Ani Radzewicz, ani Goliński nie trafią do Legii - mówi dyrektor sportowy warszawskiego klubu Edward Socha. - Rozmowy w sprawie Radzewicza trwały długo, ale w końcu postanowiliśmy zrezygnować z pozyskania tego piłkarza. Lech za żadne skarby nie chciał sprzedać Golińskiego. Ale kadrę i tak mamy silną - twierdzi Socha.- Rozmawiałem z Legią o Golińskim wielokrotnie. Wiem jednak, że zainteresowanie klubu można uważać za poważne dopiero wtedy, kiedy podpisze się jakiś dokument. W tej sprawie nic nie było podpisywane - tłumaczy - mówi menedżer Golińskiego, Robert Kiłdanowicz.O ile kwestia transferu Golińskiego od początku była dosyć mglista, to Marcin Radzewicz już właściwie był legionistą. Miał nim być w środę, czwartek, piątek i już definitywnie w sobotę. Jednak odstąpiono od rozmów. - Musieliśmy wyjaśnić sytuację przed naszym wyjazdem do Białej Podlaskiej. To już za długo trwało - uważa Socha.- Nie doszliśmy do porozumienia, mimo że pomyślny finał był blisko. Powód to z pewnością nie wygórowane wymagania kontraktowe zawodnika - mówi jego menedżer Jarosław Kołakowski. - Czy jestem rozczarowany? Przyjąłbym każde rozwiązanie. Na Legii świat się nie kończy. Zostaję w Odrze Wodzisław - twierdzi Radzewicz, który w środę obchodził 24. urodziny. Jego menedżer ma dla niego przygotowane inne warianty. Zainteresowanie przejawia Amica Wronki, mówi się o Groclinie. Ale piłkarz ma jeszcze roczny kontrakt z Odrą i chce go wypełnić. Legię kosztowałby 800 tys. złotych. Chciano tu podpisać z nim czteroletnią umowę, on wolałby krótszą. A w międzyczasie przy Łazienkowskiej doszli do wniosku, że kadra zespołu i tak jest liczna jak nigdy. Trener Dariusz Kubicki w tej chwili ma nawet więcej niż po dwóch graczy na jedną pozycję.