Leo Kurauvzione, który w poniedziałek w Monachium miał dołączyć do zespołu w Bad Reichenhall się nie pojawił. I już się nie pojawi. Pomocnik reprezentacji Zimbabwe w kwietniu przyjechał do Warszawy razem z Choto i po kilku treningach zdecydowano się go zatrudnić. Wtedy jednak trener Kubicki miał znacznie węższy skład, a teraz i tak mógłby spokojnie wystawić dwie pełne drużyny. Dlatego za Leo nikt nawet nie tęskni. Piłkarz podobno jest na Cyprze z niezidentyfikowanym zespołem.