Dlaczego Legia w tym sezonie gra znacznie poniżej oczekiwań? Bierze pan pod uwagę swój błąd podczas letnich przygotowań?
- Niewiele w tym czasie można było popsuć. Musi być jednak dobra współpraca. Jeśli grasz co trzy dni, to musisz o siebie dbać. Musisz się dobrze wysypiać, odżywiać, regenerować, bo za trzy dni czeka kolejny trudny mecz. Nie ma miejsca na słabości, pójścia w innym kierunku...
W kierunku baru...
- Nigdy nie powiedziałem, że problemem tej drużyny był alkohol, ale zatrzymanie przez policję Eltona było jakimś sygnałem, że coś jest
nie tak.
Można pić i grać dobrze?
- To nie idzie w parze.
A Gascoigne, Adams, Cantona, Romario?
- Nic w naturze nie ginie. Duńczyk Elkjaer Larsen palił 40 papierosów i wypijał przynajmniej dwie butelki wina dziennie. Ale on miał po prostu zdrowie jak koń. Był mocny. Ja mam piłkarzy, którzy takiej wydolności nie mają.
Stąd ta pana wypowiedź dotycząca bicia piłkarzy z plaskacza.
- Nie namawiałem kibiców, aby chodzili za piłkarzami i ich bili. W moim rozumieniu dać komuś z plaskacza, to wymierzyć tzw. karczycho. Wypchnąć z knajpy. Powiedzieć: Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś tu być. Żadnych pięści. Daleki jestem od takich rozwiązań.
Czy aby nie wpuścił pan do zespołu zbyt wielu obcokrajowców?
- Popadamy z jednej skrajności w drugą. Po pierwszym meczu Eltona mówiło się, że będzie królem strzelców. Po trzech bramkach Janczyka miał on być drugim Bońkiem. By za chwilę, jeśli coś się nie układa, ludzi po prostu gnoić. Trzeba trochę czasu, aby się w nowym środowisku zaaklimatyzowali.
Mimo zwycięstwa nad Wisłą Płock jednak nie przekonują.
- To jest kwestia dorobienia ideologii przez dziennikarzy.
No to niech mi pan napisze pozytywny artykuł o Legii po wydaniu kupy pieniędzy na transfery.
- Dam panu przykład. Jadą Polacy na mecz z Ekwadorem. Skoncentrowani, walkmany na uszach, wychodzą na stadion, nie rozmawiają, skupiają się. I podjeżdża autokar z Ekwadorczykami. Rozbawieni, tańczą, śpiewają, cały autokar się buja. Jeśli Polacy wygraliby ten mecz, media podałyby, że widać było różnicę w podejściu. Polacy prawdziwi profesjonaliści, skoncentrowani, a lekkoduchy z Ekwadoru zlekceważyły rywala. Porażkę też łatwo wytłumaczyć. Smutasy, brak komunikacji, piłka nie sprawia im radości. Tamci podchodzą do życia z radością, bawią się futbolem. Wszystko zależy od tego, jak się patrzy na zespół. Walenie w kogoś tak bez podstaw i na oślep jest błędem.
Vuković wbił kij w mrowisko. Powiedział przy właścicielach, że Legia nie jest drużyną.
- Jest sfrustrowany. Trudno mu się pogodzić, że miał dobrą pozycję, a teraz jest rezerwowym.
Serb jest u pana skończony?
- Nie. W styczniu podczas prezentacji on i Surma byli wygwizdywani przez kibiców. Byłem pierwszym, który stanął w ich obronie. Ale
wiem, że stać go na lepszą grę. Jego piłki nie docierają do napastników. Wkłada w grę dużo serca, ale od pomocnika wymaga się,
żeby też myślał na boisku.
Surmę z kolei pan skrytykował.
- Wymagam od niego więcej, jako od kapitana. Niewielu mamy takich jak on, z charakterem przywódcy. Dlatego musi kolegów bardziej
mobilizować.
Jeśli Legia nie awansuje do fazy grupowej UEFA, będzie oznaczało to, że sezon jest stracony, a transfery nie były trafione. Właściciele Legii nie są na pana wściekli?
- W trudnych chwilach miałem wsparcie właścicieli klubu i zarządu. Jeśli wszystko się dobrze układa, to rozmawiamy raz na jakiś czas.
W chwili kryzysu i nagonki prasowej panowie Walter i Wejchert zaskoczyli mnie. Kontakt mieliśmy bez przerwy. Podtrzymywali mnie na duchu, a nie stawiali ultimatum. Byli blisko. Mieliśmy spotkania, także z zespołem. Jasno powiedziano zawodnikom, że nic się nie zmieni, jeżeli chodzi o trenera, nawet gdy przegramy z Austrią.
Może stąd ta odmiana w meczu z Wisłą. Uznali, że nie mogą liczyć na pana dymisję.
- Nie wiem. Moim zdaniem po prostu odżywamy.
Działacze Legii mieli się spotkać ze Stefanem Majewskim. W sprawie pracy...
- Wiem na 100%, że się nie spotkali.
Zimą będą następne transfery?
- Trzeba ten zespół wzmocnić i to raczej zawodnikami z zagranicy. Proszę mi pokazać piłkarzy z polskiej ligi, którzy mogliby poprawić
jakość drużyny.
Choćby Matusiak z Bełchatowa.
- Próbowaliśmy. Nie do ruszenia. Łobodziński nie do ruszenia. Chcieliśmy Jelenia, ale także nie było szansy.
Nie za dużo wydał pan na transfery?
- Pół miliona euro za jednego piłkarza to jest tak bardzo dużo? A co by było, gdybyśmy tu ściągnęli Zidane'a, który grałby słabo za 60 milionów? Nie wyrzucamy pieniędzy w błoto. Szukamy zawodników przydatnych.
Uratować twarz można tylko wygrywając w Wiedniu.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Austria jest do pokonania. Mamy lepszy zespół. Jedziemy po zwycięstwo.