak widzewiacy przyjadą do Warszawy, to sobie kupią pod stadionem.Kaśka "Żyleta": "Spider" mówi, że na taki mecz nie opłaca się robić pełnej oprawy. Swoje dzieła pokazuje na zdjęciach: - Zamawiamy w drukarni kartonowe arkusze. Maksymalnie 4 tysiące, bo tyle jest miejsc na odkrytej trybunie. Na komputerze robimy projekt obrazu. Według niego rozkładamy kartony. Każdy kibic zastaje na swoim miejscu rulon w odpowiednim kolorze i na znak rozkłada nad głową. Tak powstaje obraz. Do tej pory najtrudniejsza była twarz Kazimierza Deyny z datami urodzin i śmierci.Nowak "Hooligan": "Bolec" też robi w oprawie meczów. Jest "red workersem". To grupa widzewskich ultras odpowiedzialna za flagi, obrazy, petardy i bengale. Parę lat temu "Bolec" wymyślił kurtyny. Na wysokiej siatce oddzielającej kibiców od boiska wiesza się wielkie płótno z jakimś hasłem i szykuje niespodziankę. Potem jak w teatrze - kurtyna w dół i las transparentów. Wróg jest zaskoczony, nie wie, jak odpowiedzieć.Kaśka "Żyleta": Największa satysfakcja "Spidera"? Projekt z meczu Legia - Valencia z 2002 roku. Herb Legii opracowywali jeszcze na kartce w kratkę. Każda kratka to krzesełko. Siedzieli nad tym dwa dni. Rozkładanie rulonów zajęło dziewięć godzin, bo trzeba było na żywo wszystko korygować. Ten herb Legii z kartonów telewizja Eurosport News pokazywała co pół godziny w highlightsach z meczów pucharu UEFA.Nowak "Hooligan: Dzisiaj "red workersi" biorą do Warszawy tylko parę flag i trochę rac. - Żadnej wielkiej oprawy, wiadomo, już na dworcu zrobią nam taką trzepankę, że żadna pirotechnika nie przejdzie.Kaśka "Żyleta": Ile kosztuje przygotowanie jednego meczu? - Bywa, że i 10 tysięcy - mówi "Spider". - Mamy na to fundusz. Klub płaci nam złotówkę od biletu. Ale jak będzie musiał płacić karę za awantury kibiców, to nam potrąci. - Czyli za ostatni mecz z Lechem zapłacicie?Przed meczem. Tarczownicy i pałkarzeBader "Pies": Policjanci prewencji dzielą się po połowie na tarczowników i pałkarzy. Policjant prewencji składa się z policjanta właściwego, czarnego drelichu, pałki służbowej, dwóch nagolenników, jednego ochraniacza przedramienia (pałkarze zakładają na lewe, tarczownicy - na prawe), "żółwia", czyli kamizelki przeciwuderzeniowej (kamieniochron) i białego kasku z szybą ochronną na twarz. Tarczownicy mają tarcze. Szafka każdego policjanta najbardziej obfituje w nakrycia głowy. Obok wspomnianego kasku jest w niej wojskowy hełm pomalowany na niebiesko, czapka zimowa oraz letnia.Nowak "Hooligan": Prawdziwy ultras liczy swój staż wyjazdami. "Bolec" zaczął jeździć za Widzewem, kiedy miał 16 lat. Drugoligowy Widzew grał z Rakowem Częstochowa. - To były przeżycia. "Chłopcy, przechowajcie mi łańcuch" - poprosił w pociągu starszy kibol. Albo jak padło hasło "Wysiadamy, atakujemy policję". Z dworca na stadion Rakowa było 10 km, policja gnała nas w deszczu, potem zadyma, wtargnięcie na murawę i jeszcze gonitwa z konduktorami w powrotnej drodze, bo jechaliśmy bez biletu. Byłem tak skonany, że następnego dnia na warsztatach szkolnych, włączyłem strugarkę, oparłem się i zasnąłem. Zawiesili mnie w prawach ucznia, bo myśleli, że zaćpałem. Na swoją pierwszą Legię "Bolec" ubrał się w garnitur i powiedział rodzicom, że idzie do kolegi na osiemnastkę.Bader "Pies": Na patrole policjanci zabierają z magazynu "broń służbową". W 9. kompanii jest "na stanie" 99 pistoletów P-64. Najmłodszy pistolet jest trzy lata starszy od najstarszego posterunkowego w kompanii.Nowak "Hooligan": 14.00. Zbiórka na dworcu Widzew. Na peronie oddział łódzkiej policji w pełnym uzbrojeniu, kaski, pały, krótka i długa broń. Cały czas filmują.Bader "Pies": Chłopaki na ochotnika odrabiają w oddziałach prewencji zasadniczą służbę wojskową. To niemal wyłącznie ludzie z małych miasteczek z wielkim bezrobociem. Wszyscy marzą o pozostaniu w policji po odsłużeniu roku. Bardzo lubią wyjazdy na mecze. Wielu zamienia się z kolegami na służbę, żeby nie ominęła ich ta atrakcja.Nowak "Hooligan": "Legia to stara k...., Legia to k.... jest..." - porykuje grupka na peronie. Dobrze, że kupiłem tylko metalowy znaczek (8 zł). Rozglądam się po dworcu. Tylko parę szalików, trochę grzecznej młodzieży w czerwieni, studenci ("Żwirek" z politechniki przełożył kolokwium, żeby jechać na Legię), jeden radca prawny, a ten w okularach pracuje w sekretariacie szkolnym. Żulia z dzielnicy (popijają pod drzewem) i kibice z największym stażem, w ogóle nie mają barw klubowych. "Bolec" założył zielone bojówki i jakąś paskudną niebieską koszulkę "umbro" z białym kołnierzykiem. Od rana nic nie jadł. Mówi, że ma ściśnięty żołądek, jak przed pogrzebem najlepszego kumpla. - Ostatni wyjazd w pierwszej lidze. Teraz spadniemy nawet do piątej klasy, bo klub ma potworne długi. Będziemy na mecze rowerami jeździć - narzeka. - Taka uroczysta stypa - i to na stadionie wroga.Bader "Pies": - Imprezy masowe to zawsze jakieś przeżycie - mówi Michał z 9. kompanii, który przed sypialnią za pomocą kija od szczotki jak przy linii ustawia buciory w postawie zasadniczej. - Zawsze to jakaś odmiana w codziennym patrolowaniu, jakaś adrenalina.- Naparzaliście się już kiedyś? - Na naszej kompanii jeszcze nikt nie użył środków przymusu bezpośredniego. Jesteśmy młodą kompanią. Dopiero dwa miesiące po ślubowaniu. - To co się wydarzyło ciekawego?- Był szczyt gospodarczy - mówi rozczarowany. - Nasza pierwsza wielka impreza, tygodnie przygotowań, musztry... Tyraliera podwójna klinem, tyraliera oskrzydleniem rozszerzonym, tyraliera skosem w lewo, dwukordon, kordon rozczłonkowany, kordon wiązanie za pasy... I nic. Żadnych zajść. - A te buciory? - Piętami do ściany, kilka centymetrów od listwy przypodłogowej.W drodze na mecz. Nabojka DestrojersówNowak "Hooligan": 15.25 Odjazd. Pociąg specjalny rusza. Policja jedzie w osobnych wagonach. Nabojka wskoczyła w ostatniej chwili. "Klusek", "Żuraw", "Solo", "Paluch"... Tych ksyw szanujący się ultras Widzewa nigdy nie wymienia ("bo psy węszą"), a zwykły kibic ich nie zna. Po Widzewie krążą o nabojce legendy. 50 bojówkarzy ćwiczonych jak komandosi. Że lepsi od najlepszego GROM-owca. Zwykły policjant takiemu nie podskoczy. "Żuraw" ćwiczy 14 razy w tygodniu, same krav magi i sztuki zabijania. Nabojka to szpica hoolsów. Każdy duży klub ma nabojkę. W Widzewie mówią na nich Destrojersi, albo DHW (Destrojers Hooligans Widzew), od grupy młodych hoolsów, którzy parę lat temu postanowili zasłynąć w lidze stadionowych chuliganów. Teraz Widzew jest w czołówce. Nabojka tym razem w niewielkim składzie, najwyżej dziesięciu, siedzą razem. Na twarzach i głowach blizny. - Kierowniczku, idź stąd - młody o wdzięku pitbula wyprasza mnie z przedziału. Jakaś narada - widzę przez szybę.Bader "Pies": Na godzinę przed wyjazdem odprawa dowódców kompanii. - Strasznej sraczki dostali - mówi jeden z nich - skoro robią dodatkową odprawę. Najtrudniejsze zadanie dla kompanii I, III i X. Są najstarsze, najbardziej doświadczone. Staną za "żyletą". Tylko niektórzy z policjantów (zawsze zawodowi) mają strzelby gładkolufowe.Kaśka "Żyleta": - Gładkolufowe karabiny to nasza zmora - mówi "Spider". - Policjanci korzystają z nich coraz częściej, coraz mniej się kontrolują. Zamiast po nogach walą po twarzy. Kiedyś widziałem, jak policjant postrzelił kibica, odsłonił kask, widać było, jaką miał radochę.Bader "Pies": - Czasami, dla zdrowotności, trzeba ich pogonić - mówi komisarz Misztal. - Ale jak uciekają, z pałami, tarczami, w pancerzu, nie mamy szans ich dopędzić.Kaśka "Żyleta": "Spider" mówi, że odkąd w 1995 roku wycofano policję ze stadionów, jest bezpieczniej. Kiedy stali przy kibicach, ciągle dochodziło do awantur. - Jest napięcie, obustronna niechęć i prowokacje. Kiedyś jechaliśmy na mecz Legii do Krakowa rejsowym InterCity. A tu policja stwierdziła, że chce nas mieć pod ręką, i ścisnęli nas w jednym wagonie, po kilkanaście osób w przedziale. A przecież każdy miał miejscówkę.W drodze na mecz. Dwa MisztaleBader "Pies": Porządku na stadionie Legii pilnuje Misztal Edward - legenda polskiej milicji, pierwszy antyterrorysta Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, który w wolnej Polsce poszedł na swoje i założył agencję ochrony. Z drugiej strony ogrodzenia, na placu przed stadionem, który policjanci nazywają "przedpolem", działać będzie Misztal Jarosław, dowódca V kompanii Oddziałów Prewencji Komendy Stołecznej Policji (zbieżność nazwisk przypadkowa). Pozostałe kompanie staną w odwodzie poukrywane w zakamarkach miasta i na dworcu Powiśle, na który mają przyjechać kibice Widzewa. - Naszym zadaniem jest wyeliminowanie z "przedpola" tych, których ochrona nie wpuściła na stadion, bo nie mieli karnetów uprawniających do wejścia - przemawia do swoich komisarz Misztal. - Za bramę pierwszą odpowiada sierżant Świerkosz, za bramę druga sierżant Mireczek. Nie można dopuścić, żeby przeskakiwali przez płot, co już wcześniej się zdarzało. W żadnym wypadku nie wolno przepuścić ABS-ów. ABS-y to typy absolutnie bez szyi, którym Legia absolutnie wymówiła obecność na meczach. To oni są odpowiedzialni za awantury podczas meczu o Puchar Polski Legia - Lech.Kaśka "Żyleta": Docieramy na stadion. Mało czasu do meczu, ale "Spider" miał spotkanie z promotorką swojej magisterki. Idziemy za trybunę odkrytą. Na trawie chłopaki z Sekcji przygotowują transparent. Piotr rysuje wynurzająca się z wody dłoń z rozpaczliwe wygiętymi palcami. Obok napis: "Vuko w Wiśle".Nowak "Hooligan": "Bąk" z "Kluskiem" proponują wódkę, przepraszają, że przegonili mnie z wagonu. To "Bąk" kilkanaście lat temu przerobił piosenkę z "Pana Wołodyjowskiego" na widzewską "Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa pieśni o naszym Widzewie!". Za Skierniewicami pociąg nagle staje. - K..., zerwali hamulec - zrywa się "Bąk". Do przedziałów wpada policja w kaskach, "Bąk" z "Kluskiem" przeciskają się z drugiej strony. Destrojersi wyglądają przez okno. Zerwany hamulec może oznaczać bitwę. Może jakiś honorowy hools z Widzewa zobaczył hoolsów Legii na zasadzce i zerwał, żeby się bić. Zastanawiam się gorączkowo, czy zmieszczę się pod fotelem. Na szczęście się okazuje, że zerwał jakiś ultras z Rawy, bo kumple nie zdążyli wsiąść w Skierniewicach. Zasadzki normalna rzecz. Jedna ekipa hoolsów jedzie na mecz, druga zasadza się po drodze. Jak wtedy, kiedy oklepali "Bąka". Jechali autobusem, na parkingu czekał ŁKS. - Wszystko przez kierowcę, nie mógł zaparkować, cofał, potem do przodu, drzwi wąskie, nie zdążyliśmy wysiąść - opowiada piegowaty "Ryba". - A "Bąk" z paroma hoolsami skoczył pierwszy. ŁKS ich zmiótł. Cudem nikt nie zginął. Nie mogliśmy nic zrobić, leżeliśmy na podłodze, a ŁKS tłukł szyby.
Legia - Widzew z różnej perspektywy
poniedziałek, 14 czerwca 2004 18:25