Czy w piątek będzie kolejny sentymentalny powrót na Łazienkowską?
Tomasz Jarzębowski: Zawsze wracam na ten stadion z wielkim sentymentem. W stolicy się wychowałem, a w Legii stawiałem pierwsze piłkarskie kroki.
Znów przyczyni się pan do pogrążenia swojego byłego klubu, tak jak w sierpniu?
- Raczej nie wyjdę na boisko. Boli mnie kostka i nie chcę ryzykować powazniejsze kontuzji. To tylko meczu o Puchar Ekstraklasy, a nie ligowy. Ale wybieram się do stolicy. Przez Spałę, gdzie mieliśmy w czwartek obóz.
Będzie więc okazja, by kibice znów Pana powitali.
- Ostatnio mało kto mnie w Legii witał, mówię o działaczach i trenerach. Ale na kibiców zawsze można liczyć. Mimo że to mecz o Puchar Ekstraklsy, frekwencja będzie przyzwoita.
Mija rok, od kiedy gra Pan w Bełchatowie.
- W klubie jest fajna atmosfera, sympatyczni koledzy. Wszyscy są mili. Trudno mi się jednak w małym miasteczku odnaleźć. Przyzwyczaiłem się do Warszawy. Staram się przynajmniej raz w tygodniu odwiedzać żonę i córkę, a gdy ja nie mogę Aga i Julka przyjeżdżają do Bełchatowa.
Jesienią nie zagrał Pan żadnego całego meczu.
- Trener Lenczyk postanowił mnie oszczędzać. Przecież wcześniej długo rehabilitowałem się po operacji.
Czy Bełchatów zagra w najsilniejszym składzie?
- Tak, będą i Garguła i Matusiak. Łukasz zostaje w GKS do końca sezonu. To przesądzone. Natomiast Radek ma sporo dobrych ofert z zagranicy. Waha się, czy już odejść, czy dopiero w czerwcu. Do połowy grudnia ma podjąć decyzję, bo chce mieć spokojne święta. Ale do Legii ani Wisły na pewno nie przejdzie.
Roamawiał Maciej Rowiński