Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Piłat i inni

piątek, 13 stycznia 2006 09:55
Stefan Szczepłekźródło: Rzeczpospolita

Robert Gadocha 10 stycznia skończył 60 lat. To jest smutna informacja dla mężczyzn z jego pokolenia, bo uświadamia, że prostata nie pozwala już biegać tak jak dawniej.
Gadocha był dla nas kimś ważnym. Kiedy latem 1974 roku rodził się w Polsce chłopiec, dawano mu imię Kazimierz. Na cześć Górskiego i Deyny. Jak dziewczynka to Gadocha. Tak chce legenda i niech tak zostanie. Lepsza Gadocha niż Isaura.

Był najlepszym lewoskrzydłowym świata, o którym niemiecki dziennikarz napisał, że "triki się go trzymają jak małpy wszy". Rzeczywiście, jak biegł z piłką przy nodze, to rywale mieli problem. Był mniej więcej wzrostu Małysza, biegł bokiem do obrońcy, zrywami, zastygał z piłką, bujał się nad nią, prowokując do ataku. A kiedy obrońca zrobił ruch już przegrał. Robert puszczał piłkę koło jego nóg i zanim biedaczysko się odwrócił, było już po herbacie. Może stąd wzięło się przezwisko Gadochy Piłat. Bezwzględny, bezlitośnie wykorzystujący każdy błąd przeciwnika oraz swoje nadzwyczajne umiejętności, wyniesione z krakowskich podwórek.


Grał fantastycznie w Legii i przez osiem lat w reprezentacji. Dryblował, podawał, strzelał gole z akcji i rzutów wolnych. Cofał się do obrony, był napastnikiem, ale i rozgrywającym. Miał też cechę charakteru, która w sporcie może być zaletą, chociaż bywa również wadą. Częściej myślał o sobie, niż o kolegach i drużynie. Chciał zarobić na piłce, cenił się, miał do tego lubiącą pieniądze żonę, która stała się jego menedżerem. To nie było najlepsze rozwiązanie.


Na pięć dni przed pierwszym meczem w finałach mistrzostw świata 1974 r. Gadocha napisał podanie o zwolnienie z Legii. Sprawę trzymano w tajemnicy i mało osób wiedziało, że jego fantastyczna gra na mundialu w takim samym stopniu wynikała z obowiązków, jak z osobistej potrzeby jak najlepszego sprzedania się. Ostatecznie Gadosze w marcu 1975 r. jako pierwszemu polskiemu piłkarzowi oficjalnie zezwolono na wyjazd do zawodowego klubu. Było to FC Nantes, a transfer stał się tematem rozmów Edwarda Gierka z towarzyszami z Komunistycznej Partii Francji. Jak napiszę, że było to w pakiecie (my im Gadochę, oni nam berliety), to trochę przesadzę, ale nie za bardzo. Na pierwszym zgrupowaniu kadry po zgodzie na wyjazd Gadocha poprosił o wino do obiadu.


Wszystko, co stało się później, nie jest już tak zabawne. Robert nie przestawał myśleć o sobie, liczył na to, że przyjedzie do niego Cosmos Nowy Jork (grał tam Pele), ale nic w tym kierunku nie robił. Młodzi napastnicy Nantes pozbawili go miejsca w drużynie. Wyjechał do Chicago Sting, gdzie zadarł z dwoma Niemcami, na Florydzie założył szkółkę piłkarską i nową rodzinę.


Kiedy w końcu wrócił do Polski, okazało się, że nie za bardzo ma co ze sobą zrobić. W dodatku Grzegorz Lato powiedział, że przed meczem Polska Włochy na mistrzostwach w Niemczech Gadocha wziął pieniądze od Argentyńczyków i nie podzielił się z kolegami. Tyle lat Lato dusił to w sobie, aż się zdobył na odwagę.


Gadocha pracuje w PLL LOT, nie chodzi na mecze, nie udziela się publicznie, a o jego urodzinach mało kto już pamięta.

Podaj ten news dalej: