Po tygodniu ulewy zza ściany deszczu wyszło wreszcie słońce. Można zobaczyć Alpy w pełnej krasie. Zgrupowanie warszawskiej Legii w niemieckim Bad Reichenhall dobiega końca. Na boisku treningowym, schowanym szczelnie między górami, piłkarze posłusznie wykonują polecenia trenera Dariusza Kubickiego. Legenda Legii, Lucjan Brychczy siedzi na ławce‚ na niewielkim pagórku i przygląda się‚ niczym generał‚ który dokonuje ostatniego przeglądu armii przed najważniejszą bitwą. Edward Socha krąży z dzwoniącym co chwila telefonem i załatwia interesy.Legia jest inna niż pół roku temu. Wszystko wskazuje na to, że lepsza. Jaka jest naprawdę ta nowa drużyna?Przede wszystkim ma wreszcie "długą ławkę", jak w żargonie piłkarskim określa się szeroką kadrę. I nie chodzi o liczbę, ale także o klasę piłkarzy. Choć może ta nowa Legia jest trochę stara, bo mimo wzmocnień wiele wskazuje na to, że w podstawowym składzie drużyny, która zdobyła wicemistrzostwo Polski zajdą jedynie kosmetyczne zmiany.Uśmiech ChotoTrenerzy dostali szeroką kadrę. Taką, na jaką stać dziś właścicieli z ITI. Głowa Dariusza Kubickiego‚ żeby ułożyć wszystkie tryby tak‚ by cała maszyna funkcjonowała jak należy. Do tego potrzebna jest odpowiednia taktyka.Kubicki zastanawia się ciągle nad wariantem gry z czterema obrońcami w linii. Ale znając charakter szkoleniowca Legii‚ raczej pozostanie przy starym‚ sprawdzonym systemie 3-5-2. Pokazały to zresztą gry kontrolne.Siedzimy po zmroku w oświetlonym ogrodzie przed hotelem. Kubicki i dziennikarze. Zwykła rozmowa czterech facetów. Temat oczywisty: Legia.To prawda‚ że chciałby pan z Dicksona Choto zrobić defensywnego pomocnika? – pytamy prowokacyjnie Kubickiego.– Szkoda by go było‚ bo dobrze sprawdza się w obronie. Ale w pomocy też by sobie poradził – słyszymy w odpowiedzi.Pytamy o Dicksona Choto nie bez powodu. Kubicki jest zachwycony tym czarnoskórym obrońcą. Podkreśla to na każdym kroku. Kiedy zagadujemy go o jakiegoś piłkarza‚ to prędzej czy później pada: – A Choto? Podobał się panu? Jaki miał sezon? Dobrze zagrał? A Choto tak naprawdę nie miał złego sezonu‚ ale... nie miał też dobrego. Stać go na pewno na lepszą grę. Tylko asymilacja z drużyną jakoś mu nie idzie. I może to powód, że lepiej nie gra.Reprezentant Zimbabwe jest ciągle wyobcowany. Kiedy cała drużyna siedzi popijając kawę‚ Choto wyleguje się na tarasie i rozmawia przez telefon. Prawie nie rozstaje się z discmanem i słuchawkami na uszy. Może jego wyalienowanie wynika z faktu‚ że koledzy niedawno dowiedzieli się‚ jak wysoki kontrakt podpisał z Legią...?Długo rozmawia przez telefon komórkowy. Coś poważnego stało się z jego żoną w Polsce‚ tak ktoś mówił. Ale Dickson zawsze wygląda jakby nic się nie stało. Roześmiany od ucha do ucha‚ na każde zadane pytanie odpowiada uśmiechem i kiwnięciem głową. Przed sparingiem z Unterhaching w Grassau grupka kibiców w popłochu ucieka z trybun‚ na których roi się od mrowisk. A Dickson uśmiecha się i.... siada. Oglądamy się raz – a Choto już w towarzystwie czarnoskórego gościa, odzianego niczym szaman z afrykańskiej wioski. Odwracamy się drugi raz – jest ich już trzech. Gdy pojawia się czwarty mieszkaniec "Czarnego Lądu" Kubicki wypala: – Jezu‚ Dickson‚ skąd ty ich bierzesz? Powiedz im‚ że możemy podpisać kontrakt tylko z jednym – żartuje. A Dickson tylko się uśmiecha.Przyjaciel KrzynówekJak to wszystko poukładać? W bramce – nie ma cienia wątpliwości. Artur Boruc może nie grać w Legii tylko w dwóch przypadkach: jeśli dozna kontuzji albo wyjedzie na zgrupowanie kadry. A co z defensywą? Pewną pozycję ma Choto. Obok niego..., no właśnie. Środek zarezerwowany jest dla Jacka Zielińskiego. Zostaje zatem jedno miejsce. Veselin Djoković, Marek Jóźwiak, a może Mirko Poledica? Ten ostatni kilka razy prezentuje bałkański charakter. Kubicki musi go uspokajać podczas jednego ze sparingów, kiedy Serb kłóci się z arbitrem. – Nie dyskutuj! Jesteś od grania, a nie od gadania. Za to bierzesz pieniądze – przywołuje go do porządku.Rozmach Legii zależy w dużej mierze od operujących na bokach skrzydłowych. Na zdrowy rozum to Bartosz Karwan i Tomasz Kiełbowicz powinni zająć miejsca na flankach. Ich pozycje w przypadku kontuzji czy kartek z powodzeniem mogą zająć Radosław Wróblewski i Tomasz Sokołowski II. "Kiełbik" jest w bardzo wysokiej formie. Kilka zagrań w meczu z niemieckim Unterhaching pokazało‚ że ten chłopak kopał kiedyś w reprezentacji Polski. W środku trudno nie postawić na Tomasza Jarzębowskiego i Łukasza Surmę. A jest przecież Jacek Magiera, do którego "Kuba" ma spore zaufanie. Ktoś musi jeszcze wypełnić lukę po Aleksandrze Vukoviciu. Operować z napastnikami i w tym najbardziej odpowiednim momencie otwierać im drogę do bramki niekonwencjonalnym zagraniem. Kto? Fantazja powiada – Maciej Korzym. Rozsądek trenerów weźmie jednak górę i będzie grał Tomasz Sokołowski I. W meczu z rumuńską Universitateą w tej roli sprawdził się Dariusz Dudek. Strzelił Rumunom trzy gole. Gdyby Ireneusz Kowalski nie nabawił się kontuzji, która wykluczyła go z przygotowań, to on zająłby pewnie miejsce Serba.Największy atut Legii to atak. Tak zgrany duet napastników ma w Polsce może tylko Wisła Kraków. Marek Saganowski i Piotr Włodarczyk rozumieją się bez słów. Na boisku i poza nim. Strzelili razem w minionym sezonie 34 bramki. Poprzeczka zawisła wysoko – mówi Włodarczyk, ale nie wygląd przerażonego wizją poprawienia tego dorobku w nowym sezonie "Sagan" do tej pory miewał lepsze wiosny. Ale nareszcie omijają go kontuzję i wróży mu to znakomitą jesień. Saganowski jest w niesamowitym "gazie". Brak powołania do kadry na mecz z USA tylko go zmotywował, rozwścieczył i tę złość widać w każdym jego ruchu, w każdym sprincie do piłki. Ilekroć oglądamy jakiś sparing, dziennikarze z innych krajów podchodzą i pytają: – Kto to jest numer 10 Niesamowity! Ale szybki, ale dynamiczny! Nie gra w kadrze? Niemożliwe – kręcą tylko głowami.Ale legioniści nie są w Niemczech rozpoznawani. Inni Polacy, owszem. Kiedy rozmawiamy z Lucjanem Brychczym, Krzysztofem Dowhaniem i doktorem Stanisławem Machowskim na tarasie hotelowym, jakiś starszy pijany Niemiec z Norymbergi pyta o Jacka Krzynówka. Bełkocze, łamaną angielszczyzną mówi: – He my friend ("on mój przyjaciel"). Osobny rozdział to młodzież. To ona ma stanowić za kilka lat o sile Legii. Na treningu szybkościowym obrazek‚ który mówi sam za siebie. Zmiana pokoleń. Do wspólnego sprintu startują Jacek Zieliński‚ Marek Jóźwiak‚ a między nimi Jakub Rzeźniczak. Korzym gdzieś w tle podbija piłkę, ta swobodnie opada na jego kark i nie chce stamtąd spaść. Patrzą na starszych kolegów. Śledzą każdy ich ruch. Kiedy dostaną szansę od trenera? Wygląda na to, że nie tak prędko. Kubicki ma pretensje, gdy prasa rozpisuje się o Korzymie. Powtarza: – Dajcie spokój temu chłopakowi. Przecież on ma dopiero szesnaście lat. Robicie mu krzywdę. Po części można rozumieć tok myślenia trenera. Ale w zdecydowanie większej części trudno się z nim zgodzić. Ma się nieodpartą chęć chwalić tego chłopaka. Bezustannie. Przykład? Piłkarze rezerwowi rozgrzewają się w przerwie jednego ze sparingów. Korzym staje na piłce‚ obraca się‚ robi jakieś ekwilibrystyczne sztuczki‚ aż rezerwowi rywali się poszturchują. Mirko Poledica krzyczy na młodszego kolegę: – Przestań, to nie cyrk! – To jest właśnie cyrk. Zobacz‚ jaki robię cyrk! Wróbel robi cyrk, Kiełbik robi cyrk – wypala rozbawiony Korzym. Nie można w nim hamować tego entuzjazmu . A szum medialny? Tak naprawdę bez tego nie da się w futbolu funkcjonować. Bez tego nie byłoby narodzin gwiazd. Niewyobrażalne jest‚ by "The Sun" albo "Daily Mirror" przejmowały się‚ że robią za duży szum medialny wokół Wayne’a Rooneya. A przecież całe szaleństwo wokół cudownego dziecka Evertonu zaczęło się właśnie‚ kiedy miał szesnaście lat. I gra coraz lepiej. Można wierzyć‚ że tak samo będzie z Korzymem. On jeszcze nie dorósł do roli gwiazdy. Wciąż w głębi duszy jest chłopakiem, choć myli się ktoś‚ kto zarzuca mu brak skromności. Jeden z dziennikarzy poprosił go: – Maciek, nie chcę słyszeć‚ że mówisz mi per pan. – Proszę pana‚ ale ja mam dopiero 16 lat... – usłyszał w odpowiedzi.Zwrotnica z WalencjiMłodzi trzymają się razem. Dlatego Korzyma nie odstępuje na krok Rzeźniczak. Są chodzącymi przeciwieństwami‚ ale lubią się‚ to nie ulega wątpliwości. Rzeźniczak wygląda bardziej na członka chóru kościelnego niż piłkarza. Ale to tylko pozory. Na boisku przechodzi metamorfozę. Sparing z Universitateą. Jakub na środku obrony. Po bokach Choto i Jóźwiak. – To ty musisz ich ustawiać! – krzyczą trenerzy z ławki. Rywale suną z kontrą, ostre starcie przed polem karnym. Rzeźniczak skacze do gardła rosłemu napastnikowi z Rumunii. Kubicki kręci głową z niedowierzaniem. Ostatni gwizdek. Trener klepie "Rzeźnika" (taki pseudonim otrzymał od kolegów) po plecach. – Dobrze, tak ma być‚ nie pękasz i o to chodzi – chwali obrońcę. Wtedy, w ogrodzie rozmawiamy też o Rzeźniczaku.– Chłopak nie ma takiej zwrotności jakbym chciał. Jest jeszcze młody‚ ale to taka cecha‚ którą ciężko jest u piłkarza wyrobić. Ile ja bym dał‚ żeby Jacek Magiera miał lepszą zwrotność! – tłumaczy Kubicki. (między budynkami przemyka właśnie Magiera).– O wilku mowa! – krzyczy trener Legii.– A co tam o mnie mówicie? – pyta "Magic".– A nic‚ że nie masz zwrotności... Może gdy pojadę na ten staż do Walencji, to się dowiem‚ co na to poradzić – kombinuje w żartach Kubicki.– Przywiezie pan zwrotnicę? – śmiejemy się.Jest jeszcze Anglik Eddie Stanford. Też jakoś na uboczu. Z przyzwyczajenia za każdym razem, kiedy go mijamy, rzucamy: – Hi Eddie, how are you?– Dziękuję, dobrze – usłyszeć można w odpowiedzi...Eddie należy do grupy "dziwnych". Bez złych zabarwień. Po prostu trzyma się nieco z boku, choć w jego przypadku to normalne. Wciąż cierpi z powodu bariery językowej. Ile można powtarzać "dziękuję" i "proszę"?Anatolij Dorosz próbuje się zaprzyjaźnić z każdym piłkarzem. Żartujemy‚ że trochę za grzeczny jest ten Mołdawianin. I te jego smutne oczy‚ jakby wzbudzać miał litość‚ a nie postrach bramkarzy rywali. Dorosz przychodzi do sali rozrywek, gdzie gramy w pingponga.– Mogę zagrać z wami? – pyta uprzejmie.– Pewnie – odpowiadamy.I gra‚ a właściwie ogrywa nas, jak chce. Po czym znów robi smutne oczy. – Dziękuję‚ przepraszam‚ ja pierwyj raz igrał...To cały "Tola". – On za bardzo chce. Snajper musi mieć trochę pazerności na gole. Uwierzcie mi‚ będę miał z niego większy pożytek niż z Korzyma – Kubicki znów swoje.Młodszy Tomasz Sokołowski chodzi jakiś przygaszony. Jakby nie wierzył‚ że jest w stanie udźwignąć ciężar walki o miejsce na prawej stronie boiska. Nazwisko Karwan śni mu się chyba po nocach. To nie był chybiony ruch transferowy. Widać z meczu na mecz‚ jak były pomocnik Herthy odzyskuje pewność siebie. Jeśli przygotuje się dobrze do sezonu‚ będzie jednym z najlepszych piłkarzy. Ale nie w Legii, tylko w polskiej lidze. Młodszy "Sokół" trzyma się blisko Andrzeja Krzyształowicza. Kiedyś Kubicki powiedział‚ że to taki rytuał. Rezerwowi trzymają się razem. Czyżby Tomek już wyczuł‚ że ten sezon będzie dla niego stracony. Chyba‚ że... wyjedzie do Norwegii. Jest jakaś propozycja, ale wciąż bez odzewu, wciąż owiana mgiełką tajemnicy. Ale coś jest w słowach "Kuby"‚ rezerwowi chodzą parami‚ grupkami.Ale nie można deprecjonować ich roli. Legia nie wzmocniła pierwszego składu, wzmocniła zaplecze. W tym będzie tkwić jej siła. Kiedy w zeszłym sezonie przed meczem o wszystko z krakowską Wisłą, kontuzji doznał Saganowski, Kubicki nie miał go kim zastąpić. Teraz takie sytuacje mu nie grożą. – Mam taką drużynę, że mógłby ją prowadzić nawet dziennikarz "Przeglądu Sportowego" – żartuje "Kuba". Coś w tym jest. Przez kolejny rok kontraktu będzie mógł sypiać spokojnie.Przemysław Rudzki