Kreowany jest Pan na następcę Aleksandara Vukovicia. Ma być Pan w Legii reżyserem gry?Ireneuszem Kowalski: Jestem przekonany, że uda mi się zastąpić w drużynie Serba. Wierzę w swe umiejętności. Poza tym Legia ma lepszy skład niż w poprzedniej rundzie i przy mobilizacji wszystkich zawodników stać nas na lepszą grę. Wszystko oczywiście zweryfikuje boisko. Ja jestem pewny, że pokażemy charakter.Będzie Pan na każdym kroku porównywany do Vukovicia. Czym przebije Pan Serba?Nie przeszkadza mi porównywanie mnie z Vukoviciem. Przeciwnie, będzie to dla mnie powód do większej mobilizacji. Ja jestem silny psychicznie. Nie chciałbym porównywać się z "Aco". Wszystko okaże się na boisku. Poza tym, nie chcę zdradzać swoich atutów, żeby nie ułatwiać gry rywalom.Nie obawia się Pan przeskoku? Występował Pan dotąd w drugoligowym Zagłębiu Lubin, a teraz ma wziąć na swe barki ciężar prowadzenia gry w zespole wicemistrza Polski.W drugiej lidze musiałem grać. Pół roku temu działacze Zagłębia mieli ostatnią szansę, aby mnie sprzedać. Nie udało im się, więc wykorzystali fakt, że musiałem dopełnić kontrakt i zostałem w Lubinie. Teraz mogłem odejść, dysponując swoją kartą. Na mnie opierała się gra Zagłębia i wspólnie z kolegami udało nam się awansować do ekstraklasy. Dlatego nie obawiam się występów w Legii, tym bardziej że będą mnie wspierać bardzo dobrzy piłkarze.Będąc w Lubinie, tak Pan narozrabiał, aż przesunięto Pana do rezerw.Były zgrzyty między zawodnikami i trenerem Żarko Olareviciem, który zimą w końcu odszedł. Zastąpił go Drażen Besek i zaczęliśmy wygrywać, aż awansowaliśmy do ekstraklasy.Wróbelki ćwierkają, że sędziowie Wam w tym pomagali.Ja natomiast, słyszałem, że pół ligi opłacało sędziów. Tak twierdzili ci, którzy walczyli o utrzymanie się bądź spadli z II ligi. Przestały mnie już dziwić i interesować tego typu opinie. Jeżeli wygrasz mecz mówią - kupiłeś, jeżeli przegrasz - sprzedałeś, a jak zremisujesz - ułożyłeś się.Jak na rozgrywającego jest Pan dość młody. Ma Pan dopiero 25 lat...Uważam, że to dobry wiek. Do Legii przyszedłem, żeby podnieść swe umiejętności. Będę musiał być jednak także reżyserem gry. Z tymi kolegami jestem w stanie dużo zrobić.Dla wielu przeniesienie się do stolicy okazało się zgubne. Pan nie boi się zagubić w Warszawie?Nie będzie żadnego problemu. Wychowałem się we Wrocławiu, a to przecież nie jest małe miasto.Do Warszawy przyjechał Pan ze swym Aniołem Stróżem.Owszem, jest ze mną narzeczona Hania. Dzięki temu jest mi w stolicy raźniej. Zawsze mnie wspiera, pomaga w trudnych momentach i stara się mobilizować.Kto był i jest Pana piłkarskim idolem?Od małego moim wzorem był Roberto Baggio. Teraz podziwiam grę tak wyśmienitych piłkarzy jak Zidane czy Totti. W końcu gram na tej samej pozycji, co i oni.Jak przyjęto Pana w Legii?Bardzo dobrze. Znałem już wcześniej wielu piłkarzy z reprezentacji juniorskich.W Legii był już jeden "Kowal". Publiczność go uwielbiała. Myśli Pan, że grając w klubie przy Łazienkowskiej zaskarbi sobie taką przychylność, jak niegdyś Wojciech Kowalczyk?Muszę się najpierw pokazać z dobrej strony na boisku, aby kibice skandowali moje nazwisko. Będę się starał, aby znów w Legii "Kowal" był na ustach wszystkich. Stać mnie na to.Grał Pan przy Łazienkowskiej. Czy zdołał Pan poznać już tę publiczność?O tak. Zawsze była dwunastym zawodnikiem Legii. Na stadionie przy Łazienkowskiej jeszcze nie wygrałem, ale jestem pewien, że pierwsze zwycięstwo odniosę w meczu przeciwko... mojemu byłemu klubowi, Zagłębiu Lubin. Będzie to dla mnie bardzo ważny mecz.Jak prawie każdy zawodnik przychodzący do Legii, Pan też marzył, aby grać z "eLką" na piersi?Moim marzeniem zawsze była gra w Śląsku Wrocław i to się spełniło. Dla mnie Legia jest magnesem, który przyciąga wszystkich, bo to drużyna mająca markę nie tylko w Polsce, ale w Europie i na świecie.O Pana przejściu do Legii mówiono już zimą.To prawda, ale wówczas trzeba było za mnie zapłacić. Menedżer Jarosław Kołakowski prowadził w moim imieniu rozmowy z przedstawicielami Legii przez miesiąc. Były drobne rozbieżności, ale szybko osiągnęliśmy porozumienie. Jestem zadowolony z warunków, jakie mi zapewniono w Warszawie.We Wrocławiu dużą popularnością cieszą się wyścigi konne na partynickim torze. W Legii jest też kilku pasjonatów gonitw. Dołączy Pan do nich?Nie chodziłem na tor, bo mnie to nie interesowało. Do odwiedzania Służewca też mnie nikt nie namówi.Jakie wiąże Pan nadzieje z pobytem w Warszawie?Chciałbym wywalczyć miejsce w podstawowej jedenastce Dariusza Kubickiego i sięgnąć z Legią po mistrzostwo Polski, a także najdalej, jak można, zajść w rozgrywkach Pucharu UEFA. W czerwcu przyszłego roku pobierzemy się z Hanią, razem jesteśmy już sześć lat. Czas więc zalegalizować nasz związek. Pragnę być zdrowy i szczęśliwy.Ze zdrowiem ostatnio u Pana chyba nie najlepiej?Niestety, naderwałem mięsień czworogłowy na trzech milimetrach i musiałem wyjechać ze zgrupowania w Niemczech. W Warszawie łatwiej mogę dojść do pełnej sprawności, bo wszystko jest pod ręką. Potrwa to jednak prawie dwa tygodnie. Szczęście w nieszczęściu, że mogę biegać, choć o kopaniu piłki nie ma mowy. Fizycznie nie stracę, ale właśnie teraz krystalizuje się skład zespołu. Mam nadzieję, że góra trzy mecze zacznę z ławki rezerwowych. Nie poddam się i będę walczył o miejsce w jedenastce.Rozmawiał Maciej Rowiński