Bardzo dobra forma strzelecka Bartłomieja Grzelaka w Widzewie oraz słaba dyspozycja napastników Legii sprawiła, iż zaczęto spekulować na temat przeprowadzki napastnika z Łodzi do Warszawy. Jednak z rozmowy przeprowadzonej z samym zainteresowanym wynika, że ewentualna możliwość gry z "eLką" na piersi nie wywołuje większych emocji. Jak sam Grzelak zaznacza, musiałby się mocno zastanowić nad ofertą z Łazienkowskiej.
Poniżej zapis rozmowy z napastnikiem Widzewa.
Grzelak: Wolę wyjazd za granicę
Zimą przechodzi Pan do Legii?
Bartłomiej Grzelak: Nic mi na ten temat nie wiadomo. Daję słowo, że nikt z Legii się ze mną na ten temat nie kontaktował. O moim odejściu z Widzewa słychać już prawie od roku, ale nie ma żadnych efektów. Zimą zainteresowanych było chyba z pięć klubów, ale konkretów zabrakło.
A co by Pan odpowiedział na ofertę Legii?
- Musiałbym się głęboko nad nią zastanowić. W tej chwili, jeżeli miałbym zmieniać klub, to prędzej zdecydowałbym się na wyjazd za granicę, niż na jakąkolwiek polską drużynę. Nieważne czy Legię, czy Wisłę Kraków.
W Widzewie jest Pan gwiazdą, uwielbiają Pana kibice. Gdyby nie Pan, nie byłoby mowy o awansie do ekstraklasy. Odejście np. do Legii to byłoby duże ryzyko...
- Zdaję sobie sprawę, ile znaczę dla Widzewa, a także ile mu zawdzięczam. W innym klubie znajdę się w zupełnie nowej sytuacji, musiałbym potwierdzić renomę snajpera i doskonale wiem, że byłoby dużo ciężej niż w Łodzi. Jednak przychodzi moment, kiedy piłkarz musi się rzucić na głęboką wodę.
Podobno Widzew może blokować transfer do innego klubu.
- W kontrakcie nie mam wpisanej sumy odstępnego i przyznaję, że to niekorzystna sytuacja dla mnie. Jakbym miał wpisane np. 200 tys. euro, nie byłoby pewnie kłopotu.
Ponoć jest Pan warty 1 mln euro?
- Też tak słyszałem. To astronomiczna suma jak na naszą ekstraklasę. Jednak dla zachodniego klubu to byłby wydatek jak dla polskiego rzędu 100-200 tys. zł. Dla Widzewa byłby to znakomity transfer. Za milion euro mógłby kupić dwóch, trzech dobrych graczy, a jeszcze trochę by zostało kasie.
Legię było jednak stać na wydatek 800 tys. euro na Miroslava Radovicia...
- Trener Dariusz Wdowczyk doskonale mnie zna, bo to dzięki niemu zadebiutowałem w ekstraklasie w Wiśle Płock. To znakomity szkoleniowiec i chyba najlepiej wie, czy przydałbym mu się do zespołu. To pierwszy trener, który na mnie postawił.
Rozmawiał Andrzej Klemba