Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Polacy są teraz za słabi, żeby grać w poważną piłkę nożną

poniedziałek, 18 września 2006 13:02
Mariusz Piekarskiźródło: Dziennik

Kilka miesięcy temu uchodził pan za bohatera. Sprowadził pan do Legii Brazylijczyków, którzy pomogli Legii zdobyć mistrzostwo Polski. W klubie panu zaufali, polecił pan następnych. Elton, Junior i Hugo grają jednak katastrofalnie, a Edson i Roger stracili formę...
Mariusz Piekarski: W Polsce żądamy wyników natychmiast. Jesteśmy niecierpliwi. Popatrzmy na takiego Jadsona. Szachtar wydał na niego osiem milionów dolarów, a chłop siedzi na ławce rezerwowych. Na Ukrainie nie są w gorącej wodzie kąpani. Nikt nie robi z tego powodu afery.


Zachwalał pan Juniora, mówiąc, że to drugi Messi.
- Spokojnie, prawdziwy Messi do Warszawy nigdy nie przyjdzie. Porównywałem styl Juniora do słynnego Argentyńczyka. Ten chłopak jest naprawdę świetnym dryblerem. Ale jeszcze nie zdążył pokazać swoich umiejętności. W Tawrii Symferopol nie przygotowali go do sezonu. Będziemy mogli rozliczać go po zimie. Naprawdę warto poczekać.


A Elton? Na razie wsławił się tylko jazdą samochodem po pijanemu...
- Więcej tego nie zrobi. Miał łzy w oczach, kiedy przeprowadzałem z nim rozmowę wychowawczą. Elton na razie jest moim osobistym rozczarowaniem. Szybki, dynamiczny, potrafiący także wypracowywać gole. A nie może się jakoś wstrzelić. Chłopak ma 21 lat, jest daleko od domu. Trochę się pogubił, ale już wie, jakie są w Warszawie oczekiwania. Zapewniam, że teraz Brazylijczycy po godzinie 22 boją się nawet wyjść z domu po mleko.


Nic dziwnego, skoro trener namawiał kibiców, aby piłkarzom Legii napotykanym w nocnych klubach śmiało dawali po buzi...
- Jeśli Darek rzeczywiście tak powiedział, to zrobił błąd. Nie można tak mówić, bo będą bić piłkarzy po każdej porażce.


Wróćmy do pana piłkarzy. Hugo Alcantara to już prawdziwy niewypał.
- Dwa lata temu w finałowym meczu o Puchar Portugalii był jednym z najlepszych przeciwko Benfice Lizbona i strzelił zwycięskiego gola. Zgadzam się, zawalił swoją przygodę z Legią. Przyjechał do Polski kompletnie nieprzygotowany. Profesjonalny piłkarz nie może pozwolić sobie na czterdzieści dni bezczynności. Coś tam tłumaczył, że nie wiedział o planowanym transferze, ale to oczywiście nie jest usprawiedliwienie.


Roger i Edson też obniżyli loty...
- Bo słabiej gra cała drużyna. Porażki Legii to nie jest wyłącznie wina Brazylijczyków. Brazylijczyków z reguły występuje ich dwóch w zespole, góra trzech.


Nie za dużo tych obcokrajowców w Legii? Dopóki było kilku, zespół Wdowczyka grał jak z nut.
- Powiedzmy sobie prosto w oczy. Polacy są teraz za słabi do gry w poważną piłkę. Hiszpańskie, włoskie, a nawet lepsze niemieckie kluby to dla nas za wysokie progi. I nie jest to kwestia braku możliwości czy kłopotów z aklimatyzacją. Po prostu braku umiejętności. My, Polacy mamy przecież niezwykły dar od Boga. Tak nas skonstruowano, że potrafimy przystosować się do życia wszędzie. Mentalnie pasujemy do każdej ligi. Nawet do brazylijskiej. Grałem tam z powodzeniem we Flamengo Rio de Janeiro na słynnej Maracanie już w wieku 21 lat. Razem z Romario. Niestety, czasy się zmieniły. Jeśli polskie drużyny chcą zaistnieć w Europie, muszą szukać piłkarzy za granicą. I szczerze mówiąc nie robiłbym z tego tragedii. Dlaczego my się tak boimy obcokrajowców? Przecież świat jest dla ludzi.


Przecież kiedy był pan piłkarzem narzekał, że nie gra przez obcokrajowców. Dragomir Okuka wystawiał w pana miejsce Aleksandara Vukovicia...
- To była zupełnie inna historia i nie miałem do nich pretensji z tego powodu, że są obcokrajowcami. Ludzie to ludzie. Nieważne skąd.


Odmieniona zagraniczna Legia nie była w stanie u siebie ograć beznadziejnej w tym sezonie Austrii Wiedeń. Brazylijska Pogoń Szczecin jest pośmiewiskiem w polskiej lidze. Nie lepiej jednak stawiać na Polaków, niż wydawać pieniądze na słabych obcokrajowców?
- Z tą ceną to wcale nie jestem przekonany, że Polacy są tańsi. Na temat Pogoni nie chcę się wypowiadać, to indywidualne pomysł pana Ptaka. Może pana zaskoczę, ale nieudane występy Legii w europejskich pucharach są moim zdaniem wynikiem niefortunnego zbiegu okoliczności. To jest drużyna z potencjałem, z dobrymi zawodnikami, która nie trafiła z formą na odpowiedni moment. Jestem przekonany, że późną jesienią ten zespół będzie grał bardzo dobrze.


Mówi się, że ma pan jakiś układ z Dariuszem Wdowczykiem...
- To jest właśnie typowo polskie. jak ktoś robi jakiś interes, jest operatywny i młody to automatycznie znaczy, że coś ukradł. Jestem uczciwy. Koniec, kropka. Do żadnych bzdur nie będę się odnosić... Stereotyp w Polsce jest taki, że były piłkarz to już nic nie może osiągnąć, że po zakończeniu kariery może tylko kombinować na lewo. Czasy się jednak zmieniają. Romek Kosecki próbuje coś zrobić, Grzesiek Mielcarski, Tomek Hajto, Marek Koźmiński. Staramy się być nowoczesnymi, kreatywnymi menedżerami.


Nie sądzi pan, że w Legii jest konflikt? Polacy się buntują, bo obcokrajowcy za dużo zarabiają, a nie są lepsi.
- Kiedyś w szatni był tylko jeden temat. Czy poszły już przelewy, czy wypłacą, czy nie wypłacą. Teraz piłkarze mają luksus. Pieniądze na czas, nikt nie musi o nich myśleć. Każdy ma swojego menedżera i pensję, jaką wytargował. Myśli pan, że ktoś w Wiedniu obraził się na Milę, że najlepiej zarabia, a nie gra? Moim zdaniem nikt nikomu do kieszeni nie zagląda, bo wszyscy mają dobrze. Atmosfera się popsuła, bo wyniki są złe. Najbardziej dziwi mnie jednak to, że konflikty w drużynie przedostają się do mediów. Ciekawe, jak czuje się ten, który donosi? Błędem Legii jest też fakt, że nie uczą obcokrajowców języka polskiego. Przecież to jest podstawa. Ja w Brazylii po trzech miesiącach chodziłem już do telewizji i występowałem w programach rozrywkowych.


Ile zostało z Mariusza Piekarskiego, piłkarza, który właściwie bez przerwy robił show?
- Niewiele. Musiałem się uspokoić, spoważnieć, stałem się domatorem. Zresztą moje skłonności do rozrywkowego trybu życia były przesadnie nagłaśniane. Byłem niezłą pożywką dla mediów, bo się dwa razy żeniłem i rozwodziłem. Sam dolewałem oliwy do ognia, bo lubiłem udzielać wywiadów dla zabawy, a później kupić gazetę i pośmiać się z siebie. Teraz mam 31 lat i już mi nie wypada tak się zachowywać..


Naprawdę da się w Polsce przeprowadzić jakiś transfer tak, żeby nikogo nie oszukać?
- No, nie da się. Muszę przyznać, że każdego z moich graczy trochę oszukałem. Jak zachwalam klub, to na koniec pokazuję stadion i mówię: patrzcie, tutaj stanie piękny obiekt na 30 tysięcy miejsc. Prawie taki jak ten Ajaxu w Amsterdamie. Coś muszę przecież powiedzieć Brazylijczykowi, który widzi, że aby zobaczyć mecz z sektora gości na Łazienkowskiej trzeba mieć drabinę i lornetkę. Rozum mówi, że bredzę, ale serce nie kłamie. Jestem przekonany, że polska piłka pójdzie w górę, jak będziemy mieli ładne stadiony. To jest podstawa. Będzie można śmiało pokazać piłkarzowi nowoczesny obiekt i przekonać, że to jest wielki klub. Niezbędna jest scena, arena, na której będzie można zrobić show.


A aktorzy?
- Dokupi się.


Rozmawiał Cezary Kowalski

Podaj ten news dalej: