Wczoraj w klubie "bururu", który mieści się w oficynie przy Nowym Świecie 21, po raz drugi zebrali się kibice Legii, aby wysłuchać Bohatera Powstania Warszawskiego. Gościem drugiego spotkania organizowanego przez fanów z Łazienkowskiej był oficjalnie najmłodszy Powstaniec, Romuald Jerzy Grzelak, ps. "Pilot".
Nasz Gość był mile zaskoczony zainteresowaniem kibiców Legii, wśród których nie zabrakło także kobiet. Pięknych kobiet - co zauważył Pan Jerzy.
Spotkanie z Jerzym Grzelakiem, najmłodszym Powstańcem
Spotkanie rozpoczęło się od paru pytań Bohatera do zebranych, po czym rozpoczęła się długa opowieść... Nie od razu rozpoczęliśmy o Powstaniu. Jak do niego doszło, o wybuchu II Wojny Światowej, a także o bojowości Polaków z dawnych czasów opowiadał zebranym Pan Jerzy. "Trzeba mieć dumę narodową!" - mówił z powagą w głosie. "Po odzyskaniu przez nas niepodległości, głównie za sprawą Piłsudskiego, Polska nareszcie była Polską!" - usłyszeliśmy. Nie brakowało pytań dlaczego warszawiacy wzięli udział w Powstaniu - z własnej woli, czy bardziej poczucia obowiązku. "Bóg, Honor, Ojczyzna" - te hasła od najmłodszych lat wpajał mi mój ojciec. On również brał czynny udział w Powstaniu, niestety zginął już trzeciego dnia..." - powiedział członek "Baszty".
Niektórzy może mieliby problemy ze znalezieniem odpowiedniego określenia dla Niemców, którzy napadli na Polskę. Lecz nie pełniący funkcję łącznika w "Baszcie", Jerzy Grzelak. "To byli bandyci! Napadli na nas, żeby nas ograbić ze wszystkiego, pozabijać. Musieliśmy bronić swojej wolności!"
Pytanie o sens walk powstańczych na terenie Warszawy pojawiło się nie po raz pierwszy. "To może być dyskusyjna sprawa tylko dla tych, którzy tego nie przeżyli." - odparł krótko nasz gość, obecnie znany zegarmistrz. Sam dodał, że podczas jednej konferencji sam zaciekle dyskutował z amerykańskim profesorem, który to podważał zasadność obrony Warszawy. Nie brakowało opowieści o tych, którzy sprzedali się Niemcom, w zamian za specjalne przywileje. - Sprzedawczyki - ocenił volksdeutschy.
Bohater przybliżył zebranym także to, dlaczego jest oficjalnie najmłodszą osobą, biorącą udział w PW. "Trzeba było mieć 14 lat, żeby można było brać udział... Ja miałem mniej. 'Dorobiłem' więc sobie 5 lat, a z racji mojej znajomości terenu na Mokotowie, przymknięto oko na mój wiek." - wyjaśnił Jerzy Grzelak, pełniący funkcję łącznika. Do jego zadań należało m.in. przekazywanie rozkazów, przenoszenie leków. Wielu z jego kolegów zginęło w czasie walk. "Ja jakimś cudem ocalałem i mogę dziś opowiedzieć Wam o tym" - mówił nie kryjąc wzruszenia łącznik. Jeszcze bardziej wzruszył się nasz gość, wspominając podchody po jedzenie. "Czołgałem się po kilkanaście pomidorów. Gdy wróciłem z tą 'zdobyczą' oraz dwoma melonami, które udało mi się zgarnąć za jednym zamachem, zostałem lokalnym bohaterem. A smaku melona..." - tu na chwilę nasz gość przerwał, ocierając oczy ze wzruszenia. "...tego smaku, a głównie jego zapachu, nie zapomnę do końca życia!" - mówił, a zgromadzeni młodzi ludzie w skupieniu słuchali kolejnych ciekawych opowieści.
Wyjaśniony został również skrót 'Baszta' - Batalion Obrony Sztabu.
Walka o wolność była makabryczna - co chwila powtarzał broniący m.in. ulicy Belgijskiej "Pilot". "Mam to wszystko przed oczami. Mogę nie pamiętać, co działo się 5 lat temu, ale okresu Powstania nie zapomnę nigdy! Mam to w głowie jak film, który slajd po slajdzie odwijam teraz, by przekazać Wam to, co przeżyłem ja i moi koledzy" - słychać było pasję w głosie mówiącego.
Walka o wolność trwała dłużej niż pierwotnie zakładano. "Maksymalnie 2-3 dni - mówili mi najbliżsi. Chyba nikt nie spodziewał się 63-dniowej ciężkiej walki. W dniu wybuchu Powstania, 1 sierpnia 1944 roku, nas walczących było zaledwie 17 tysięcy. Liczba ta w kolejnych dniach potroiła się, ale niestety większość z nas zginęła. Oficjalnie mówi się, że w Powstaniu zginęło około 180 tysięcy Polaków. Warszawa wówczas liczyła 800 tys. mieszkańców." - nasz Bohater dobrze orientował się w statystykach dotyczących PW.
Przypomniano również moment, w którym wielu żołnierzy AK wierzyło, że Powstanie... właśnie się kończy. "Liczyliśmy na pomoc Anglików" - nie ukrywał Pan Jerzy. "Gdy na niebie pojawiły się angielskie samoloty, nagle zrobiło się ono piękne, błękitne. Moja dusza radowała się. Koniec wojny! - pomyślałem. Niestety po chwili okazało się, że to nie spadochrony z ludźmi, którzy nam pomogą, a z żywnością i bronią. Co więcej aż 80% wpadło w ręce Niemców. Nasza nadzieja okazała się płonna" - tłumaczył najmłodszy Powstaniec. A walka z okupantem nie była równa. Niemcy mieli przecież broń, amunicję, a Polaków wykorzystywali w swoich fabrykach, gdzie wbrew ich woli, przyczyniali się oni do produkcji śmiercionośnej artylerii. Przy Niemcach wyposażonych w czołgi, samoloty i świetną broń, wyposażenie Polaków było bardzo ubogie. "Zawsze miałem przy sobie finkę, "siódemkę" z dwoma nabojami i granat własnej roboty. Zdawałem sobie sprawę, co groziło mi za to, w przypadku złapania" - mówił o swoim uzbrojeniu Jerzy Grzelak.
Opowieść naszego gościa była pasjonująca i trwała grubo ponad trzy godziny. W końcu zebrani musieli przerwać Bohaterowi, żeby... można było zadać pytania. Tych było bez liku i były bardzo różnorodne. Jedno z nich dotyczyło mistrzostwa Polski w piłce nożnej. "Kto będzie mistrzem? Legia!" - wykrzyknął bez chwili zastanowienia członek pułku "Baszta". Jedno z pytań dotyczyło tego, jak obecni, młodzi warszawiacy, w czasie pokoju, mogą zostać bohaterami. "Wierzę, że w najbliższych latach żadna wojna nam nie grozi. Skupcie się więc na nauce. Zdobywanie wiedzy, nauka języków obcych to powinien być dla Was, młodych priorytet" - radził zgromadzonym.
Drugie spotkanie z Bohaterami Powstania Warszawskiego zainteresowało więcej niż poprzednio osób. Liczymy, że na kolejnych zbierze się jeszcze więcej osób, które będą chciały poznać historię naszego miasta i kraju, z ust tych, którzy przeżyli Powstanie. Tak więc już dziś zapraszamy na styczniowe spotkanie, a o jego terminie i gościach zaproszonych, poinformujemy w naszym serwisie oraz w Tygodniku "Nasza Legia".


fot. ofek