Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

P. Bronowicki: Będę walczył za dwóch

piątek, 2 marca 2007 07:34
źródło: Super Express

Mistrzowie Polski nie rozpoczęli jeszcze rundy, a już musieli stoczyć bitwę z bezwzględnym wrogiem. Epidemia anginy powaliła kilku legionistów, a najbardziej ucierpiał Grzegorz Bronowicki, który zamiast pojechać z zespołem na mecz z Cracovią, został w łóżku. Teraz ja będę musiał bronić honoru rodziny - mówi młodszy z braci "Bronków", Piotr. - Jak tylko dostanę szansę, to będę walczył za nas dwóch.

Nawet jeżeli ściągnięty w przerwie zimowej na Łazienkowską Piotr Bronowicki nie zagra jeszcze od pierwszej minuty, to krakowskie "Pasy" będą musiały mieć się na baczności. Bo trener Wdowczyk w każdej chwili może ich poszczuć wściekłym pitbullem.


- Rzeczywiście, tak na mnie i Grześka wołali w Łęcznej - przyznaje ze śmiechem były gracz Górnika. - Zawsze graliśmy bardzo agresywnie, z sercem, nigdy nie odpuszczaliśmy i kibice żartowali, że jak z bratem dopadniemy rywala, to jak taka sfora wściekłych pitbulli.


Zaczynali od zapasów


Walka wręcz to dla braci Bronowickich chleb powszedni. Od małego dziecka codziennie siłowali się na zapaśniczej macie.


- Jak mieliśmy 6-7 lat, zaczęliśmy trenować zapasy i całkiem nieźle nam szło - opowiada młodszy "Pitbull". - Nasz sąsiad był trenerem i zaproponował naszym rodzicom, że weźmie nas pod swoje skrzydła. Ci od razu uznali, że to świetny pomysł, bo lepiej, żebyśmy uprawiali sport, zamiast wałęsać się po dworze. I tak przez 5 lat byliśmy zapaśnikami, aż wreszcie zwyciężyła miłość do piłki.


- Ale trening zapaśniczy ciągle przydaje się na boisku. Piłka teraz jest bardzo fizyczna, w środku pola dochodzi często do walki wręcz, rywala trzeba przepchnąć, wziąć na plecy. I z tym nie mamy problemów - zapewnia Piotr.


W dzieciństwie dwa "Bronki" szalały na zapaśniczej macie, ale chłopcy nie wykorzystywali swych umiejętności w szkole czy na podwórku.


- Co to, to nie! Rodzice trzymali nas krótko i nie pozwalali na rozróby - zapewnia Piotrek.


Między braćmi jednak czasem dochodziło do bójek.


- Normalna sprawa, jak to w rodzeństwie. Zawsze prędzej czy później musiało zaiskrzyć i pięści szły w ruch - wspomina ze śmiechem młodszy z "Bronków".


Mogliby się pogryźć


Pewnie właśnie dlatego podczas zgrupowań Legii dwaj bracia nie mieszkają razem w pokoju. Grzegorz przyznał nawet, że tak jest lepiej, bo nawet jakby wytrzymali ze sobą dwa dni, to trzeciego - jak przystało na pitbulle - pewnie by się pogryźli.


- Może byśmy się nie pogryźli, bo teraz już jesteśmy dorośli i nim dojdzie do bijatyki, to któraś strona ustąpi - uśmiecha się Piotrek. - Ale skoro mamy siebie na co dzień, to lepiej nie przesadzać. Jakbyśmy jeszcze ze sobą mieszkali w pokoju, to moglibyśmy się sobą zmęczyć.


Jest jednak jedno miejsce, gdzie dwaj bracia nie potrafią się sobą znudzić. Ich wielką wspólną pasją jest wędkarstwo.


- Jeżeli mamy chwilę wolnego czasu, to od razu bierzemy z Grześkiem wędki i ruszamy nad jezioro, relaksować się na rybach - opowiada nowy pomocnik Legii. - W Łęcznej mieliśmy swoje ulubione miejsca na łowy. A teraz trzeba sprawdzić, co w tej warszawskiej Wiśle można złapać.

Podaj ten news dalej: