Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Janas za Wdowczyka?

środa, 11 kwietnia 2007 11:33
źródło: Sport

W tym czasie, gdy piłkarze warszawskiej Legii walczyli w Zabrzu o ligowe punkty, dyrektor sportowy stołecznego klubu Mirosław Trzeciak obserwował przy Konwiktorskiej rywalizację drugoligowych zespołów Polonii i Lechii Gdańsk. Towarzyszył mu Marek Jóźwiak, odpowiedzialny w klubie za skauting.

Nerwowy dyrektor
Gdy spiker podał informację, że przy Roosevelta gospodarze w 40 minucie zdobyli gola, którego jednak arbiter nie uznał, Trzeciak nerwowo poderwał się z siedziska i opuścił trybunę VIP-ów. - Idę obejrzeć, co się dzieje w Zabrzu, podobno gramy w tempie starej baby - rzucił przez ramię żegnając się z siedzącym kilka rzędów niżej prezesem PZPN, Michałem Listkiewiczem. Ostatecznie Legia przegrała z Górnikiem 0-1, ale Dariusz Wdowczyk mimo siódmej porażki w rozgrywkach ligowych obecnego sezonu nie sprawiał wrażenia człowieka, któremu los nie sprzyja. Już wcześniej, przed wyjazdem do Bełchatowa, gdzie mistrz Polski uległ gospodarzom 1-3, był spokojny o swoją przyszłość. - W trakcie całego sezonu zarzucany jestem pytaniami, kiedy podam się do dymisji. W najbliższym czasie nie przewiduję podjęcia takiej decyzji, ale kilka innych ważnych decyzji zostało już ustalonych przeze mnie z zarządem Legii - powiedział szkoleniowiec po meczu w Zabrzu.


- Teraz możemy tylko żyć z meczu na mecz, bo nic nam innego nie pozostaje - podsumowuje obecną sytuację zespołu Piotr Włodarczyk. Mniej cierpliwości wykazuje Łukasz Fabiański. - Gramy źle i jak się okazało w Zabrzu, nie jesteśmy w stanie wykorzystać nawet przewagi jednego zawodnika. A przecież już wcześniej powiedzieliśmy sobie, że w kolejnych spotkaniach będziemy gonili czołówkę. Jednak z taką postawą na boisku, możemy zapomnieć nawet o miejscu w górnej części tabeli - stwierdził bramkarz Legii.


W poszukiwaniu miejsca
Przed rokiem w Zabrzu stołeczny zespół przypieczętował zdobycie tytułu mistrza Polski. W Wielką Sobotę na tym samym obiekcie legioniści definitywnie zaprzepaścili szansę na powtórzenie sukcesu. O tym, że Wdowczyk nie potrafi na dłużej utrzymać formy w prowadzonych przez siebie zespołach, jako pierwsi przekonali się kibice warszawskiej Polonii. W 2000 roku obecny trener Legii zdobył z "Czarnymi koszulami" tytuł mistrza Polski, Puchar Ligi i Superpuchar Polski. Jednak w następnym sezonie stołeczny zespół był tylko tłem dla najlepszych drużyn ligi. Potem Wdowczyk skorzystał z propozycji działaczy Wisły Płock. Z "nafciarzami" pracował bez powodzenia, w dodatku zarzucono trenerowi, że popadł w konflikt z piłkarzami. Wdowczyk bronił się przed zarzutami, zbierając... podpisy od zawodników, zaprzeczających w ten sposób pojawiającym się pogłoskom. W kolejnej rundzie pojawił się na ławce Widzewa Łódź. Przez kolejne dwa sezony pracował z trzecioligową Koroną Kielce. Wywalczył wprawdzie awans do II ligi, ale do dziś wśród działaczy kieleckiego klubu niechętnie wymieniane jest jego nazwisko. Roczny rozbrat z zawodem wypełniał udziałem w telewizyjnych studiach w roli piłkarskiego eksperta i wszystko wskazuje na to, że powróci do medialnej profesji.


Nowe twarze
Każda inwestycja – dla właścicieli ITI jest nią drużyna piłkarska – musi przynosić zyski. W przypadku futbolu jest to udział w rozgrywkach elitarnej Champions Leaque, tymczasem przez kolejny sezon Warszawa pozbawiona została udziału nawet w Pucharze UEFA. Sztandarowa inwestycja Mariusza Waltera i Jana Wejcherta trzeci rok z rzędu przynosi straty. Dlatego szkoleniowca nadal wiązać będzie kontrakt z ITI, ale już tylko jako eksperta platformy cyfrowej N. Jest już również przesądzone, że przy Łazienkowskiej pojawią się nowe twarze, za których sprowadzenie odpowiada nowy dyrektor sportowy. Nie jest jednak tajemnicą, że właściciele ITI chętnie widzieliby w roli szkoleniowca byłego selekcjonera reprezentacji, Pawła Janasa.

Podaj ten news dalej: