Po drugim już wygranym sparingu we Francji, humor dopisuje. Nie można jednak popadać w euforię, bo gra legionistów nie jest jeszcze idealna, co było widać szczególnie w pierwszej połowie meczu z Rennes, która rozgrywana była w żółwim tempie. Oto co na temat tych 45 minut powiedział po meczu Dariusz Wdowczyk: "Przez 45 minut graliśmy w bardzo wolnym tempie. W rytmie chodzonego nie da się wygrać meczu. Zdaję sobie sprawę, że upalna pogoda nie zachęcała do gry, ale oba zespoły miały identyczne warunki. I nie da się ukryć, że Francuzi w pierwszej części prezentowali się lepiej.
Dariusz Wdowczyk o meczu z Rennes
Oba zespoły zagrały zachowawczo, ale to rywal strzelił gola. A my nie atakowaliśmy z pasją. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Zawodnicy, którzy weszli po przerwie, wnieśli sporo ożywienia. Dzięki temu zaczęliśmy grać szybciej i dominowaliśmy na boisku. Podobnie jak w spotkaniu z Olympique, tak i z Rennes, mogliśmy strzelić więcej goli. Dla mnie najważniejsze jest to, że drużyna potrafiła się podnieść, strzelić dwa gole i zwyciężyć. Nie da się ukryć, że obrona popełniła zbyt dużo szkolnych, juniorskich błędów, które nie powinny się nam przytrafić". Co działo się w szatni w przerwie, że gra Legii w drugiej połowie wyglądała już zdecydowanie lepiej? "Nie krzyczałem na piłkarzy, ale powiedziałem wiele cierpkich słów" - przyznaje "Wdowiec". Jak widać cierpkie słowa zmobilizowały naszych zawodników.
Czy trener jest zaniepokojony agresją, jaką widać w grze "wojskowych"? Już kilkakrotnie podczas sparingów dochodziło do niepotrzebnych starć czy utarczek słownych z rywalami. "Muszę popracować nad tym i uczulić zawodników na tego typu zachowania. O ile w spotkaniach sparingowych arbiter nie przywiązuje zbytniej wagi do awantur, o tyle w meczach mistrzowskich nikt nie będzie tego tolerował. Zwrócę na to uwagę piłkarzom" - przyznał Dariusz Wdowczyk.